„To kwestia psychologii. Oczywiście mamy to na uwadze, bo zdarzało się wiele razy, ale trudno to naprawić”, stwierdził na konferencji prasowej Carlo Ancelotti w momencie, gdy został zapytany o rozgrywanie rewanżu z przewagą i o potencjalne niebezpieczeństwa z tym związane. Jak przypomina AS, Włoch w trakcie swojej kariery miał kilka momentów, które do dzisiaj mogą wywoływać pewnego rodzaju traumę.
W ostatniej dekadzie Królewscy miewali już problemy z graniem rewanżu na Santiago Bernabéu po wygraniu pierwszego spotkania, ale hiszpański dziennik przypomina, że najczęściej kończyło się jedynie na strachu. Był jednak jeden wyjątek, co może wlewać trochę optymizmu w serca The Citizens. Chodzi tu o rywalizację z Ajaksem na etapie 1/8 finału w sezonie 2018/19. W pierwszym meczu w Amsterdamie Los Blancos wygrali 2:1 po golach Karima Benzemy i Marco Asensio i do rewanżu na własnym obiekcie przystępowali w bardzo dobrej sytuacji.
Rewanż okazał istnym koszmarem dla Realu Madryt, który przegrał 1:4 i zakończył drogę po czwarty z rzędu triumf na europejskiej arenie. Jakby tego było mało, do tragicznego wyniku i fatalnej gry doszła kontuzja Viníciusa. Tamtego wieczoru drużyna nie mogła liczyć na Sergio Ramosa, który wykartkował się w pierwszym meczu, aby móc z czystym kontem grać w potencjalnym ćwierćfinale. Mecz ten był początkiem końca Santiago Solariego, którego niedługo później zastąpił powracający Zinédine Zidane. Wspomniane spotkanie to jedyny przypadek w historii Ligi Mistrzów, gdy Królewscy odpadli u siebie po wygraniu pierwszego meczu na wyjeździe.
AS przypomina jeszcze inne lata, w których Real przegrywał rewanż u siebie po wygranej na terenie rywali, ale przykłady te nie były już tak tragiczne w skutkach. Co więcej, często gdy zdarzała się taka sytuacja, drużyna ostatecznie sięgała po trofeum. W sezonie 2016/17, który zakończył się Duodécimą, Real wygrał na Allianz Arenie pierwszy mecz ćwierćfinałowy z Bayernem 2:1 po dublecie Cristiano Ronaldo. Na Santiago Bernabéu rewanż zakończył się co prawda wynikiem 4:2, ale po 90 minutach to Bawarczycy prowadzili 2:1, co dało im dogrywkę.
Kolejna podobna sytuacja miała miejsce w sezonie 2017/18, a tym razem przeciwnikiem był Juventus. Królewscy wygrali 3:0 w Turynie, ale u siebie mieli ogromne problemy i jeszcze w końcówce przegrywali 0:3. Ostatecznie tuż przed końcem rzut karny wykorzystał Cristiano i wprowadził Los Blancos do półfinału, a mecz zakończył się wynikiem 3:1 dla ekipy z Włoch. Z kolei w sezonie 2021/22 zespół Carletto wygrał z Chelsea na Stamford Bridge 3:1, a na Santiago Bernabéu The Blues prowadzili już 3:0. Dopiero bramka Realu doprowadziła do dogrywki, w której awans przypieczętował Karim Benzema.
Jeszcze w trakcie swojego pierwszego etapu na ławce trenerskiej Realu Carlo Ancelottiemu zdarzyła się podobna sytuacja. W sezonie 2014/15 przeciwnikiem w 1/8 finału było Shalke, a Królewscy wygrali na wyjeździe 2:0 po trafieniach Cristiano i Marcelo. Kilkanaście dni później na Bernabéu Shalke zaskoczyło kibiców i wygrało 4:3, a Real był o włos od odpadnięcia z rozgrywek. Wszystkie te przykłady pokazują, że dzisiaj absolutnie nie ma miejsce na rozluźnienie.
Komentarze (9)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj się