Trzy filary problemu Realu Madryt
Pęknięcia, zbiorowy spadek formy i termin, który może zmienić wszystko… przy szatni broniącej się przed „ciosami”.
Vinícius Júnior i Xabi Alonso. (fot. Getty Images)
Real Madryt przeżywa okres, którego nie da się wytłumaczyć jednym błędem taktycznym ani paroma wynikami. Źródło problemu sięga głębiej: to trzy filary, które razem podtrzymują obecny kryzys. Trzy rzeczywistości, które nawzajem się napędzały, aż stworzyły ten dziwny klimat otaczający zespół… i grożący tym, że wszystko się rozpadnie. Pireus, pełen blasków i cieni, pomagają przetrwać sztorm, ale zostawiają ślad, którym trzeba podążyć, by jak najszybciej znaleźć rozwiązanie, opisuje dziennik MARCA.
Piłkarze Xabiego Alonso weszli w ciężką fazę, jedną z tych, w których futbol przestaje być futbolem, a staje się stanem ducha. Nic nie przychodzi naturalnie, wszystko wygląda tak, jakby wymagało dwa razy więcej wysiłku, a każdy mecz przypomina egzamin, na który zespół stawia się jak po nieprzespanej nocy. A jeśli przyjrzeć się temu na spokojnie, wszystko opiera się na trzech filarach, które tłumaczą, dlaczego drużyna zaczęła się sypać od Klasyku. Czego w Valdebebas wciąż do końca nie pojmują.
Niestabilna szatnia
Pierwszy filar jest najbardziej delikatny: w szatni panuje zamieszanie. Nie jest ona rozbita, ale na pewno rozregulowana, zbyt pełna ścierających się wrażliwości. Są w niej liderzy, którzy nie kupują tego planu w pełni, piłkarze, którzy czują, że w nowym modelu ich hierarchia straciła na znaczeniu. Są też tacy, którzy, mimo że grają w wyjściowym składzie, nie widzą jasno idei. Nie do końca rozumieją, czego się od nich wymaga ani dlaczego układ został zmieniony. Czują się zbyt mocno wtłoczeni w wizję gry, która nie pozwala im błyszczeć tak, jak by chcieli.
Co ciekawe, są też rezerwowi, którzy z racji swojej roli powinni jako pierwsi czuć frustrację, a którzy patrzą na zmiany przychylniej, bo mają poczucie, że wreszcie otworzyły się przed nimi drzwi. Jakby tego było mało, część gwiazd funkcjonuje w niekomfortowym położeniu. Nie grają na swoim poziomie, czują dodatkową presję, spoglądają na ławkę w poszukiwaniu odpowiedzi… i nie zawsze je znajdują. Efekt jest taki, że szatnia jest pocięta na odczucia, a każda grupa idzie swoim tempem, zauważa MARCA.
W takiej sytuacji Kylian Mbappé, który za każdym razem, gdy chwyta mikrofon, wchodzi w rolę głównego lidera, wystawił tarczę, by ochronić grupę, która chce odwrócić trudną sytuację. „Kiedy grasz w klubie takim jak Real Madryt, normalne jest, że ludzie mówią. My musimy chronić piłkarzy, trenera i wszystkich ludzi z drużyny, bo ostatecznie wszyscy jesteśmy razem. Nie powiem, że jesteśmy przeciwko ludziom z zewnątrz, ale koniec końców jesteśmy razem i z wszystkimi madridistas”, wyjaśnił.
Spadek napięcia i oddalenie od Xabiego
Drugi filar sięga jeszcze głębiej. Nie chodzi o taktykę ani schematy, tylko o energię zespołu. Kiedy wydawało się, że burza zaczyna się przejaśniać, drużyna się załamała. I nie był to tylko spadek poziomu sportowego: to był zbiorowy spadek napięcia, jakby opróżnił się niewidzialny zbiornik, który wszystko podtrzymywał. Choć sam trener nie chce mówić o tym, że piłkarze mogliby mu „szykować łóżko”. „Trzeba mieć ogromny szacunek do piłkarzy, do grupy i tego, jak się przygotowują. Nie chcę i nie będę o tym mówił, bo wiem, czym jest szatnia, przez jakie momenty trzeba przejść i że trzeba nauczyć się żyć z zewnętrznym hałasem”.
Nowa metodologia (dłuższe sesje w Valdebebas, indywidualne analizy, konkretne rozmowy, podstawowe zasady wspólnego funkcjonowania…) miała wyplenić nawyki zakorzenione od lat i obudzić zespół, by znów rywalizował na najwyższym poziomie. Właśnie po to sprowadzono trenera z Tolosy. Tyle że ta decyzja zamiast scalić, wytworzyła dystans między Xabim a częścią szatni. Nie dlatego, że jego propozycja jest błędna, tylko dlatego, że trafił do szatni, która czuła się wygodnie w starych schematach, w rutynach, które z czasem stały się przyzwyczajeniem… choć poprzedni sezon skończył się tragedią. Rzeczywistość jest taka, że w defensywie drużyna wciąż nie potrafi znaleźć właściwego klucza, a kiedy jej dwa najgroźniejsze ogniwa, Vini i Mbappé, nie błyszczą, cały plan zostaje bez pomysłu, stwierdza MARCA.
Ostatni moment na reaktywację planu
Trzeci filar to bezpośredni kontekst. W ciągu najbliższych 15 dni czeka ich pięć meczów… z reflektorami skierowanymi na jedno kluczowe starcie. 10 grudnia na Bernabéu przyjedzie City. A wraz z nim egzamin, który mierzy nie tylko poziom piłkarski, ale i realny stan drużyny w wielkie wieczory. To ten rodzaj spotkań, które oddzielają tych, którzy wsiadają na pokład, od tych, którzy wolą zostać na brzegu.
Real Madryt dociera do tego momentu wtedy, gdy czuje się najbardziej bezbronny. I to sprawia, że ten mecz urasta do rangi punktu zwrotnego. To ostatni moment, by na nowo uruchomić początkowy plan i sprawdzić, kto naprawdę chce być częścią tego projektu – będzie musiał to pokazać; kto nie ma co do tego pewności, zostanie obnażony. A paradoksalnie może to być także szansa, by zespół znów się ze sobą połączył, zacieśnił szeregi i odzyskał tożsamość, która zdaje się zawieszona od Klasyku, podsumowuje MARCA.
Wyłącz AdBlocka, żeby zobaczyć pełną treść artykułu.
Reklamy są jedyną formą, jaka pozwala nam utrzymywać portal, płacić za serwery czy wykorzystywanie zdjęć, by codziennie dostarczyć Ci sporą porcję informacji o Realu Madryt. Dlatego prosimy Cię o wyłączenie AdBlocka, jeśli w pełni chcesz cieszyć się możliwościami nowej strony i korzystać z naszej pracy. Gracias!
Komentarze