48 godzin, które pozwoliły odetchnąć
Porażka Barcelony z Realem Sociedad i wygrana z Monaco sprawiły, że w Madrycie po raz pierwszy od dawna można było wziąć głębszy oddech.
Piłkarze Realu Madryt w trakcie minuty ciszy przed meczem z Monaco. (fot. Getty Images)
Nic nie zapala światła lepiej niż wyniki. Real przeżył 48 godzin, który zadziałały niczym balsam na duszę. Rozpoczęło je jednak nie zwycięstwo nad Levante, lecz to, co działo się później. W minioną sobotę trudno było mówić o uldze, gdy kibice okazali względem swoich piłkarzy jawną wrogość, będącą pokłosiem porażek z Barceloną, Albacete i zwolnienia Xabiego Alonso.
Zdaniem Marki, rany zaczęły się goić tak naprawdę dopiero po porażce Barcelony z Realem Sociedad. To od około godziny 23:00 w niedzielę w Madrycie na nowo zaczął gościć jakikolwiek spokój. Katalończycy okazali się nieoczekiwanymi sprzymierzeńcami Królewskich i pozwolili zbliżyć się zespołowi Arbeloi na zaledwie jeden punkt. Była to pierwsza naprawdę dobra wiadomość od dawna.
Kolejnym kluczowym momentem miała być potyczka z Monaco w Lidze Mistrzów. Porażka z City zmuszała zespół do reakcji, by utrzymać miejsce w pierwszej ósemce fazy ligowej. Nie trzeba też wspominać, że był to mecz, w którym jedynie zwycięstwo pozwalało uniknąć powrotu do punktu wyjścia w kryzysie. Drużyna zwyciężyła 6:1 i tym samym postawiła kolejny mały krok naprzód, dokładnie 48 godzin po wpadce Barcelony na Anoecie.
Za podopiecznymi Arbeloi kilka pozytywnych dni. Walka w lidze otworzyła się na nowo, a miejsce w tabeli Ligi Mistrzów się umocniło. Kolejnym poważnym testem będzie wyjazd na starcie z Villarrealem.
Wyłącz AdBlocka, żeby zobaczyć pełną treść artykułu.
Reklamy są jedyną formą, jaka pozwala nam utrzymywać portal, płacić za serwery czy wykorzystywanie zdjęć, by codziennie dostarczyć Ci sporą porcję informacji o Realu Madryt. Dlatego prosimy Cię o wyłączenie AdBlocka, jeśli w pełni chcesz cieszyć się możliwościami nowej strony i korzystać z naszej pracy. Gracias!
Komentarze