Brahim Díaz przyśpiesza. Nigdy nie zrezygnował, ale teraz zaczyna dowozić liczby, wskazuje AS. Gol z Kajratem, asysta z Villarrealem – w dwóch meczach, w których i tak nie wyszedł w pierwszym składzie. Po raz ostatni od pierwszej minuty na boisku zameldował się już prawie miesiąc temu – 13 września w meczu z Realem Sociedad. W Ałmatach rozegrał 20 minut i w tym czasie udało mu się domknąć manitę. W starciu z Żółtą Łodzią Podwodną dostał 15 minut i zaliczył asystę przy bramce Kyliana Mbappé. W sumie od początku sezonu 240 minut, jeden gol i dwie asysty – przekłada się to na czynny udział przy bramce średnio raz na 80 minut. Brahim chce więcej i domaga się swojego miejsca poprzez swoją grę.
Obecna sytuacja nie jest jednak dla Andaluzyjczyka czymś niespotykanym. Od swojego powrotu z Milanu musi nieprzerwanie walczyć o swój status w zespole. Ostatecznie za sprawą codziennej pracy, nastawienia i wykorzystywania szans udało mu się przekonywać do siebie Carlo Ancelottiego. Teraz w nowym sezonie z nowym trenerem trzyma się tej samej formuły, aby z meczu na mecz zacząć odzyskiwać minuty, które praktycznie z miejsca zabrał mu Franco Mastantuono.
Brahim w pierwszym składzie wyszedł na pierwszy mecz z Osasuną, a następnie do jedenastki wrócił w czwartej kolejce w San Sebastián. Od tamtej pory Xabi Alonso już ani razu nie dał mu szansy od pierwszej minuty. 26-latek pozostaje ważną częścią systemu rotacyjnego, ale nie jest tym podstawowym zawodnikiem. W kolejnych meczach po Realu Sociedad na boisko wchodził w 63. minucie z Olympique'em Marsylia, w 77. minucie z Espanyolem i w ogóle nie zagrał z Levante i Atlético Madryt. Wówczas tendencja była ewidentnie zniżkowa.
I nagle jako swego rodzaju odskocznia przyszły bramka z Kajratem i asysta z Villarrealem. To wszystko, aby odzyskać pozycję lidera w La Lidze i zacząć na nowo walczyć o miejsce w pierwszym składzie. Walka ta toczy się przede wszystkim z Mastantuono, który mimo zdecydowanie większej liczby minut (538) notuje słabsze liczby od Brahima (po jednym golu i asyście).
Co na horyzoncie?
Zaufanie ze strony Xabiego Alonso jest pełne. Bask jest zwolennikiem pełnego domknięcia porozumienia z atakującym w sprawie jego nowego kontraktu – ten dotychczasowy wygasa w 2027 roku, a ten nowy ma obowiązywać przynajmniej do 2030 roku. Nowy szkoleniowiec Królewskich ma świadomość tego, że intensywność, solidarność i bezpośredniość, jakimi cechuje się futbol w wykonaniu Brahima, idealnie wpasowują się w jego zamysł taktyczny. A sam zawodnik podchodzi do swojej obecnej sytuacji nie z frustracją, ale z cierpliwością. Nastawienie z jego strony pozostaje bez zmian – pracą wszystko można osiągnąć, podsumowuje AS.
Komentarze (16)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj się