Aurélien Tchouaméni przychodził do Realu Madryt z przypisaną sobie elegancją, która tak charakteryzuje pomocników szkoły francuskiej. Jednak adaptacja, rytm i wymagania Santiago Bernabéu pokazały, że sam talent nie wystarczy, aby poradzić sobie w środku pola Królewskich, wskazuje MARCA. Na starcie swojego czwartego sezonu w Madrycie, tym razem z Xabim Alonso na czele zespołu, francuski zawodnik w końcu odnajduje najbardziej kompletną wersję samego siebie.
Przyjście nowego trenera wiązało się ze zmianą konceptu na grę całej drużyny, a Tchouaméni był jednym z tych, który załapał to najszybciej. Teraz w swojej nowej roli 25-latek może badać dużo bardziej niebezpieczne terytoria na boisku, działać z bardziej wpływowych pozycji i przede wszystkim być bohaterem tego ostatniego podania.
To właśnie ten wachlarz możliwości sprawił swego czasu, że Tchouaméni wybił się w Monaco i wzbudził zainteresowanie Realu Madryt, który wyłożył za niego 80 milionów euro. Francuz ma w sobie DNA dominatora na połowie rywala. I mając to na uwadze, pod skrzydłami Carlo Ancelottiego musiał poruszać się w dużo mniej sprzyjających okolicznościach. Zwłaszcza w meczach, w których Królewscy oddawali piłkę w posiadanie rywala.
Obóz szkoleniowy na środku obrony
Zesłanie na pozycję stopera w poprzednim sezonie pozwoliło Tchouaméniemu się rozwinąć. W sumie 25 meczów na tej pozycji było przyśpieszonym kursem na zawodnika niezastąpionego. Za sprawą tego ruchu francuski pomocnik zyskał status gracza uniwersalnego i po prostu pożądanego w kadrze przy tak napiętym terminarzu. Co więcej, już nawet u Xabiego Alonso zdążył ponownie przywitać się z pozycją stopera na Klubowym Mundialu.
Patrząc na suche liczby, początek obecnego sezonu to już jednak zupełnie inna wersja Francuza względem tej z ubiegłego roku. W dwóch pierwszych kolejkach poprzedniego sezonu Tchouaméni zanotował 252 kontakty z piłką do tylko 154 w dwóch ostatnich meczach z Osasuną i Realem Oviedo. Teraz pojawia się mniej, ale wpływa bardziej. Jego sposób czytania gry zyskał zarówno na poziomie ofensywnym, jak i defensywnym. Aurélien ewidentnie jest przedłużeniem Xabiego na boisku i jednocześnie ofensywnym silnikiem gry całego zespołu, gdy okoliczności tego wymagają.
Powrót do korzeni
Z Xabim na ławce trenerskiej Real Madryt jest panem i władcą gry praktycznie przez pełne 90 minut meczu. Ten czynnik działa na korzyść Tchouaméniego, który wykonał krok naprzód i ustabilizował swoją pozycję w górnej części boiska. Dzięki temu może uczestniczyć w większej liczbie groźnych akcji i może się lepiej ustawiać, jeśli chodzi o zbieranie piłek z drugiej linii.
A pod względem czysto defensywnym w dalszym ciągu jest niczym walec. Gdy Real Madryt traci piłkę, to Francuz czuje się bardzo komfortowo w nowym ustawieniu zespołu i skutecznie utrudnia rywalowi rozegranie. A gdy trzeba się nieco bardziej cofnąć, to wyróżnia się efektywnym czytaniem gry. Wystarczy wspomnieć, że to właśnie po jego odbiorze padła pierwsza bramka Królewskich w Oviedo. Czysty wślizg w środku boiska skończył się przekazaniem piłki Ardzie Gülerowi, który następnie asystował Kylianowi Mbappé. To był jeden z sześciu odbiorów, jakie Tchouaméni skompletował na Tartiere.
Pozostałe statystyki po dwóch pierwszych kolejkach La Ligi również uwydatniają wielki moment Francuza. Spośród pięciu największych lig Europy zawodnik Los Blancos jest pomocnikiem z najwyższą skutecznością podań w ostatniej tercji boiska (93,5%), utrzymując przy tym wysoką skuteczność wślizgów (87,5%) i wygranych pojedynków powietrznych (83,3%). To liczby, które mówią o zawodniku, który odnalazł perfekcyjną równowagę pomiędzy solidnością defensywną a czynnym udziałem w ofensywie. Xabi Alonso i jego mentalność sprawili, że Tchouaméni na nowo odnalazł tę obrotność, dzięki której stał się jednym z najbardziej obiecujących piłkarzy swojej generacji, podsumowuje MARCA.
Komentarze (24)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj się