Od tygodni słyszymy, że to „historyczny dzień dla hiszpańskiego sportu”, ponieważ NFL gra w Madrycie. Okładki, programy specjalne, czerwony dywan… Znakomita promocja NFL w Hiszpanii, z hiszpańskim stadionem jako wizytówką.
A najbardziej uderzające jest to, że stadion należy do tego samego klubu, który przewodził krucjacie „integritis” [choroby wybiórczego stosowania zasad - dop. red.] przeciwko rozegraniu oficjalnego meczu La Ligi w Miami… i który teraz z przyjemnością go udostępnia, oczywiście za odpowiednią opłatą. Wtedy kazali zawodnikom i swoim rzecznikom prasowym od wyprowadzania ciosów powtarzać tę samą narrację, używając identycznych sformułowań o „sfałszowaniu rozgrywek”, wysyłali pisma do wszystkich możliwych instytucji, brakowało tylko, żeby poskarżyli się Papieżowi, podczas gdy europejski komisarz ds. sportu wymachiwał flagą „tradycji”, a Związek Piłkarzy powtarzał bez przerwy hasła o „informacji” i „przejrzystości”, choć byli doskonale poinformowani o tym, jak mecz miał zostać zorganizowany i że przepisy były przestrzegane.
Mecz w Miami miał zagwarantowany komplet publiczności, program wydarzeń równie bogaty lub nawet bogatszy niż te obecne [przy meczu NFL] i służył umiędzynarodowieniu naszych rozgrywek. Mówiliśmy o 1 meczu spośród 380, które La Liga rozgrywa w trakcie sezonu.
Jest jasne, że wtedy zwyciężyły manipulacja i brak wizji przyszłości. Problem nie dotyczył ani integralności, ani tradycji, ani informacji: problemem było to, kto to przedsięwzięcie napędzał. Napędzała je La Liga, czyli instytucja, którą wszyscy chcą kontrolować: jedni po to, by nie rosła, by łatwiej utorować drogę swoim megarozgrywkom, inni, by „wyskubać” więcej pieniędzy, a jeszcze inni, by zasilać swoje kampanie polityczne.
My będziemy próbować dalej.
Komentarze (60)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj sięSocio RealMadryt.pl
Zanim odpowiesz, sprawdź wcześniejsze komentarze
Jako Socio możesz przeglądać publiczną historię komentarzy użytkowników i lepiej wiedzieć, z kim oraz o czym dyskutujesz.