Ścieżka dźwiękowa złości
Jorge Valdano, były piłkarz, trener i dyrektor generalny Realu Madryt, a obecnie komentator i felietonista w dzienniku El País dzieli się swoimi przemyśleniami na temat postawy kibiców na stadionie.
Vinícius Júnior. (fot. Getty Images)
Jakby futbol był ceremonią, kibice nasycają stadion zbiorowym napięciem – atmosferą, która przyciąga i nie puszcza. Powstaje entuzjastyczna, patriotyczna, „nasza” mieszanina, do której lubimy należeć. Kibicowanie klubowi to forma przynależności, a w społeczeństwie coraz bardziej pofragmentowanym futbolowi trzeba oddać jedno: potrafi budować wspólnotę.
Gdyby stadiony umiały mówić, powtarzałyby – niczym Apokalipsa – że „letnich wypluje”. Na mecze przynosimy bowiem to, co w nas najlepsze i najgorsze: dziecięcą miłość do drużyny, lecz także fanatyzm, który oddaje ster emocjom. Na obu krańcach łatwo o utratę kontroli.
Pod koniec życia Alfredo Di Stéfano oglądaliśmy razem mecz na Santiago Bernabéu i wdaliśmy się w spór o coś, już nawet nie pamiętam o co. Kiedy zacząłem wszystko rozbierać na czynniki pierwsze i mówić przesadnie racjonalnie, uciął rozmowę, wskazał laską na trybuny i powiedział: „poproś choć jednego z nich, żeby pomyślał”. Racja – na stadion idzie się przede wszystkim po emocje.
W tłumie stajemy się bardziej ulegli niż w pojedynkę: łatwiej podążać za innymi, niż myśleć samodzielnie. Kibice to jednak żywy organizm, zmieniający się w rytmie społeczeństwa. Bernabéu nie wygląda dziś tak jak wtedy, gdy większość widowni stała, gdy Ultras Sur trzymali swoje mafijne wpływy, gdy turyści jeszcze nie przyjeżdżali w poszukiwaniu „przeżycia”…
Po wydarzeniach ostatniego miesiąca oczekiwano reakcji socios, która – drogi Alfredo – dojrzewała w nich już wcześniej, jeszcze w domach. Nieczęsto w jednym czasie zbiegają się zwolnienie trenera i bolesne odpadnięcie z dwóch rozgrywek. Trudno wybierać między upokorzeniami, jednak jeśli zabolało to, co stało się z Barceloną, to porażka z Albacete bolała jeszcze mocniej. To sytuacja, która zrzuca klub o piętro w dół i wywołuje przewidywalną falę oburzenia. Ot, coroczny „koniec świata” w futbolowej wersji.
W meczu z Levante trybuny odezwały się z ekspresją, której się nie spodziewałem i co więcej – wybierały cele z wyczuciem. Temu mocniej (Vinícius), tamtemu lżej (Bellingham), teraz kolej na tego (Florentino)… To nie był jednolity jazgot, tylko komunikat z odcieniami. Po spotkaniu Álvaro Arbeloa, broniąc prezesa, stwierdził, że wie, skąd wzięła się ta reakcja publiczności – jakby kibice byli narzędziem jakiegoś instytucjonalnego spiskowca albo zorganizowaną komórką, która próbuje zdestabilizować klub.
Jeśli tak, Arbeloa wie znacznie więcej ode mnie. Jasne, zdarzają się transparenty haniebne, a nawet takie, które wobec prezesa przybierają formę gróźb na granicy prawa. Tyle że tym razem obraz był inny: powszechna złość ludzi, którzy czują się współwłaścicielami Realu Madryt i chcieli pokazać niezadowolenie. Nawet jeśli Arbeloa ma swoją wiedzę, pozwolę sobie go zachęcić, by unikał dzielenia. Niepokoją mnie strażnicy tożsamości – ci, którzy rozstrzygają, kto jest lojalny, kto zdradza, kogo wspierać, a kogo odrzucać. Sprawa wygląda prościej: w klubie o tak silnych, ludowych korzeniach nie istnieje jedna, jedynie słuszna definicja madridismo. Real Madryt można kochać na milion sposobów i wszystkie mają prawo istnieć.
Real Madryt wygrał, jednak „ścieżka dźwiękowa” tego wieczoru wywołała więcej komentarzy niż sama gra. Potem przyszła Liga Mistrzów i stały się dwie ciekawe rzeczy: socios uznali, że swoje zdanie już wyrazili, a drużyna zagrała naprawdę świetnie. Gwizdów nie było, bo trybuny zachowały odpowiedzialność i nagrodziły zespół brawami, szczególnie Viníciusa – zasłużył. Skoro zmiana dotyczyła nastawienia, łatwo odczytać to tak, że piłkarze zrozumieli przekaz. I „żyli długo i szczęśliwie”… Ta bajka jednak nigdy nie ma końca.
Wyłącz AdBlocka, żeby zobaczyć pełną treść artykułu.
Reklamy są jedyną formą, jaka pozwala nam utrzymywać portal, płacić za serwery czy wykorzystywanie zdjęć, by codziennie dostarczyć Ci sporą porcję informacji o Realu Madryt. Dlatego prosimy Cię o wyłączenie AdBlocka, jeśli w pełni chcesz cieszyć się możliwościami nowej strony i korzystać z naszej pracy. Gracias!
Komentarze