REKLAMA
REKLAMA

Plan, który szybko spalił na panewce

Piłkarze mieli odpoczywać, ale nie mają ani jak, ani kiedy.
REKLAMA
REKLAMA
Plan, który szybko spalił na panewce
Kylian Mbappé i Rodrygo Goes. (fot. Getty Images)

Carlo Ancelotti miał to tak dobrze przemyślane, że już w trakcie okresu przygotowawczego zapowiedział selektywne urlopy po przerwach na mecze reprezentacji, by przetrwać wyczerpujący kalendarz. Real miał walczyć o siedem trofeów, teraz może zdobyć już „tylko” sześć, a perspektywa rozegrania aż 72 spotkań (na ten moment mają za sobą 47) zmusiła klub do opracowania planu ochrony kadry. „Może się zdarzyć, że dany zawodnik nie zagra przez tydzień i wykorzysta ten czas na odpoczynek z rodziną. Analizujemy to, zwłaszcza w przypadku piłkarzy grających w swoich reprezentacjach” – tłumaczył Włoch. Plan jednak spalił na panewce przez falę kontuzji, stwierdza MARCA.

– To nie ma żadnego sensu. Niemożliwe jest utrzymanie optymalnego poziomu, gdy grasz o Puchar Interkontynentalny, a potem na Klubowych Mistrzostwach Świata, które wyrywają cię z domu na miesiąc – przyznał Dani Carvajal przed startem sezonu. Można było się tego spodziewać. Wystarczy spojrzeć na Valverde – piłkarza z największą liczbą minut w Realu. Jeśli utrzyma tempo, rozegra ponad 80 meczów w zabójczym tempie, nie licząc niezliczonych godzin spędzonych w podróży, gdy wyjeżdżał na mecze Urugwaju (dodatkowe 450 minut gry w reprezentacji), zauważa MARCA.

Zamrożony projekt
Sztab szkoleniowy próbował wymusić odpoczynki. Przykład? „Vinícius wyjeżdża na kadrę, gra dwa mecze, a po powrocie nie występuje w spotkaniu ligowym, tylko odpoczywa trzy–cztery dni. Wyjeżdża na krótki urlop i wraca dopiero po meczu. To jedyny sposób” – tłumaczono. Pomysł jednak upadł niemal natychmiast. Brakowało fundamentów, by go wdrożyć, zwłaszcza w kadrze, którą nękają liczne kontuzje i nieustanna presja.

REKLAMA
REKLAMA

– Mimo wszystkich trudności dotarliśmy do marcowej przerwy na mecze reprezentacji, walcząc o trzy najważniejsze trofea. A to nie zdarzyło się od trzech lat – podkreślił Ancelotti po wygranej z Villarrealem. Po raz drugi od momentu objęcia Realu Madryt Włoch może zdobyć wszystko. Poprzednio miało to miejsce w jego pierwszym sezonie, kiedy zdobył Puchar Króla i upragnioną Décimę. Teraz historia się powtarza, a myśl o potrójnej koronie coraz bardziej chodzi mu po głowie. „Ostatnio o tym myślałem” – przyznał. Żadne przeciwności nie są w stanie wstrząsnąć tą drużyną – jest zdeterminowana, by najpierw przetrwać dwa szalone miesiące, a potem skupić się na Klubowych Mistrzostwach Świata, podkreśla MARCA.

Ostatnia pułapka
– Jestem bardzo dumny. To był mecz-pułapka, a ta wygrana mówi wiele o tej drużynie i jej możliwościach – podsumował Ancelotti, zanim jego zawodnicy rozjechali się na zgrupowania. Na czas przerwy selekcyjnej wyjechało aż 16 piłkarzy, a po kontuzji Frana García trener może liczyć tylko na Lucasa i Vallejo. W tym samym czasie w gabinetach medycznych pozostaje czterech kontuzjowanych: Carvajal (który dopiero w poniedziałek założył buty piłkarskie po raz pierwszy od urazu), Militão, Ceballos i Mendy. Tyle zostało Ancelottiemu przed wznowieniem rozgrywek. W Madrycie jednak nie ma miejsca na narzekanie, a Włoch doskonale o tym wie.

Po tej ostatniej pułapce Królewscy postanowili wystosować stanowcze oświadczenie: „Real Madryt nie zagra więcej żadnego meczu bez 72 godzin przerwy”. Carlo bronił tej decyzji na konferencji prasowej, a drużyna dobitnie wyraziła swoje zdanie na murawie Estadio de la Cerámica. „To było piekielnie trudne… Jestem martwy! Co za mecz” – wyrzucił z siebie Mbappé po końcowym gwizdku. Wszystko wskazuje na to, że po powrocie z przerwy Real czeka istne szaleństwo – nikt nie będzie miał czasu na odpoczynek, podsumowuje MARCA.

Ostatnie aktualności

REKLAMA
REKLAMA

Komentarze (9)

REKLAMA