Advertisement
Menu

Superpuchar Hiszpanii dla Barcelony

Real Madryt przegrał w finale Superpucharu Hiszpanii z Barceloną 2:3. Gole dla Królewskich strzelili Vinícius Júnior i Gonzalo García.

Foto: Superpuchar Hiszpanii dla Barcelony
Raphinha znowu strzela gola Realowi Madryt. (fot. Getty Images)

Xabi Alonso nie mógł powtórzyć wyjściowej jedenastki z półfinału, ponieważ do gry ostatecznie nie był gotowy Antonio Rüdiger. Na środku obrony zobaczyliśmy więc Deana Huijsena, a ostatecznie mimo zamieszania z zaprezentowaniem składów miejsce w składzie zachował Gonzalo García. Niezależnie od zestawienia Królewskich mogliśmy się spodziewać, że Barcelona będzie chciała przechwycić piłkę, a Real praktycznie jej nie przeszkadzał.

Takie rozwiązanie nie było dobre dla ofensywnych poczynań Realu, któremu po prostu brakowało siły ognia, jednak dość dobrze chroniło bramkę Courtois, który nie był szczególnie angażowany przez graczy Barcelony. Z ataków Realu przed 45. minutą warto wyróżnić tak naprawdę tylko dwa: indywidualną akcję Viníciusa zakończoną zbyt lekkim strzałem i sytuację sam na sam Gonzalo po dograniu Rodrygo, z bardzo podobnym finiszem. Joan García w obu tych przypadkach zaliczył bardzo łatwe interwencje.

Do przerwy na ochłodzenie trudno było znaleźć coś, za co Real chciałoby się chwalić. W miarę trzymała się defensywa, ale to tyle. Niestety o tym szybko mogliśmy zapomnieć, przede wszystkim przez błędy w rozegraniu piłki. O ile niewymuszona strata Fede Valverde rozeszła się po kościach, o tyle analogiczna sytuacja z udziałem Rodrygo skończyła się bramką Raphinhi. A mogło być jeszcze gorzej, bo podobne wygibasy na swojej połowie robił Huijsen, na szczęście bez konsekwencji.

Po objęciu prowadzenia Barcelona wzięła się do roboty jeszcze poważniej i co rusz zagrażała bramce Courtois, który dzielnie i niemal w pojedynkę bronił dostępu do własnej bramki. W doliczonym czasie zaczęły się dziać dziwne rzeczy.

Vinícius pokazał swoją najlepszą wersję i strzelił gola na 1:1. Sędzia jednak nie zaprosił do szatni, choć obrona Realu myślami już na pewno tam była. Tchouaméni i Huijsen zaprosili Lewandowskiego na czerwony dywan, a ten zaprezentował fantastyczne wykończenie i dał prowadzenie 2:1. W szeregach Realu nie było jednak nawet chwilowej załamki. Sędzia pozwolił jeszcze na rzut rożny, a tam po wrzutce Rodrygo, wygranej główce Huijsena i interwencji Raphinhi ostatecznie do bramki szczęśliwie trafił Gonzalo, który skończył tę połowę z golem i asystą.


W drugiej połowie nie było szaleństwa, choć Real zdecydowanie lepiej ją zaczął. Była niezła okazja Viniego, który mógł dobić własny strzał, ale uderzył nad bramką. Po mniej więcej 20 minutach to rywal przejął inicjatywę i w przeciwieństwie do Realu potrafił ją wykorzystać. Barcelonie pomogło przy tym szczęście. Tak jak Gonzalo wcześniej – na leżąco – Raphinha oddał strzał, piłka odbiła się jeszcze od Asencio i zaskoczyła Courtois.

Po golu niestety znów nie widzieliśmy tej pozytywnej złości piłkarzy Realu, którzy najzwyczajniej w świecie… grali tak, jakby nic się nie stało. Przegrywali, ale nie atakowali. Xabi Alonso posłał do boju Kyliana Mbappé i Davida Alabę, później weszli też Ceballos i Mastantuono, ale dopiero czerwona kartka po bandyckim faulu De Jonga w doliczonym czasie gry pozwoliła na uruchomienie Realu. W samej końcówce swoje szanse mieli Carreras i Asencio, ale ich strzały bardziej przypominały podania do Joana Garcíi.

Można i nawet trzeba wskazać wiele elementów do poprawy, ale na pierwszy plan wysuwa się przede wszystkim skuteczność. Real nie grał spektakularnego meczu, miał spore przestoje, z trzech goli rywala tylko na tego Lewandowskiego odpowiedział dobrze i natychmiastowo. Jednocześnie dziś Królewscy stworzyli tyle dobrych okazji, że licznik goli nie powinien zatrzymać się na dwójce. Oczywiście znów dobrą robotę wykonał Courtois, który w ważnych momentach się nie mylił, ale mimo wszystko kibice Madrytczyków mogą dziś odczuwać spory niedosyt, zwłaszcza po sytuacjach w samej końcówce, gdy to Barcelona była w opałach.

Po raz kolejny w tym sezonie w ważnym momencie drużyna pokazała twarz i energię, ale nie dowiozła najważniejszego, czyli wyniku. Było sporo emocji, na pewno mnóstwo zdrowia zostawionego na boisku, ale rezultat końcowy jest dużym niedosytem. 

FC Barcelona – Real Madryt 3:2 (2:2)
1:0 Raphinha 36' (asysta: Fermín)
1:1 Vinícius 45+2' (asysta: Gonzalo)
2:1 Lewandowski 45+4' (asysta: Pedri)
2:2 Gonzalo 45+6'
3:2 Raphinha 73' (asysta: Olmo)

FC Barcelona: Joan García; Koundé, Cubarsí, Eric García (83' Gerard Martín), Balde; De Jong, Pedri; Lamine Yamal (90+3' Araujo), Fermín (66' Olmo), Raphinha (83' Rashford); Lewandowski (66' Ferran)
Real Madryt: Courtois; Valverde (68' Arda Güler), Asencio, Huijsen (76' Alaba), Carreras; Tchouaméni, Camavinga (82' Ceballos), Bellingham; Vinícius (82' Mastantuono), Rodrygo, Gonzalo (76' Mbappé)


Pobierz aplikację Superscore i zanurz się w statystykach Królewskich. [współpraca]

Wyłącz AdBlocka, żeby zobaczyć pełną treść artykułu.

Reklamy są jedyną formą, jaka pozwala nam utrzymywać portal, płacić za serwery czy wykorzystywanie zdjęć, by codziennie dostarczyć Ci sporą porcję informacji o Realu Madryt. Dlatego prosimy Cię o wyłączenie AdBlocka, jeśli w pełni chcesz cieszyć się możliwościami nowej strony i korzystać z naszej pracy. Gracias!

Komentarze

Wyłącz AdBlocka, żeby brać udział w dyskusji.

Reklamy są jedyną formą, jaka pozwala nam utrzymywać portal, płacić za serwery czy wykorzystywanie zdjęć, by codziennie dostarczyć Ci sporą porcję informacji o Realu Madryt. Dlatego prosimy Cię o wyłączenie AdBlocka, jeśli w pełni chcesz cieszyć się możliwościami nowej strony i korzystać z naszej pracy. Gracias!