Wszyscy sympatycy Królewskich znali stawkę dzisiejszego meczu i nikogo nie trzeba było specjalnie przekonywać, że nie będzie to zwykły wyjazd do odhaczenia. Liczba pytań i znaków zapytania dłużyła się w ostatnich dniach i tygodniach tak bardzo, że okół kontynuacji projektu też pojawiły się potężne wątpliwości. Xabi Alonso nie kalkulował z pierwszą jedenastką: wystawił trzech atakujących, za nimi ustawił Ardę i Bellinghama, co mogło zwiastować ofensywny futbol.
Początek był jednak dość przeciętny. Real nie atakował szczególnie agresywnie, dość powoli rozgrywał piłkę i trudno było o płynność. Niezłą szansę miał Rodrygo, ale źle uderzył. Odblokowanie się było możliwe dzięki dobrej pracy w obronie Rodrygo i dobrym zagraniom Rüdigera i Bellinghama. Chwilę później Mbappé zrobił swoje: zszedł do środka i lutnął po długim rogu.
Teoretycznie po wykonaniu tego trudnego zadania, jakim często jest zdobycie pierwszej bramki, powinno być z górki. Więcej miejsca w ataku, mniejsza koncentracja na defensywie u rywala, częstsze okazje do kontr i tak dalej… Tyle że Alavés po prostu przejęło piłkę, nie było bojaźliwe i starało się coś tworzyć. Real dobrze spisywał się w obronie, ale w samej końcówce pierwszej połowy Pablo Ibáñez mógł pokonać Courtois. Belg odważnie wyszedł z bramki i interweniował twarzą, co uchroniło Real przed zejściem do szatni bez prowadzenia.
Tuż po przerwie tempo nie porywało. Zrobiło się nawet dosyć sennie, ale z tego letargu wyszli gracze gospodarzy, którzy znaleźli trafienie na 1:1 po długim podaniu Antonio Blanco do Carlosa Vicente. Sędzia najpierw odgwizdał pozycję spaloną, ale powtórki były bezlitosne dla Królewskich. Xabi Alonso wciąż zwklekał ze zmianami, choć prosiło się o zejście Viníciusa. To jednak właśnie Brazylijczyk był autorem akcji, która przyniosła trafienie na 2:1. Wygrał pojedynek z rywalem, odnalazł w polu karnym Rodrygo, a ten trafił do pustej bramki.
Forma Realu Madryt nie przypominała dziś tego, co widzieliśmy w meczu na San Mamés. W kwestii samej gry czy sytuacji nie można też stwierdzić, że był to występ porównywalny do tego, co działo się w środę z Manchesterem City. Królewscy mieli swoje problemy kadrowe, kończyli mecz z Fede Valverde na lewej obronie, ale zgarnęli trzy punkty, a to było dziś bez wątpienia najważniejsze. Wynik mógł być zresztą wyższy, ponieważ nie da się zrozumieć pasywności sędziów w sytuacji, w której Vinícius był kopnięty w polu karnym rywala. Na szczęście po dzisiejszym meczu nie trzeba niczego zganiać na sędziego.
Deportivo Alavés – Real Madryt 1:2 (0:1)
0:1 Mbappé 24' (asysta: Bellingham)
1:1 Carlos Vicente 68'
1:2 Rodrygo 76' (asysta: Vinícius)
Alavés: Sivera; Otto, Tenaglia, Pacheco, Parada (89' Yusi); Blanco; Calebe (67' Carlos Vicente), Ibañez (67' A. Martínez), Denis Suárez (83' Ander Guevara), Rebbach (67' Aleña); Boye
Real Madryt: Courtois; Valverde, Asencio, Rüdiger, Valdepeñas (78' Huijsen); Tchouaméni, Arda Güler (78' Gonzalo), Bellingham; Rodrygo (83' Brahim), Vinícius (89' Mastantuono), Mbappé
Komentarze (1206)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj się