Koszykarze Realu Madryt pokonali Bilbao Basket, ale nie zdołali rozwiać wszystkich wątpliwości, jakie się pojawiły po dwóch porażkach z rzędu w Eurolidze. Słaba gra w pierwszej połowie zakończyła się gwizdami na Movistar Arenie. Najlepsza była ostatnia kwarta, a graczem spotkania został Théo Maledon. Dzięki tej wygranej Królewscy wskoczyli na pozycję wicelidera, mając ten sam bilans, jakim może się pochwalić liderująca Valencia.
Co ciekawe, w wyjściowych piątkach obu zespołów nie było ani jednego Hiszpana. Pierwsze punkty spotkania zdobył Krämer, później na moment na prowadzenie wyszło Bilbao, a następnie Hezonja poprowadził zespół i udało się odskoczyć rywalom. Całkiem nieźle prezentowała się obrona. Baskowie mieli problem ze skutecznością, chociaż potrafili nawiązać walkę o zbiórki. Najlepszy po tym względem był Sylla. Jednak to było za mało, by móc dogonić Real Madryt. Po dziesięciu minutach mogło się wydawać, że to będzie spokojne spotkanie dla Królewskich (23:16).
To wrażenie utrzymało się jeszcze przez moment drugiej kwarty, kiedy dwa razy z dystansu trafił Llull. I wtedy coś się zacięło. Ofensywa przestała być skuteczna i krok po kroku Bilbao zmniejszało stratę, która była już dwucyfrowa. Scariolo starał się rotować zawodnikami, ale punkty przychodziły z wielką trudnością. O wiele łatwiej szło Baskom. Kiedy w końcowych minutach blokiem zatrzymany został Tavares, a efektownym wsadem akcję zakończył Krampelj, to Scariolo poprosił o czas. Efektem była niecelna trójka Hezonji, skuteczny rzut z obwodu Normantasa, prowadzenie Bilbao do przerwy i gwizdy odprowadzające madrytczyków do szatni (39:43).
Kibice oczekiwali reakcji po powrocie na parkiet, ale tego nie było, a przynajmniej nie od razu, bo ciągle świetnie grało Bilbao. Co prawda udało się poprawić walkę o zbiórki i niemal wyeliminować straty, lecz zaczęła zawodzić skuteczność. Do kosza nie wpadła ani jedna z pięciu prób z obwodu, a bliżej kosza było tylko to odrobinę lepiej. Dopiero w końcówce kwarty udało się dogonić rywali i prześcignąć ich przed przerwą (63:62).
Dopiero ostatnia kwarta wyraźnie pokazała wyższość Realu Madryt. Defensywa całkowicie zneutralizowała atak Bilbao, które zaczęło się gubić, popełniając w tej części aż siedem strat. Królewscy dalej byli bardzo nieskuteczni na obwodzie, ale bliżej tablicy sytuacja się poprawiła i prowadzenie madrytczyków krok po kroku się zwiększało. W ostatnich minutach wszystko było pod kontrolą, lecz i tak całościowa ocena tego występu nie może być w pełni pozytywna.
82 – Real Madryt (23+16+24+19): Krämer (4), Campazzo (8), Hezonja (15), Deck (6), Tavares (7), Abalde (6), Okeke (0), Procida (0), Maledon (17), Almansa (-), Garuba (9), Llull (10).
70 – Bilbao Basket (16+27+19+8): Frey (7) Jaworski (9), Petrasek (5), Hlinason (8), Lazarević (9), Normantas (6), Krampelj (4), Zečević (-), Bagayoko (0), Pantzar (14), Sylla (2), Font (6).
Poza kadrą znaleźli się:
- Trey Lyles – decyzja trenera (jeden z trzech zawodników z paszportami spoza Wspólnoty, a do każdej kolejki Ligi Endesa można zgłosić dwóch, tym razem byli to Okeke i Deck)
- Andrés Feliz – decyzja trenera
- Ołeksij Łeń – decyzja trenera
Komentarze (0)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj się