Florentino kibic, Florentino prezes
„Real Madryt nosi ślady decyzji prezesa na każdym kroku i teraz, gdy Xabiego już nie ma, to właśnie on pierwszy musi przyjąć wedrykt z trybun Santiago Bernabéu”, zapowiada swój tekst Rafa Cabeleira, felietonista El País.
Florentino Pérez. (fot. Getty Images)
Trzeba zacząć od przyznania, że zwolnienie Xabiego Alonso zaskoczyło nas wszystkich, choć nikt nie może twierdzić, że nie byliśmy wcześniej ostrzegani. W ostatnich miesiącach wiele się mówiło i pisało o jego sytuacji w Madrycie, o skomplikowanej relacji z niektórymi gwiazdami zespołu – ustalenie dokładnej liczby wkurzonych zawsze bywa trudne w szatni takiej jak ta Królewskich – oraz o trudnym współistnieniu z otoczeniem, które potrafi skasować ci pięć legendarnych gwiazdek na Tripadvisorze w dniu, w którym podpisujesz umowę jako nowy lokator tej ławki trenerskiej.
Florentino bardzo lubi wielkich piłkarzy, a trenerów lubi mało, bardzo mało – bez względu na to, czy są wielcy, czy mali. To kibic starej daty: taki, który naprawdę się złości po każdej porażce i odruchowo patrzy w stronę ławki, żeby rozdzielić winy między szkoleniowca i trenera przygotowania fizycznego. Albo ktoś nie wystawia tych, których powinien, albo ci, którzy grają, nie biegają tak, jak się od nich oczekuje – i właściwie tyle. Florentino nie jest żadnym piłkarskim romantykiem. A już na pewno nie jest taktycznym maniakiem, choćby poczciwy Miguel Quintana nie wiem jak nad tym ubolewał. Nie interesuje go, czy blok jest wysoki czy niski, ani jak jego piłkarze łączą się w tym literackim czymś, co dziś nazywa się kontekstem. Florentino obchodzi tylko wygrywanie, a do tego zna jedną sprawdzoną drogę: upchnąć na boisku możliwie największą liczbę światowych gwiazd.
Żaden z jego trenerów nie skradł mu serca na dłużej, poza pojedynczymi, krótkimi momentami. Nawet Mourinho, którego odprawił bez mrugnięcia okiem, gdy wyczuł, że Portugalczyk zaczyna wierzyć, iż jest większy niż sam Real Madryt. Bo to on – Florentino – jest Realem Madryt, czy to się komuś podoba, czy nie; zwłaszcza odkąd wrócił z dobrowolnej emerytury, ponownie wystartował po fotel prezesa i tym razem zrobił to już bez realnej opozycji. Zidane ani Ancelotti też nie spełniali jego oczekiwań, nawet gdy podnosili Puchary Europy z łatwością, która wyglądała jak sztuczka. Włochowi na przykład nigdy nie wybaczy, że ustawił Camavingę na lewej obronie w tamtym meczu z Manchesterem City ustawił Camavingę na lewej obronie – meczu, który okazał się prologiem do angielskiej potrójnej korony Pepa Guardioli. Tak bardzo go to ugryzło, że pewnie do dziś zdarzają mu się noce, gdy budzi się wzburzony i ma ochotę krzyczeć do świata, co do diabła robił Francuz, udając Marcelo. Być może to tłumaczy, dlaczego obecna kadra ma tylu lewych obrońców, a nie ma ani jednego pomocnika, który miałby pełne prawo nazywać się pomocnikiem.
Ten zespół nosi jego podpis niemal w każdym detalu i teraz, gdy Xabi Alonso już nie ma, to Florentino musi przyjąć tymczasowy werdykt Bernabéu. Został sam ze swoją Superligą – turniejem-widmem, który ogłosił światu ze studia El Chiringuito. Zakład o nowy stadion, mający dozować zyski przez 365 dni w roku, wciąż nie przynosi wszystkich oczekiwanych owoców, a murawa nadal wygląda fatalnie mimo imponującej inwestycji w hypogeum, dzieło inżynierii, które kiedyś będzie rozkładane na czynniki pierwsze w telewizyjnych programach popularnonaukowych. Planowane parkingi na La Castellanie skończyły w sądach, przyszły model własności budzi wątpliwości u części socios, a drużyna – główna tętnica białego serca, dziś oddalona o kilka długości od największego rywala – rodzi tych wątpliwości jeszcze więcej. To nie są więc dobre czasy dla Florentino-kibica: człowieka o tak twardych przekonaniach, że gdyby nie obowiązek zasiadania w centralnym fotelu loży honorowej na najbliższym meczu, być może najchętniej wyładowałby swoją wściekłość na Florentino-prezesie.
Wyłącz AdBlocka, żeby zobaczyć pełną treść artykułu.
Reklamy są jedyną formą, jaka pozwala nam utrzymywać portal, płacić za serwery czy wykorzystywanie zdjęć, by codziennie dostarczyć Ci sporą porcję informacji o Realu Madryt. Dlatego prosimy Cię o wyłączenie AdBlocka, jeśli w pełni chcesz cieszyć się możliwościami nowej strony i korzystać z naszej pracy. Gracias!
Komentarze