– Tutaj (Simeone ogląda zdjęcie ze strzałem Juliána Álvareza – dop.)… Trudno znaleźć słowo na coś tak brutalnego. Czujemy się upokorzeni, zgwałceni, jakby wydarzyło się coś, co sam widziałeś, ale… dlaczego się wydarzyło? To niezrozumiałe. No i pewnie takie pozostanie. Prawdę mówiąc, w tamtym momencie chodziłem, bo nie patrzyłem na strzały z rzutów karnych. I kiedy zobaczyłem prawie gola… no, gola… i nagle widzę, że nie, więc pytam: co się stało? Bo nie widziałem tej sytuacji. No i powiedzieli mi, że dotknął piłki dwa razy. A jak usłyszałem, że dotknął piłki dwa razy, to mówię sobie: no cóż, może rzeczywiście dotknął dwa razy.
– A potem oglądasz mecz, który się skończył, i widzisz, że nie dotknął jej… to boli. Boli, bo włożyliśmy w to mnóstwo pracy – w coś tak ważnego, w coś, co trzeba było przeżyć w taki sposób, w jaki to się przeżywało. To nie był zwykły rzut karny – to był karny, który dawał awans do ćwierćfinału, a my rozegraliśmy naprawdę dobrą Ligę Mistrzów w tym roku. Ale dominuje wściekłość. Szczerze mówiąc – wściekłość, prawda? To są akcje, które przejdą do historii futbolu i pewnie od tej sytuacji znów coś się zmieni – jak zawsze się dzieje, kiedy zmieniają przepisy, prawda?
– Pamiętam gola Ramosa w Lidze Mistrzów – wtedy byłem ustawiony równo z nim, widziałem wszystko tak samo jak on. Tyle że ja widziałem, że był spalony, a on – że nie. I było wyraźnie widać, że to był spalony. Po dziesięciu latach, ośmiu, nie wiem, sędzia przyznał: „Popełniliśmy błąd, był spalony”. Ale tamtych momentów już nie da się odzyskać – i tego momentu też nie odzyskamy. Zostaje tylko poczucie… gwałtu, po prostu.
Komentarze (51)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj się