Carlo Ancelotti musi w najbliższych dniach podołać dwóm lub nawet trzem misjom. Przede wszystkim musi on dziś uświadomić swoim graczom, że wynik z Etihad nie jest wystarczającym powodem, by już teraz świętować awans. Włoch nie będzie musiał zbyt długo szukać materiałów poglądowych na potwierdzenie swoich słów. Wystarczy, że przypomni swoim podopiecznym o spotkaniu z Lipskiem z zeszłego sezonu, gdy po zwycięstwie w Niemczech w rewanżu Królewscy awansowali przy furze szczęścia. Tamto starcie nie było jednak pojedynczym wyjątkiem, zaznacza MARCA.
Piłkarze muszą doskonale zdawać sobie sprawę z tego, o co grają i w jak największym stopniu zdystansować się od towarzyszącemu ostatnio Królewskim hałasu. Sztab szkoleniowy uważa, że to absolutnie niezbędne, jakkolwiek trudno zapomnieć o wydarzeniach z minionych dni. Ancelotti nie kryje swojego oburzenia po spotkaniu z Osasuną i nie jest w stanie zdroworozsądkowo pojąć skali tego, co się dzieje. Tak czy inaczej, przed wieczorną konfrontacją z City należy zrobić wszystko, by wyciszyć nieprzyjemne emocje i poczucie bezsilności.
Szkoleniowiec po ostatnim gwizdku w starciu z Obywatelami musi też jak najszybciej przestawić wajchę i odpowiednio nastawić drużynę na dalszą walkę w La Lidze. Sytuacja w tabeli jest niezwykle wyrównana, a cała sztuka polegać będzie na tym, by sędziowskie pomyłki nie wywierały zbyt dużego wpływu na postawę zespołu. Mistrzostwo, jakkolwiek patrzeć, cały czas znajduje się w zasięgu ręki.
Jeśli jednak chodzi stricte o dzisiejszą potyczkę, najświeższą przestrogę stanowi wspomniany mecz z Lipskiem, którego grą dyrygował wówczas jeszcze Dani Olmo. City powoli odzyskuje wigor, czego Ancelotti jest doskonale świadomy. Trener uczula graczy, że jeszcze niczego nie wygrali i tak naprawdę nic nie jest pewne do ostatniego gwizdka sędziego. Konfrontacja z zeszłego sezonu z Lipskiem była przykładem wszystkiego, czego nie należy robić w rewanżowym spotkaniu z City. Królewscy wyszli na murawę, jak gdyby awans do ćwierćfinału był już faktem. Koniec końców wiele musieli wycierpieć, by rzeczywiście przejść dalej, przypomina MARCA.
Do tego rodzaju sytuacji w przeszłości dochodziło jednak częściej. W sezonie 2021/22 Real wygrał na wyjeździe 3:1 z Chelsea, by u siebie w pewnym momencie przegrywać 0:3. Gol Rodrygo przedłużył starcie o dogrywkę, a w niej gol Benzemy przechylił szalę na korzyść Los Blancos. Jeszcze wcześniej, w 2018 roku, Real zwyciężył w Turynie z Juventusem 3:0 (pamiętny gol przewrotką Cristiano), by na Bernabéu awansować dopiero po rzucie karnym wywalczonym przez Lucasa w doliczonym czasie.
Komentarze (0)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj się