Sprowadzenie piłkarza z topu może być bardzo łatwe, o ile sam zawodnik jest przekonany co do filozofii klubu, jego infrastruktury i celów. Pieniądze? Schodzą na dalszy plan, kiedy w grę wchodzi szczęście, jakie jest w stanie dać ci szatnia, treningi i mecze. Nieistotne jest również CV. Najważniejsze jest właśnie szczęście. Jesús Vallejo jest w Albacete najszczęśliwszym człowiekiem na świecie. Ten skromny z pozoru klub zmienił stopera nie do poznania.
Piłkarze drugoligowca oraz dyrektor sportowy klubu postanowili co nieco opowiedzieć dziennikarzom Marki o tym, jakim człowiekiem jest Jesús. Poruszyli kwestie związane z jego skromnością, etosem pracy, pokorą i poczuciem humoru. Wszyscy zgodnie twierdzą, że każda szatnia powinna mieć swojego Vallejo.
– Wiedzieliśmy, że ten transfer będzie trudny w realizacji ze względu na przebieg jego kariery. Trafiła się jednak okazja porozmawiania z nim. Wysłuchał nas i lepiej poznał. Pokazaliśmy mu, jakim klubem jesteśmy. Wyjechał stąd zadowolony – opowiada o kulisach przenosin Vallejo do Albacete dyrektor sportowy klubu, Toché. – Miał w sobie pokorę, która pozwoliła mu przyjąć zaproszenie i dać nam szansę poznania się. Był świadomy, że to będzie medialny transfer. Kibice szybko go pokochali dzięki jego skromności i ciężkiej pracy od pierwszego dnia. Przybył tu z tysiącem zdobytych trofeów. Jego wartości mogą wzbudzić zazdrość – kontynuuje.
Jesús od samego początku był do dyspozycji w każdej kwestii. Dzień podpisania przez niego kontraktu zbiegł się z początkiem sprzedaży karnetów. Obrońca chciał od razu wziąć udział w akcji promocyjnej. Sam transfer okazał się dużo łatwiejszy, niż z początku zakładano. – Największą w teorii przeszkodą mogły być finanse, ale nie okazały się problemem. Wiedział, kim jesteśmy i na ile nas stać. Nie naciskał. Najtrudniej było do niego w ogóle dotrzeć. Później szybko znaleźliśmy nić porozumienia. Mówiliśmy wspólnym językiem – mówi dalej Toché. Vallejo chciał się poczuć w Albacete wielkim piłkarzem i być szczęśliwy.
– Kiedy ktoś przychodzi z takiego klubu, jak Real Madryt, może szokować to, jak bardzo normalnym jest człowiekiem. Jesús jest skromnym, prostym i normalnym gościem. Chciał być częścią grupy i pokazywał to od samego początku. To normalny facet, który trafił do fantastycznej szatni. Wiesz, o ile zdjęć i autografów go proszą? Nie odmawia nikomu, zawsze robi to z uśmiechem – brzmią z kolei słowa Jona Garcíi, kolegi z drużyny.
– Jesús jest ważny nie tylko na boisku, ale też od pierwszego dnia stanowi kluczowe ogniwo szatni. Pomaga, jest na bieżąco ze wszystkim, wnosi doświadczenie i sprawia, że jesteśmy lepsi zarówno na boisku, jak i poza nim. Jako kapitan cieszę się, że mogę być blisko kogoś takiego – mówi natomiast Riki, kapitan Albacete.
Jon García zaznacza, że każdy zespół powinien mieć w swoich szeregach kogoś takiego. – Zwłaszcza pod względem profesjonalizmu każda szatnia potrzebuje mieć swojego Vallejo. Jego wartości są kluczowe, nie wywyższa się. To mówi dużo o nim, jego wychowaniu i otaczających go ludziach, od przyjaciół po żonę. Jest fantastycznym człowiekiem.
Swoimi wrażeniami po przenosinach do Albacete dzieli się także Jefté. – Kiedy tu przyszedłem, Jesús wydawał się zawodnikiem będącym tu już od lat. Przyjął mnie tak, jakby był weteranem w tej kadrze. Zawsze pozostawał do dyspozycji dla każdego. Pomagał ze wszystkim. Jego gra mówi sama za siebie, ale poza boiskiem jest jeszcze lepszy. Taka osoba jest potrzebna w każdej szatni – stwierdza nie on pierwszy.
Z podziwem na Jesusa patrzy również inny gracz Albacete z przeszłością w Realu Madryt, Lorenzo Aguado. – Vallejo to prawdziwy lider, daje przykład i jest wzorem zaangażowania. Ponadto jest kolegą, który sprawia, że codzienność jest łatwiejsza pod każdym względem.
– Szatnia go kocha, jest świetnym kolegą we wszystkich aspektach. W ogóle nie widać po nim ego – podsumowuje Jon García.
Komentarze (8)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj się