El Confidencial: Sędzia otwiera drogę do procesu w sprawie koncertów na Bernabéu
Sędzia dopatruje się znamion przestępstwa i otwiera drogę do rozprawy. W praktyce oznacza to, że na ławie oskarżonych może znaleźć się José Ángel Sánchez, dyrektor generalny klubu i prawa ręka Florentino.
Taylor Swift podczas koncertu na Santiago Bernabéu. (fot. X)
Sędzia Mónica Aguirre de la Cuesta z 53. sądu śledczego w Madrycie wydała postanowienie o przekształceniu postępowania w tryb skrócony i po półtora roku śledztwa uznała, że sprawa dotycząca koncertów na stadionie Santiago Bernabéu jest gotowa do rozpoznania przez sąd. W postanowieniu z 15 stycznia, do którego dotarło El Confidencial, sędzia wskazuje na możliwość popełnienia przestępstwa przeciwko środowisku – w postaci zanieczyszczenia akustycznego – przez dyrektora generalnego klubu, José Ángela Sáncheza Periáñeza, oraz spółkę Real Madrid Estadio, czyli podmiot zależny od klubu odpowiedzialny za organizację tych wydarzeń.
Po doręczeniu tego postanowienia otwiera się dziesięciodniowy termin dla prokuratury i oskarżycieli prywatnych na złożenie pism oskarżenia, w których muszą wskazać konkretne czyny i kary, o jakie wnoszą, albo zażądać umorzenia sprawy. W praktyce terminy często ulegają wydłużeniu, bo strony zwykle wnioskują o przeprowadzenie czynności uzupełniających. Klub ma trzy dni na złożenie wniosku o ponowne rozpoznanie sprawy przez tę samą sędzię – może go też połączyć z odwołaniem na wypadek odmowy. Alternatywnie ma pięć dni na wniesienie odwołania bezpośrednio do sądu wyższej instancji, informuje El Confidencial.
Decyzja sędzi, która otwiera drogę do procesu, stanowi drugie duże zwycięstwo sądowe mieszkańców okolicy. W październiku Wyższy Trybunał Sprawiedliwości Madrytu przyznał im rację i podtrzymał unieważnienie koncesji na dwa parkingi, które Real Madryt chciał zbudować przy Paseo de la Castellana i przy ulicy Padre Damián. Ratusz w Madrycie – przeciwko któremu wszczęto to postępowanie, bo to on udzielił koncesji – podporządkował się orzeczeniu, natomiast klub złożył skargę kasacyjną, przypomina El Confidencial.
W sprawie koncertów stowarzyszenie Poszkodowani przez Bernabéu skierowało zawiadomienie również przeciwko burmistrzowi José Luisowi Martínezowi-Almeidzie oraz radnemu ds. urbanistyki Borji Carabante, jednak sędzia wyłączyła ich z postępowania. Uznała, że decyzji o ograniczeniu sankcji do kar pieniężnych w wysokości 20 000 euro nie można traktować jako przestępstwa urzędniczego polegającego na wydaniu świadomie niesprawiedliwej decyzji, czego domagali się mieszkańcy. Jednocześnie sędzia postawiła zarzuty Sánchezowi i spółce Real Madrid Estadio, wobec których – jej zdaniem – istnieją wystarczające podstawy, by sprawa trafiła na proces.
Zawiadomienie złożone przez stowarzyszenie przypisuje Królewskim domniemane przestępstwo środowiskowe z art. 325 hiszpańskiego kodeksu karnego. Oskarżenie oparto na tym, że wszystkie widowiska i koncerty organizowane od 26 kwietnia 2024 roku przekraczały „limity emisji hałasu określone w przepisach miejskich, a w budynku nie wdrożono żadnych działań, by uniknąć niepożądanych konsekwencji”, donosi El Confidencial.
W postanowieniu o przekształceniu postępowania sędzia wskazuje, że Real Madrid Estadio i Sánchez udostępnili organizatorom Santiago Bernabéu, mając świadomość, iż stadion nie posiada wymaganego wygłuszenia, co stwarzało „poważne zagrożenie dla zdrowia”. Mimo to zawierali kolejne umowy również po tym, jak ratusz wszczął kilka postępowań sankcyjnych, uznał zdarzenia za naruszenia bardzo poważne i nałożył grzywny w przedziale od 16 000 do 148 000 euro.
Los Blancos nie wstrzymali organizacji koncertów aż do 13 września 2024 roku, czyli półtora miesiąca po tym, jak sąd przyjął zawiadomienie do rozpoznania, i po niemal pięciu miesiącach stałej serii wydarzeń. Niezależnie od ewentualnych konsekwencji karnych, do których może doprowadzić to postępowanie, narastająca presja ze strony sądów stawia pod znakiem zapytania biznesowy projekt Florentino Péreza: przekształcenie Santiago Bernabéu w wielką przestrzeń eventową. To element strategii mającej nadać nowy kierunek całemu modelowi działania Realu Madryt – coraz mocniej skupionemu na biznesie i eksploatacji marki, zauważa El Confidencial.
W listopadzie, podczas Walnego Zgromadzenia, Florentino Pérez zaproponował sprzedaż 5 procent klubu inwestorom za pośrednictwem spółki, która – jak twierdził – pozwoli zachować obecną strukturę bez przekształcania Realu w sportową spółkę akcyjną. To propozycja mająca zapewnić finansowanie kosztownej modernizacji Bernabéu, wymagająca zmiany statutu, przeciwko której zaczynają mobilizować się oddolne środowiska.
Z jednej strony powstało stowarzyszenie broniące praw Realu Madryt, nazwane Socios Madridistas. Pod hasłami „klubu się nie sprzedaje” i „brońmy historii i modelu, który uczynił nas wielkimi”. Organizacja zabiega o utrzymanie dotychczasowej formuły, większą rolę socios oraz większą przejrzystość. Obecnie platforma zbiera poparcie na swojej stronie internetowej. Równolegle legendy klubu, takie jak Sergio Ramos i Iker Casillas, zaczęły pojawiać się w towarzystwie przedsiębiorcy Enrique Riquelme, który pięć lat temu zdecydował się rzucić wyzwanie Florentino Pérezowi w walce o prezesurę. W odróżnieniu od tamtego okresu klub przeżywa dziś najgorsze chwile – po odejściu trenera Xabiego Alonso, odpadnięciu z Pucharu Króla po porażce z Albacete i przegranej z Barceloną w Superpucharze, podsumowuje El Confidencial.
Wyłącz AdBlocka, żeby zobaczyć pełną treść artykułu.
Reklamy są jedyną formą, jaka pozwala nam utrzymywać portal, płacić za serwery czy wykorzystywanie zdjęć, by codziennie dostarczyć Ci sporą porcję informacji o Realu Madryt. Dlatego prosimy Cię o wyłączenie AdBlocka, jeśli w pełni chcesz cieszyć się możliwościami nowej strony i korzystać z naszej pracy. Gracias!
Komentarze