Wyniki Realu Madryt, podobnie jak jego terminarz, balansują na granicy wytrzymałości. Na tym etapie sezonu zakładano, że Królewscy mogą rozegrać maksymalnie 50 spotkań – i właśnie tyle mają już na koncie. Do tego dochodzą jeszcze trzy dogrywki. W wyjątkowym sezonie, który zakończy się dopiero 13 lipca w Stanach Zjednoczonych z powodu udziału w Klubowych Mistrzostwach Świata, Los Blancos nie oszczędzali się ani trochę. Albo dlatego, że awansowali w krajowych rozgrywkach, jak Puchar czy Superpuchar, albo przez to, że obudzili się późno w Lidze Mistrzów i nie zdołali uniknąć dodatkowej rundy play-off, w której trafili na Manchester City. Po zdanym z dużą pewnością siebie egzaminie z mistrzami Anglii pojawiło się przekonanie, że drużyna Carlo Ancelottiego przeszła przez najbardziej krytyczny moment, unikając odpadnięcia z Europy już w lutym. Włoski trener jednak ostrzegł: „Teraz zaczyna się to, co najtrudniejsze”, przypomina El País.
Zanim w lecie Real Madryt przeniesie się za Atlantyk na turniej organizowany przez FIFA, jego sezon w Europie potrwa co najmniej do 62 meczów – do rozegrania pozostało jeszcze dziewięć spotkań w La Lidze, finał Pucharu Króla i dwa ćwierćfinały Ligi Mistrzów z Arsenalem. To już teraz plasuje Królewskich w wyjątkowej sytuacji, i to bez wliczania nowego formatu Klubowych Mistrzostw Świata. W XXI wieku tylko raz rozegrali więcej meczów – 66 w sezonie 2001/02. Dwa razy osiągnęli dokładnie 62 (w sezonach 2002/03 i 2017/18), a w poprzednim sezonie zatrzymali się na 61. Ich sytuacja w La Lidze – trzy punkty straty do Barcelony i praktycznie przegrany bezpośredni bilans (0:4 na Bernabéu) – nie daje im większego pola manewru w zarządzaniu siłami. „To bardzo trudny sezon, gramy mnóstwo spotkań” – przyznał Antonio Rüdiger po swoim ratującym punkty golu z Realem Sociedad, opisuje El País.
Jak u tenisistów, po sezonie europejskim przyjdzie czas na amerykański, gdzie do rozegrania będzie maksymalnie siedem meczów. Jeśli Real dotrze do finału Klubowych Mistrzostw Świata oraz finału Ligi Mistrzów, może zakończyć rok z rekordową liczbą 72 spotkań. Prestiż sportowy turnieju pozostaje niewiadomą, ale nagrody pieniężne (ponad 115 milionów euro dla zwycięzcy) i szansa na globalną promocję sprawiają, że klub na pewno nie potraktuje tego jako przystanku bez znaczenia. Faza grupowa z teoretycznie słabymi rywalami (Salzburgiem, Pachucą i Al-Hilal) potrwa co najmniej do końca czerwca. Wyczerpanie za wyczerpaniem – a kalendarz musi jeszcze znaleźć sposób, by połączyć urlopy i miniprzygotowania z rozpoczęciem kolejnych lig, które w normalnych warunkach ruszają w połowie sierpnia. Tymczasem sezon zakończy się dopiero latem 2026, wraz z mundialem reprezentacyjnym, zauważa El País.
„Myślę, że jesteśmy w niezłej formie fizycznej” – zapewniał Ancelotti we wtorek tuż przed pierwszą w nocy. „Wprowadziliśmy świeże nogi. Ci, którzy weszli z ławki, dali dużo drużynie, a ci, którzy zaczynali, dotrwali do końca. Fizycznie Vinícius i Rodrygo zagrali spektakularny mecz. Bellingham również. W dogrywce mieliśmy więcej energii niż Real Sociedad” – podkreślił Włoch, który po kilku poważnych kontuzjach w tym sezonie pocieszał się, że dzięki temu zawodnicy będą mogli lepiej wytrzymać końcówkę rozgrywek. Teraz, poza poważnymi urazami Carvajala i Militão, raport medyczny nie budzi już takiego niepokoju jak jesienią i zimą. Carletto liczy, że w najbliższych dniach wrócą Ceballos i Mendy, a także ma nadzieję na powrót Courtois. We wtorek, dzięki rotacjom w Pucharze Hiszpanii, mógł stopniowo wprowadzać na boisko Mbappé, Modricia, Rüdigera, Frana Garcíę, Brahima i Gülera, stwierdza El País.
Gra też nie pomaga zapanować nad kalendarzem
Przygotowanie fizyczne zespołu, przynajmniej w pierwszej fazie sezonu, kiedy wokół formy drużyny pojawiało się najwięcej wątpliwości, było tematem sporów w Valdebebas – między sztabem szkoleniowym a odpowiedzialnym za ten obszar Antonio Pintusem. W ostatnich latach cieszył się on w klubie dużym uznaniem, właśnie dzięki imponującemu przygotowaniu zawodników. Siła fizyczna zawsze była tam uznawana za pewnik, zwłaszcza przy składzie pełnym młodych graczy o takim profilu. Jednak tegoroczna intensywność – sezon od sierpnia do lipca i walka o siedem trofeów – to dla wszystkich zupełnie nowe wyzwanie.
W środku tej niekończącej się karuzeli, bardziej płynna gra mogłaby choć trochę pomóc w radzeniu sobie z obciążeniami. Tymczasem, mimo że po raz pierwszy od sezonu 2013/14 (również z Carletto) Królewscy dotarli do kwietnia z szansą na trzy główne trofea, brak ciągłości w grze i niedostateczna stabilność w defensywie sprawiły, że wielu meczów nie udało się rozstrzygnąć wcześniej, mimo ofensywnego potencjału. „Mamy zawodników na bardzo wysokim poziomie, ale musimy grać lepiej. Fizycznie staramy się dawać z siebie wszystko” – ocenił Tchouaméni po kolejnym meczu na granicy wytrzymałości, konkluduje El País.
Komentarze (6)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj się