Endrick pozostaje sam. Brazylijski napastnik jest jedynym zdrowym zawodnikiem z pola w kadrze Realu Madryt, który nie rozegrał jeszcze ani jednej minuty u Xabiego Alonso, zauważa AS. Baskijski szkoleniowiec z dużo większym optymizmem podszedł do powrotów Jude'a Bellinghama i Eduardo Camavingi, którzy w odróżnieniu od wychowanka Palmeiras pojawiali się już na murawie – co więcej, Anglik wyszedł już raz w pierwszym składzie na Atlético Madryt, a Francuz zdobył bramkę z Kajratem Ałmaty.
Co znamienne, Endrick szansy na grę nie otrzymał również w Ałmatach, gdzie Królewscy rozstrzygnęli mecz w drugiej połowie i Xabi Alonso mógł się pokusić nawet o te mniej oczywiste zmiany. W 80. minucie meczu, gdy z boiska schodził Kylian Mbappé, to w jego miejsce zameldował się Gonzalo García. Nawet w takich okolicznościach młody Brazylijczyk nie mógł się poczuć jako pełnoprawna opcja do ataku w planach nowego trenera. Jego rola nie jest już teraz tylko drugoplanowa jak w poprzednim sezonie, ale wręcz epizodyczna.
Wynika to przede wszystkim z tego, że Mbappé nie potrzebuje rotacji, a nawet jeśli, to i tak pierwszy w kolejce jest Gonzalo. Radość, jaką wychowanek Królewskich przysparzał na Klubowym Mundialu, nie zostaje zapomniana i to właśnie dzięki tym występom w USA otrzymał on stałe miejsce w pierwszym zespole Realu Madryt. Na ten moment po dziewięciu oficjalnych meczach tego sezonu Gonzalo ma na koncie sześć występów, w trakcie których zgromadził 101 minut. Szanse niewielkie, ale mimo wszystko regularne.
Letnie wątpliwości
Nawet o takich szansach nie może w tym momencie mówić Endrick. Poza brazylijskim napastnikiem wciąż bez debiutu u Xabiego Alonso pozostają tylko Andrij Łunin i Ferland Mendy, który z powodu problemów zdrowotnych pauzuje już od kwietniowego finału Copa del Rey. Nawet David Alaba we wtorek w Kazachstanie zaliczył swój premierowy pierwszy skład w tym sezonie. Sam Endrick zaczynał przeczuwać, co się święci, gdy Gonzalo strzelał kolejne gole na Klubowym Mundialu i zbierał wielkie pochwały, dlatego skupił się na tym, aby przyśpieszyć proces rehabilitacji po ostatnim urazie.
Pierwotnym założeniem 19-letniego Brazylijczyka był stuprocentowy powrót na start okresu przygotowawczego. Niestety odnowienie kontuzji na jednym z treningów w USA doprowadziło do tego, że Endrick ma już w sumie za sobą aż 137 dni bez oficjalnego meczu. Ten ostatni miał miejsce jeszcze u Carlo Ancelottiego przy okazji wyjazdowego starcia z Sevillą. Tym samym brazylijski napastnik tak naprawdę nie zasmakował jeszcze ery nowego trenera w Realu Madryt, podsumowuje AS.
Komentarze (38)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj się