Arabia Saudyjska wyda werdykt
Superpuchar Hiszpanii, który wyznacza trendy po zmianie formatu wprowadzonej przez Hiszpańską Federację Piłkarską od 2020 roku, stał się egzaminem, któremu poddają się trenerzy, piłkarze, a nawet same kluby.
Jude Bellingham i Pedri podczas finału Superpucharu Hiszpanii w 2025 roku. (fot. Getty Images)
Arabia Saudyjska wydaje werdykt. Rok po roku zespoły, które lądują albo w Rijadzie, albo – jak tym razem – w Dżuddzie, wystawiają na próbę swoją formę i najbliższą przyszłość, uzależniając je od tego, co wydarzy się w Superpucharze. Te rozgrywki przeszły drogę od sportowo nijakich, gdy odbywały się w środku lata, do turnieju wyznaczającego trendy po zmianie formatu, którą Hiszpańska Federacja Piłkarska wprowadziła od 2020 roku. To stał się test, któremu poddają się trenerzy, piłkarze, a nawet same kluby. Zmienia decyzje, wymusza ruchy i przede wszystkim sprawia, że zwycięzcy czują się jak mistrzowie, opisuje dziennik AS.
W pięciu edycjach rozegranych na arabskiej ziemi tylko ta z 2021 roku odbyła się w Andaluzji – z powodu pandemii – i wygrał ją Athletic. W pozostałych przypadkach drużyna, która wznosiła Superpuchar pod saudyjskim niebem, kilka miesięcy później sięgała także po mistrzostwo Hiszpanii. Nie wszyscy triumfatorzy przystępowali jednak do turnieju jako wyraźni liderzy, zauważa AS.
Sześć lat temu
Wszystko zaczęło się w 2020 roku od zwycięstwa Realu Madryt nad Atlético w serii rzutów karnych. Kilka miesięcy później zespół Zinédine’a Zidane’a zdobył La Ligę, wyprzedzając Barcelonę. Kolejny triumf Los Blancos przyszedł w 2022 roku – tym razem przeciwko Athleticowi – już z Carlo Ancelottim na ławce. La Liga ponownie zakończyła się w identyczny sposób.
W 2023 roku, z Xavim Hernándezen na ławce Barcelony, przyszły katalońskie sukcesy: w styczniu w Rijadzie, a kilka miesięcy później również w La Lidze.
Rok później to Real Madryt świętował w Rijadzie, a wysoka wygrana przyszła wraz z najlepszą wersją Viníciusa. W La Lidze Królewscy również dominowali. Dwanaście miesięcy temu Barcelona ustrzeliła w Dżuddzie manitę i pod wodzą Flicka sięgnęła po mistrzostwo, a latem Carlo Ancelotti pożegnał się z ławką trenerską Realu.
W środę rusza kolejna edycja, a na otwarcie odbędzie się półfinał Barcelona – Athletic. I znów Arabia Saudyjska wyda swój wyrok. Te mecze mają określić, w jakim momencie jest każda drużyna, i zarysować to, co może nadejść. Prawda jest taka, że wszystkie cztery zespoły mają swoje wątpliwości, choć to Real Madryt w ostatnich dniach znalazł się pod największym znakiem zapytania. Xabi Alonso łapie oddech dzięki czterem kolejnym zwycięstwom, ale rzeczywistość jest taka, że Superpuchar znaczy więcej, niż twierdzą niektórzy, i rok po roku wyznacza trendy, stwierdza AS.
Ważne wpływy
„W 2018 roku w Maroku Superpuchar wygenerował milion euro. Teraz jedziemy do Arabii i to ponad 50 milionów euro, z czego połowę dostają uczestnicy. 26 milionów euro trafia do klubów z krajowych klas rozgrywkowych, do piłkarskiej piramidy” – mówi Rafael Louzán. W obecnym formacie Superpuchar Hiszpanii co roku przynosi 27 milionów euro ze sponsoringu, 11 milionów z praw audiowizualnych, 10 milionów z usług oraz 3 miliony w formie dopłat do podróży lub hoteli.
W poprzednim sezonie Barcelona zarobiła 9 milionów euro: 6 jako kwotę stałą, 1 milion jako finalista i 2 miliony za zdobycie Superpucharu Hiszpanii. Real Madryt otrzymał 7,15 miliona euro: 6,15 miliona stałej kwoty plus 1 milion jako finalista. Athletic zainkasował 2 miliony, a Mallorca około 850 tysięcy euro. W tej edycji do podziału między zespoły są łącznie 23 miliony euro, podsumowuje AS.
Wyłącz AdBlocka, żeby zobaczyć pełną treść artykułu.
Reklamy są jedyną formą, jaka pozwala nam utrzymywać portal, płacić za serwery czy wykorzystywanie zdjęć, by codziennie dostarczyć Ci sporą porcję informacji o Realu Madryt. Dlatego prosimy Cię o wyłączenie AdBlocka, jeśli w pełni chcesz cieszyć się możliwościami nowej strony i korzystać z naszej pracy. Gracias!
Komentarze