Xabi Alonso od tygodni jest na cenzurowanym. To dla niego nic nowego. Del Bosque mówił, że trenerzy Realu Madryt przychodzą z wielkimi aspiracjami, a kończą w dziale kryminalnym. To nie jest coś, co może zaskoczyć Xabiego Alonso, który jako zawodnik widział tragedię Pellegriniego, powstanie i upadek Mourinho oraz triumf Ancelotteigo. To normalne, że kiedy szukają cię, to wierzysz, że coś się zmieniło i zaufanie, którym cię obdarzają, nie jest zwykłą iluzją.
Ale model Realu Madryt jest niepodważalny. Florentino Pérez nie wierzy w trenerów. Nigdy nie wierzył. I tak naprawdę nie wyszedł na tym źle, ponieważ za jego rządów do gabloty z trofeami trafiło siedem Pucharów Europy, więcej niż za kadencji jakiegokolwiek innego prezesa i tyle samo, co kolejny klub z największą liczbą zwycięstw w tych rozgrywkach, AC Milan.
Czy wam się to podoba, czy nie, jedyny raz, kiedy prezes zaufał trenerowi, miał miejsce wtedy, gdy uściskał się z Mourinho, by stanąć do walki z gigantem, który zbudował Guardiola. Nawet w tym napiętym romansie z Portugalczykiem ostatecznie oddał władzę piłkarzom. Nawet Zidane nie czuł tak bliskiego ciepła w biurze prezesa, jak Mou.
Model Florentino Péreza jest ojcowski. Piłkarze są jego dziećmi, a postać trenera to nic innego jak zło konieczne, ktoś, kto stoi pomiędzy nim a jego chłopcami i którego misja nigdy nie może wejść w sprzeczność z tą ojcowską relacją z zawodnikami.
To wyjątkowy model w świecie futbolu. Wyniki przyznają mu rację. Taka jest rzeczywistość. Dlatego problem nie leży w Xabim Alonso, ani w trenerze, którego można mieć na myśli jako jego następcę, co Realu jest przyjmowane jako coś oczywistego w oczekiwaniu na to, kto ostatecznie zostanie zaproponowany. To trudne dla trenerów, ponieważ nie ma na świecie innego klubu, w którym model tak mało się z nimi liczy.
Komentarze (17)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj się