Advertisement
Menu
/ youtube.com

Marcelo cz.1: Miałem wątpliwości, czy nadaję się do gry w Realu Madryt

Iker Casillas od kilku miesięcy na swoim kanale YouTube prowadzi cykl programów pod nazwą: Bajo los Palos (Między Słupkami). Na początku grudnia gościem byłego kapitana Realu Madryt był Marcelo. Poniżej przedstawiamy pierwszą część rozmowy z Brazylijczykiem.

Foto: Marcelo cz.1: Miałem wątpliwości, czy nadaję się do gry w Realu Madryt
Marcelo w trakcie rozmowy z Ikerem Casillasem. (fot. X)

Cóż dzisiaj mamy za niespodziankę. Bardzo dobry przyjaciel, rozrywkowy gość, wielki piłkarz. Niewielu nas było, którzy wierzyliśmy w niego, gdy przychodził, ale sam zdobył sobie madridismo swoim futbolem, swoim sposobem bycia i stał się prawdziwą legendą Realu Madryt. Bardzo się cieszę, że go dzisiaj widzę, jestem mu wdzięczny, że się tutaj pojawił i miejmy nadzieję, że miło spędzi czas. Zadamy mu pytania, na które mam nadzieję, że odpowie. Marcelo Vieira, Marcelito, witaj.
Bardzo dziękuję.

Jak się masz?
Jestem bardzo zadowolony, że tutaj jestem. Zazwyczaj widujemy się w trakcie naszych życiowych tematów. Dziękuję za te słowa i cóż, spędziliśmy ze sobą dużo czasu, nie? Gdy przyszedłem, to mi dosyć mocno pomogłeś, tak jak inni. I cóż, to przyjemność być tutaj i porozmawiać.

Będą pytania i chciałbym, abyś na nie odpowiadał. Ponieważ nie jesteś kimś, kto się za bardzo wychyla, co? Nie za bardzo się wychylał. Zawsze miał wsparcie kapitanów, a on trzymał się na tyłach. (śmiech)
Ty byłeś z przodu, ja zostawałem z tyłu. Ty byłeś od problemów. (śmiech)
Tak, to ja musiałem obrywać. Dobra, ja i Sergio.
Tak, ty i Sergio. I Pepito. Ja z tyłu.

Posłuchaj, Marcelo. Marcelito, co pamiętasz z tego chłopaka, który w trakcie świąt przeszedł do Realu Madryt? Było was trzech – ty, Higuaín i Gago. Jak to wspominasz? Jak to wyglądało? Kto ci przekazał, że Real Madryt jest tobą zainteresowany i chce, żebyś dołączył do klubu?
Cóż, to się zaczęło, gdy byłem we Fluminense i w wieku 18 lat otrzymałem powołanie do reprezentacji Brazylii. I wtedy się zaczęło. Najpierw była Sevilla, przekazało mi to Fluminense, później również CSKA Moskwa. I dobra, do tego momentu było w porządku. Mówiłem sobie, że będzie trudno. Sevilla zawsze była wielkim klubem, a w tamtym momencie miała wielu Brazylijczyków. I pojawił się nagle człowiek, który nazywał się Reinaldo Pita. W ogóle go nie znałem, był ważnym biznesmenem w Brazylii. Powiedział mojemu agentowi, że Real Madryt jest mną zainteresowany i później mi to przekazał. Pomyślałem sobie, że sam nie wiem, ponieważ ja widziałem Real Madryt bardzo daleko od siebie. Odbyliśmy spotkanie w Brazylii z… Nie pamiętam teraz nazwiska… Z Baldinim, z Baldinim. Przyjechał do Brazylii, ale zadawał mi bardzo dziwne pytania. Czy mam narzeczoną, czy chcę mieć dzieci, czy się ożenię, co robią moi rodzice? Pomyślałem sobie, że to jakaś bzdura, ponieważ jak osoba z Realu Madryt mogłaby mnie pytać o takie rzeczy i jednocześnie nie chce nic wiedzieć o tematach piłkarskich. I wtedy wszystko się zaczęło. Real Madryt naprawdę był mną zainteresowany i wszystko przebiegło bardzo szybko. Kontakty zaczęły się w 2006 roku we wrześniu, w październiku, przyleciałem do Madrytu i domknięto transfer.

Przychodzisz do Realu Madryt w wieku 18 lat, jeszcze jako dziecko, dołączasz do zespołu i jakie plany ma wobec ciebie klub? Przychodzisz jako kto – jako wzmocnienie pierwszej drużyny, aby grać w Castilli i rotować to z pracą z pierwszym zespołem? W jakim to miało iść kierunku?
Na początku miałem iść do Castilli. I pomyślałem sobie, że nawet jeśli tak ma być, to nie jest źle, ponieważ z Castilli do pierwszej drużyny jest tylko jeden krok, nie? Ale w tamtym momencie byłem już w reprezentacji Brazylii, otrzymałem powołanie, strzeliłem gola. Ale miałem na sobie presję zostania nowym Roberto Carlosem, a to mi się nigdy nie podobało, ponieważ to niemożliwe, aby jakikolwiek piłkarz był jak Roberto Carlos. Oni w klubie mieli w głowie plan na to, abym poszedł do Castilli, ale Capello powiedział: „Nie, ma trenować z nami”. To dla mnie było niesamowite, ponieważ bardzo dużo się nauczyłem na zgrupowaniach, na treningach. Wszystko było top. Nie grałem za dużo, nie grałem prawie nic. (śmiech) Sam dobrze wiesz, co mówił… (śmiech)
Tak, tak, będę jeszcze o to pytał. (śmiech)
Miałem pewną rzecz, ale byłem zachwycony tym życiem. W bardzo młodym wieku wyjechałem z Brazylii i to było dla mnie bardzo ważne, że żyłem razem z wami, legendami futbolu. Ale na początku miałem iść do Castilli, ale nigdy w niej nie zagrałem.

Trzeba pamiętać, że przychodziłeś w dosyć trudnym momencie, ponieważ w lidze było średnio. Wszedłeś do szatni pełnej zawodników… Myślę, że Ronaldo Nazário właśnie odchodził.
Tak, odszedł w zimie.
Na święta, bo pamiętam, że miałem rozmowę z Fabio Capello. I był jeszcze Roberto.
Roberto odszedł w czerwcu, a Ronaldo odszedł w lutym.
I gdy wchodzisz do tej szatni, widzisz Fabio Capello, wszystkich ówczesnych zawodników jak David Beckham, Ronaldo do momentu odejścia, Roberto Carlos, Raúl, Guti, Ruud… Co sobie myślałeś?
Nie, dla mnie to było szaleństwo. Dzisiaj o tym rozmawiamy, ale gdy byłeś w podobnym wieku, to również mając 17 lat zaczynałeś grać dla Realu Madryt, dla reprezentacji. Ale to coś innego. Ja przyjechałem z Brazylii. W Brazylii mieliśmy swoich zawodników, ale ci zawodnicy z Europy, z Realu Madryt, o tym największym wizerunku to coś zupełnie innego. W Brazylii mogłeś kogoś zobaczyć w telewizji, ale wy w tamtym czasie byliście galácticos, nie? Nie było tylko Zizou i Figo, ale wszedłem do tej szatni i to było szaleństwo. Spotykasz Beckhama z tą całą otoczką mody, to szaleństwo. Spotykasz Roberto, który był moim idolem, Gutiego, Míchela Salgado… Ludzi, którzy…
Ivána Helguerę. (śmiech)
Cholera, Helguerę. Pavóna, wszystkich. Dla mnie to było szaleństwo, to było niczym sen. I chociaż nie grałem nic, prawie nic, to dla mnie jako młodego chłopaka to był rozwój.

Ja wiem, że to było dla ciebie ciężkie. Te pierwsze sześć miesięcy w Madrycie były dla ciebie trudne.
Tak, tak. Ponieważ ja widziałem, że mógłbym… Nie byłem na poziomie innych zawodników, ale wierzyłem, że mógłbym dać coś więcej i więcej się uczyć. W trakcie meczów miałem przeświadczenie, że mógłbym zrobić więcej i więcej się uczyć. Każdy trening był niesamowity, ale chciałem robić więcej. Ale jednocześnie nie było to też jakieś trudne, ponieważ, cholera, masz 18 lat i jesteś w szatni z tymi gwiazdami, z legendami futbolu. 

Ale kto był z tobą w Madrycie, gdy tutaj przyjechałeś? Byłeś z rodziną?
Z żoną i ze szwagrem. Byliśmy we trójkę.
Z obecną żoną, która wtedy była twoją narzeczoną.
Tak, ona miała wtedy 17 lat. To było szaleństwo, ponieważ wyjechaliśmy… Dobra, tutaj nigdy nam niczego nie brakowało i życie w Madrycie nigdy nie było problemem, ale z Brazylii wyjechaliśmy w bardzo młodym wieku.

Jakaś anegdota z tych pierwszych sześciu miesięcy w szatni? Ale dobra, już wiem, o co cię zapytam. (śmiech)
Nic nie pamiętam, ale…
Mam jedną anegdotę. Zawsze gdy jechaliśmy na zgrupowanie przed meczem, to miałeś jedną manię. Co to było?
Ja na mecze zawsze dostawałem powołania. Po prostu znajdowałem się na liście powołanych i jechałem na zgrupowanie, nie? Do hotelu Mirasierra. Za każdym razem byłem zachwycony i mówiłem sobie: „Kurde, jutro usiądę chociaż na ławce rezerwowych”. Wchodziłem i mówił: „Iker Casillas, Míchel Salgado, Cannavaro, i tak dalej, i tak dalej”. I pamiętam, nawet mi się to śniło, że to było jak jedna wspólna fraza: „Ruud van Nistelrooy, a Marcelo na trybuny”. Pamiętasz to? (śmiech) Był jeden mecz, w którym zremisowaliśmy 2:2 z Saragossą. Míchel doznał kontuzji, wszedł Miguel Torres i ja wtedy zszedłem z trybun. I zremisowaliśmy. A wszystkie pozostałe mecze, w których byłem na trybunach, wygraliśmy. A gdy zszedłem, to zremisowaliśmy.
Więc uważasz, że Fabio Capello to przesądny człowiek. (śmiech)
Myślę, że tak. (śmiech) Na pewno, na pewno. Ale darzę go dużym ciepłem, że dał mi się tym cieszyć i uczyć. Ale, cholera, te miesiące były trudne. (śmiech)

Tak, tak, był przesądny. Po tych sześciu miesiącach zostajesz w pierwszej drużynie Realu Madryt, a z klubu odchodzi Roberto i zostajesz sam. Stajesz się niejako przyszłością, nie?
Iker, sam w to nie wierzyłem.
I w tamtym sezonie zaczynasz już częściej wchodzić do zespołu. Grasz coraz częściej, nawet na lewej pomocy.
Tak, u Juande Ramosa, nie?
Ale wcześniej mieliśmy Schustera.
Tak, Schuster, prawda.
Wygraliśmy z nim ligę.
Tak, tak. Schuster dał mi dużo meczów. Pamiętam, że gdy kontuzji doznał Heinze, to wtedy naprawdę poczułem się piłkarzem Realu Madryt. To było na dwa dni przed meczem z Werderem Brema na Bernabéu. Kontuzji doznał dwa dni wcześniej, mieliśmy trening na Bernabéu, a zazwyczaj tego nie robimy i powiedział mi wtedy: „Słuchaj, jutro wychodzisz w pierwszym składzie”. O, matko. I powiedziałem wtedy sobie, że to musi być taki mecz w moim wykonaniu, po którym ludzie będą mówić: „No dobra, coś może z niego być”. Zagrałem dobrze, biegałem, wykonywałem swoje zadania. Dobrze wiesz, że miałem za sobą przeszłość z futsalu. Miałem tylko dwa czy trzy lata na to, aby nauczyć się gry jedenastu na jedenastu. Przyszedłem do Realu Madryt i to było trudne, aby ogarnąć temat bronienia, trzymania linii… Ale trochę się nauczyłem i myślę, że w tym meczu wykonałem ten przeskok. Ale wcześniej Real Madryt chciał mnie wypożyczyć. Ale odmówiłem. Byłem w tym jasny.
Kto cię chciał wypożyczyć, jeśli można wiedzieć?
Tak, Valladolid. Rozmawiałem wtedy z Carlosem Bucero, ponieważ mój agent był w Brazylii i w wieku 19 lat powiedziałem: „Dobra, sam będę z wami rozmawiał, nie mam z tym problemu”. Na niczym się wtedy nie znałem, więc zapytałem, czy żeby opuścić Real Madryt, muszę coś podpisać. Mówią, że tak. Więc nie będę niczego podpisywał, zostaję tutaj i jeśli trener będzie chciał na mnie stawiać, to będzie stawiał, a jak nie, to nie. Ale wierzę, że mam szansę na grę. I zaraz po tym doszło do tego meczu w Lidze Mistrzów. Ale tak, wtedy odmówiłem, nie chciałem wypożyczenia.

Masz świadomość tego, jaką przemianę przeszedłeś? Z chłopaczka, który przychodzi do Realu Madryt, w niekwestionowaną postać, która zaczyna być porównywana do Roberto Carlosa.
Tak, to szaleństwo, ale…
Ale tak patrzą na to ludzie, to słychać na ulicach. Chciałem cię zapytać, czy pamiętasz, bo ja pamiętam, że był na początku taki moment, gdy kibice na Bernabéu na ciebie gwizdali?
Tak, i to bardzo.
I jak się z tym czułeś?
Iker, dla mnie… Myślę, że mnie znasz. Jestem radosnym człowiekiem, zawsze taki byłem. I nie zatrzymywałem się po to, aby myśleć o tym, że mogę się nie podobać ludziom czy że nie jestem gotowy do gry w Realu Madryt. Ja zawsze cieszyłem się każdą chwilą. Więc krytyka ze strony mediów czy gwizdy kibiców były dla mnie jak… Cóż, to ty tracisz. Ja znam swoją wartość i nie miałem w głowie tego, że to było złe, że na mnie gwiżdżą…
Uważasz, że to było niesprawiedliwe? To trochę niesprawiedliwe tak traktować młodego chłopaka, który dopiero co przyjechał.
Nie, nie. Tutaj jest duża presja. Dobra, ja mam taką głowę, że nigdy to na mnie nie wpływało. Nawet po meczu z Sevillą, gdy zjadł mnie Navas, mieliśmy mecz z Valladolidem na Bernabéu. I kibice chcieli mnie wtedy zamordować, ale to normalne. Ale tego typu rzeczy i gwizdy nigdy na mnie nie wpływały.

Kto zrobił ci największą awanturę w szatni?
Ty. (śmiech) Cholera, aleś się darł.
(śmiech) Ja tylko cię wołałem, abyś był blisko mnie.
Coś ci powiem, jest jedno zdjęcie, gdy stoisz obok mnie… Odwaliłem jakieś gówno, które skończyło się prawie stratą gola i krzyczałeś: „Ogarnij się, skoncentruj się”. Ale ogólnie to było coś dobrego.

W którym momencie tak naprawdę zdałeś sobie sprawę z tego, że jesteś ważny w szatni? Kiedy pomyślałeś sobie: „Kurde, jestem lewym obrońcą, to jest moja pozycja, czuję się na niej komfortowo”. Ponieważ pamiętam, że na przykład za czasów Mourinho, o czym też jeszcze porozmawiamy, mieliście razem z Coentrão dużą rywalizację.
Tak. Iker, tak naprawdę to nigdy nie czułem się… Dobra, jesteś zawodnikiem Realu Madryt, ludzie cię rozpoznają na ulicy, mówią o Marcelo, ale ja nigdy nie czułem się tak, że niezależnie od tego, co by się wydarzyło, to jestem zawodnikiem pierwszego składu. Że mogę zagrać trzy kiepskie mecze i dalej będę grał. Nigdy tak nie myślałem. Moje podejście było takie, że jeśli w tym meczu zagrałem dobrze, to muszę utrzymać poziom, aby ludzie nic nie mówili, aby trener na mnie liczył. A za czasów Coentrão zawsze dobrze się ze sobą dogadywaliśmy, mówiliśmy w tym samym języku. Ale ja zawsze chciałem grać i widziałem, że powinienem grać. Ale to był mój punkt widzenia. Z kolei Mourinho czasami sadzał mnie na ławce i to Coentrão grał w tych większych meczach jak z Barceloną czy w Lidze Mistrzów. To mnie trochę bolało, ponieważ mówiłem sobie: „Cholera, mógłbym zagrać, myślę, że mógłbym zagrać”. Ale dalej pracowałem. Ale nigdy nie czułem się ani zawodnikiem pierwszego składu, ani kimś odstawionym. Ja zawsze myślałem, że mogę grać.

No dobra, ale jest taki moment w twojej karierze, w którym stajesz się niekwestionowany. To było w 2013, czy 2014 roku, gdy był już Ancelotti. Więc masz pięć lat. Do kiedy grałeś w Realu Madryt? Do 2020?
Do 2021.
Więc przez sześć, siedem lat byłeś niekwestionowany i nikt cię nie podważał. Gdy nie grał Marcelo, to zaczynała się debata.
Tak, myślę, że tak. Ale myślę, że miał też na to wpływ temat wszystkich piłkarzy dookoła, ponieważ byliśmy ze sobą bardzo dużo czasu. A gdy nie grałem, to pojawiały się pytania w mediach i wśród ludzi, dlaczego Marcelo nie gra, czy jest kontuzjowany, czy trener wolał kogoś innego? Ale ja zawsze chciałem grać we wszystkich meczach, nawet gdy byłem zmęczony, ponieważ chciałem zbierać kolejne występy i zbliżyć się do ciebie i do Raúla. To bardzo trudne.
To wydaje się łatwe, ale później na dłuższą metę to skomplikowane. To bardzo dużo meczów. Posłuchaj mnie, Marcelito, tobie od zawsze zarzucano to, że jesteś grubiutki.
Tak, zawsze tak było. (śmiech) 
Ale jednocześnie zawsze byłeś bardzo zwinny. Jak sobie z tym radziłeś? Zawsze gdy coś nie szło, to czepiano się twoich warunków fizycznych, nie?
Nawet wczoraj oglądałem z dziećmi moje nagrania w domu i Liam mnie pyta: „Ale byłeś tam gruby, co?”. To był finał Ligi Mistrzów i taką miałem budowę ciała. Zawsze miałem brzuszek, nigdy nie miałem szcześciopaku Cristiano. Ale ja nigdy nie byłem atletą. Zawsze cieszyłem się życiem. Oczywiście pracowałem, ale nigdy nie chodziłem na siłownię, nie trzymałem się restrykcyjnej diety. Zawsze się tym bawiłem. Ale później już w starszym wieku zacząłem robić więcej rzeczy. Ale moje ciało zawsze tak wyglądało i zawsze grałem w taki sam sposób. Ale to jasne, że gdy działo się coś nie tak, to od razu pojawiał się temat nadwagi. To normalne.

Jasne. Jak wspominasz czasy Mourinho z tym wszystkim co się działo, co nas otaczało? (obaj się śmieją) Czasami sam przecierałeś oczy, nie?
Ja byłem z klubem na śmierć i życie, z trenerem również. Pamiętam mecze z Barceloną i te wszystkie rzeczy… To było szaleństwo. (śmiech) Pamiętam, że Mourinho… Po jednym z zimowych meczów, chyba z Recreativo Huelva. Myślę, że zagrałem wtedy bardzo dobrze. Wchodzę do autokaru i mówi do mnie… Mourinho był trochę taki, wiesz… (macha rękami) Ale lubiłem go. I mówi do mnie: „Marcelo, jesteś najlepszy, niesamowity, to, co zrobiłeś, top, top”. Myślę sobie, cholera, wracam szczęśliwy do domu. W kolejnym meczu odwaliłem jakieś gówno i mówi do mnie: „Chodź na chwilę. Jesteś czymś zupełnie innym, jesteś gówniany. Coś ty w ogóle zrobił?”. (śmiech) Jednego dnia jesteś dobry, a drugiego już nie. Ale mi się to podobało, bardzo dużo się nauczyłem. Myślę, że na samym początku on zmienił we mnie ten chip, aby być bardziej agresywnym. Na jednym z treningów zaraz po mundialu, który wygraliście w 2010 roku, powiedział mi: „Wiesz, dlaczego nie pojechałeś na mundial?”. I ja taki pewny siebie odpowiadam: „Bo selekcjoner tego nie chciał”. A on na to: „Nie, nie. Ponieważ w ogóle nie bronisz. Jesteś w tym beznadziejny”. Później rozmawialiśmy o tym i dużo mnie nauczył.
Więc mieliśmy w tym trochę racji, co? (śmiech)
Co? (śmiech) Tak, też miałeś rację.

Porozmawiajmy o mundialu, później jeszcze wrócimy do Realu Madryt. Masz takie poczucie, że z drużyną, jaką mieliście, mogliście zajść nieco dalej?
Tak. Myślę, że w reprezentacji, i ty bardzo dobrze o tym wiesz, również trzeba być dłużej ze sobą. Dla mnie reprezentacja powinna być jak klub. Ludzie muszą iść w tym samym kierunku, mieć te same cele, ponieważ na koniec masz mało czasu na wspólne treningi. Ale gdy często wszystko zmieniamy, gdy ktoś idzie w innym rytmie, ma inne cele – to jest bardzo trudno. Sama jakość zawodników nie wystarczy. To niemożliwe. Wszyscy muszą iść w jednym kierunku, wiesz? Myślę, że teraz Brazylia z Ancelottim, który jest wielkim trenerem, z zawodnikami, których ma, może zajść daleko.

Bolało cię to 1:7 z Niemcami?
Cholera… Bardzo, bardzo.
Jak jakiś koszmar.
Tak, ale to było coś dziwnego, wiesz? Gdy masz koszmar i wiesz, że to koszmar, to wiesz, że zaraz się obudzisz. Ale tutaj się nie budziłeś i padał gol za golem. Ale po tym wszystkim powiedziałem sobie, że nie chcę być naznaczony przez tak wielką porażkę, ponieważ to był wstyd na skalę światową. Później mogą ci mówić: „Ej, grałeś w tym meczu 1:7”. Tak, ale broniłem mojego kraju i stało się to, co się stało. I musiałem iść dalej naprzód i postarać się to zmienić.

Chciałbyś wygrać mundial?
Kurde, Iker. Ja pamiętam, jak po wygranej zadzwoniłeś do Roberto i zawsze chciałem móc zadzwonić do ciebie. (śmiech) Ostatecznie nie było to możliwe. Pamiętam jak gadałeś: „Tak, tak, Marcelito. Jak wygrasz, to porozmawiamy”. A kolejny mundial był w Brazylii. Cholera, to miało być to. Wszyscy byliśmy młodzi, w formie. Ale mundial… Jesteś na nim ze swoją reprezentacją i wygranie czegoś dla swojego kraju jest trudne.

Ludzie tego nie rozumieją. Ludzie myślą, że oczywiście należymy do swoich klubów, ale mamy też uczucia narodowe, to, jaka krew płynie w twoich żyłach, nie? W ostatnich latach w Hiszpanii cały czas powtarza się to samo. Grasz dla Realu Madryt, ale patrzysz w kierunku reprezentacji. Ale to coś, co jest ci wpajane od dziecka. Ja miałem to szczęście oglądać Dungę podnoszącego puchar świata w 94’ i powiedziałem sobie wtedy, że któregoś dnia chcę być tym Dungą. Tak jak innego dnia widziałem Manolo Sanchísa podnoszącego Puchar Europy w 98’ i mówię: „Chcę być Manolo Sanchísem”. Myślę, że wiele osób, które są ekstremistami, nie rozumie tych rzeczy. Ale to normalne, że każdy piłkarz tak samo kocha swój klub i swój kraj. Ale to też nie są rzeczy, w której chcę się teraz wciągać.
A więc jak już wcześniej mówiliśmy, szatnia z Beckhamem, Helguerą, Salgado (śmiech), Roberto Carlosem, Modriciem, Benzemą z tych bardziej aktualnych, ponieważ powiedzmy, że byłeś swego rodzaju pomostem między tym starym a nowym. Jak wspominasz swoją rolę? Jak sobie radziłeś z przejmowaniem tego coraz ważniejszego statusu kapitana?
Myślę, że jednym z kapitanów zacząłem być w wieku 23, 24 lat. I dla mnie to był zaszczyt i odpowiedzialność…
Tak, ale nigdy się nie wychylałeś. (śmiech)
Nie, ponieważ miałem ciebie i Sergio. A wcześniej byli Guti, Míchel Salgado, Roberto. A ja starałem się z tego czerpać i uczyć z tych wszystkich dni, z rozmów, z tematem rozmów z dyrekcją, z prezesem i zawsze starałem się być na bieżąco. I uczyłem się od was. Ale to prawda, że się nie wychylałem, ponieważ co może powiedzieć 24-letni chłopak: „Nie, presi, ja uważam, że…”. Nie, ty nic nie uważasz. Słuchałem, co mówiłeś ty, co mówił Sergio. I później gdy jako drugi kapitan zacząłem spędzać więcej czasu z Sergio, miałem już większą siłę głosu. Ale nigdy nie przekraczałem granicy – zawsze z szacunkiem do innych, będąc przykładem dla młodych chłopaków i tego typu rzeczy. 

O którym zawodniku mogłeś powiedzieć: „Cholera, ale profesjonalny, poważny i oddany gość”.
Gdy przychodziłem, to myślę, że takim zawodnikiem był Raúl, ponieważ był bardzo poważny we wszystkim, co robił. Gdy trzeba było żartować, to żartował, ale jako kapitan… Zawsze na niego patrzyłem i myślałem sobie, że chcę być jak Raúl. Raúl prezentował styl, jaki sam chciałbym pokazywać, tematy rodzinne, pełna powaga, ale ja jestem żartownisiem, nie? Zawsze taki byłem. Ale Raúl taki był, później Cristiano. Również Sergio Ramos. Myślę, że ta trójka jest najbardziej wzorcowa. Później chłopaki, które wchodzą do pierwszego zespołu, widzą to i mówią: „Chcę być taki jak Cristiano, taki jak Raúl”. 

Kiedy było ci najgorzej w Realu Madryt?
Najgorzej? Cóż, to jasne, że na początku nie grałem i myślę, że wtedy pojawiało się najgorsze możliwe uczucie – że nie nadaję się do gry w Realu Madryt. I wtedy pojawiają się wątpliwości – a może jestem zawodnikiem Realu Madryt tylko dlatego, że się pomylili? Gdy byłem młodszy, to o tym myślałem. Ale gdy dostawałem piłkę, to wszystko się zmieniało. Na treningu już wiedziałem, że stać mnie na to, rozumiesz? Że mogę kiwać. Oczywiście temat obrony zawsze był tematem tabu, był dla mnie gówniany, ale broniłem jak mogłem. Ale wiele osób nie wie, że ja nie miałem podstaw. Futsal opuściłem w wieku 15 lat, a a wieku 17 lat byłem już w pierwszej drużynie. Więc miałem dwa lata, aby się tego wszystkie nauczyć. A później przyszedł Real Madryt, który jest najwyższym poziomem w Europie, Liga Mistrzów, reprezentacja. I oczywiście musiałem się uczyć. Nie nauczyłem się bronić jak Maldini, ale robiłem, co mogłem.
I grałeś nieco bardziej jako lewy pomocnik, nie? Grałeś bardziej z przodu.
Tak, w Brazylii było trzech stoperów, ja grałem bardziej do przodu. Więc nie miałem naturalnych odruchów, że jak piłka leci do tyłu, to trzeba zamykać przestrzeń.

Jak widzisz obecnie Xabiego Alonso w Realu Madryt? To wszystko, co się mówi, ta cała presja, jaka zawsze ciąży na trenerze Realu Madryt – przecież byliśmy jego kolegami z drużyny. Jak oceniasz to wszystko, co się mówi?
Iker, po tym, jak zostawiłem futbol, nie oglądam zbyt wielu meczów. Oczywiście o wszystkim słyszę, ponieważ jestem w mediach społecznościowych i widzę i słyszę pewne rzeczy. Posłuchaj, myślę, że trzeba dać mu czas. Bardzo dobrze wykonuje swoją pracę. To normalne, że gdy Real Madryt nie wygrywa, sami to przeżywaliśmy, to ludzie zaczynają gadać, że ten się nie nadaje, nie wiadomo co. Nie wiem, czy to jest akurat ten przypadek, ale dla mnie Real Madryt wygląda dobrze, wygrywa swoje mecze… Teraz zremisowali z Elche, tak? A w Lidze Mistrzów to był dobry mecz dla widowiska, z dużą liczbą goli. Ale Xabi jest dla mnie bardzo inteligentnym trenerem, udowodnił to w poprzednim sezonie i teraz jest w Realu Madryt. A w Realu Madryt presja jest maksymalna, zawsze trzeba więcej. Możliwe, że w innej drużynie, gdyby zremisował lub przegrał jakiś mecz, to nic by się nie stało, ale w Realu Madryt przegrasz i już chcą ci ściąć głowę.

I to mimo faktu, że dobrze im idzie. W Lidze Mistrzów są w pierwszej ósemce, w La Lidze są pierwsi. Ale tak to wygląda. Chciałbym cię zapytać o coś, o czym się mówi w ostatnim czasie, również w poprzednich sezonach – temat Viníciusa. Chciałbym poznać twoją opinię jako Brazylijczyka i jaką radę byś mu dał, aby więcej się mówiło o jego futbolu niż o innych rzeczach.
Viníciusa poznałem jako 18-letniego chłopaka, czyli w takim samym wieku, w jakim byłem ja, gdy tu przychodziłem. I prawda jest taka, że miał swoje rzeczy, że miał dużo rzeczy do poprawy i to chłopak o bardzo dobrym sercu i jest w tym wszystkim bardzo inteligentny. Wiedział, że aby być zawodnikiem Realu Madryt, musi zrobić to i to. Obecnie jest niekwestionowany, ta jego szybkość, zwody, inteligencja przy podaniach… Wcześniej, gdy strzelał, to piłka nie wpadała, a teraz są i gole, i asysty, i to wszystko. Jeśli chodzi o sprawy pozaboiskowe, to nie jestem osobą od dawania porad. Myślę, że porady są czymś indywidualnym i powinny być skierowane konkretnie do danej osoby, ale sam nie wiem… Gdy jesteś zawodnikiem Realu Madryt, zawodnikiem reprezentacji Brazylii, to jesteś na świeczniku. Ty byłeś na świeczniku, ja byłem na świeczniku, ale myślę, że temat Viníciusa wykracza trochę dalej, nie? A przy gorącej atmosferze meczu, podczas rozmów z ludźmi, z trenerami – to jest tylko i wyłącznie twój problem. Myślę, że powinien, a przynajmniej ja bym tak zrobił, zamilknąć, trenować, grać, strzelać gole, a niech inni sobie gadają, gadają i gadają. Ostatecznie jeśli to ty wchodzisz w dyskusję, to jest to twój problem. Gdy nic nie mówisz, to jest to twój problem. Wszystko staje się problemem, gdy jesteś na świeczniku. Dlatego ja bym zrobił właśnie tak – spokój, czyli coś, co moim zdaniem robi właśnie teraz, gdy już się tak bardzo o tym nie mówi. Gra cudownie, uwielbiam jego grę i bardzo się z tego powodu cieszę, ponieważ widziałem jak był wkurzony przy tej krytyce i temacie, że nie nadaje się do gry w Realu Madryt. Te wszystkie memy, inne rzeczy…
Tak, głupoty.

(…)

Wyłącz AdBlocka, żeby zobaczyć pełną treść artykułu.

Reklamy są jedyną formą, jaka pozwala nam utrzymywać portal, płacić za serwery czy wykorzystywanie zdjęć, by codziennie dostarczyć Ci sporą porcję informacji o Realu Madryt. Dlatego prosimy Cię o wyłączenie AdBlocka, jeśli w pełni chcesz cieszyć się możliwościami nowej strony i korzystać z naszej pracy. Gracias!

Komentarze

Wyłącz AdBlocka, żeby brać udział w dyskusji.

Reklamy są jedyną formą, jaka pozwala nam utrzymywać portal, płacić za serwery czy wykorzystywanie zdjęć, by codziennie dostarczyć Ci sporą porcję informacji o Realu Madryt. Dlatego prosimy Cię o wyłączenie AdBlocka, jeśli w pełni chcesz cieszyć się możliwościami nowej strony i korzystać z naszej pracy. Gracias!