Przez pierwszą godzinę mecz można było określić jedynie jako nijaki. Kolejny dzień w biurze dla tego nudnego, wyrachowanego Realu Madryt, który oszczędzał siły, bazując na remisie dającym mu awans, i liczył na pojedyncze przebłyski jakości przeciwko dobrze zorganizowanej drużynie Realu Sociedad. Najbardziej godnym uwagi wydarzeniem do tamtego momentu była owacja na stojąco, jaką Santiago Bernabéu dało Endrickowi w nagrodę za pięknego gola zdobytego podcinką i ogólnie zabardzo dobry występ. Brazylijczyk chce wykorzystywać swoje szanse, a wczoraj zanotował piąte trafienie w Pucharze Króla. Zejście Endricka miało miejsce w 66. minucie i trzeba jasno stwierdzić, że decyzja Ancelottiego o jego zmianie była jedną z tych niesprawiedliwości wobec młodych piłkarzy, za które krytycy tak często go ganią. I słusznie. To Vinícius lub Rodrygo, obaj kompletnie bezbarwni, powinni zejść z boiska, a nie Endrick.
W 72. minucie Real Sociedad doprowadził do wyrównania w dwumeczu. Przy dużej pomocy nieszczęsnego Davida Alaby, który strzelił pierwszego z dwóch samobójczych goli tej nocy. Wtedy rozpoczął się zupełnie nowy mecz, skondensowany w pół godziny absolutnego szaleństwa. Było w nim wszystko: bramki, świetne zagrania, katastrofalne błędy bramkarzy, kolejne gole, a nawet ostra reprymenda Ancelottiego dla Viníciusa w 76. minucie: „Zaraz cię zdejmę”. Reprymenda ta sprawiła, że Brazylijczyk natychmiast się przebudził. Od tego momentu był najlepszym zawodnikiem Realu, obok niezmordowanego Bellinghama, który znów dał pokaz siły i futbolowej klasy.
Takefusa Kubo, niewidoczny w pierwszej połowie, zamienił życie Camavingi na lewej obronie w koszmar, a Real Sociedad rzucił się do ataku, walcząc z determinacją o awans. To był Puchar Króla w całej swojej okazałości. Ostatnie dziesięć minut było absolutnie szalone, a Real Madryt pokazał swoją defensywną kruchość. Obie drużyny, które mają na koncie najwięcej rozegranych meczów w tym sezonie (50 Realu Madryt, 48 dla Realu Sociedad), musiały zmierzyć się z dodatkowym wysiłkiem, czyli dogrywką. Dla widzów było to jednak prawdziwe święto futbolu. Ale wszyscy dobrze wiedzą, że w totalnym chaosie to Real Madryt ma przewagę. I tak właśnie było wczoraj. Rüdiger, mimo wyczerpania, postawił kropkę nad „i”, eliminując waleczny Real Sociedad, który padł tuż przed metą. Skończyło się na 4:4 i teraz czeka nas wielki finał na La Cartuja.
Komentarze (7)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj się