Zwycięstwo z Barceloną wcale nie było punktem zwrotnym w grze Realu Madryt na wyjazdach, chociaż tak się właśnie wydawało. Po ligowej wpadce z Joventutem dzisiaj koszykarze ulegli ASVEL-owi. I znów nie było to zwycięstwo, którego nie dało się uniknąć. Królewscy słabo bronili w pierwszej połowie i musieli gonić wynik. Udało im się to i po wyjściu z szatni wszystko wskoczyło na odpowiedni poziom. W ostatniej kwarcie pojawiło się zbyt wiele błędów, a końcówka została koncertowo zepsuta, co również w tym sezonie nie jest niczym nowym.
Mecz od samego początku wskoczył na wysoki poziom pod względem skuteczności i ofensywnej gry. Real Madryt miał problem ze stratami i z rywalizacją o zbiórki. Dobrą decyzją było włączenie Ndiaye do pierwszej piątki, bo jego gra przekładała się na punkty dla madrytczyków. Cała kwarta była bardzo wyrównana, a w końcówce różnicę na korzyść gospodarzy zrobił Nando de Colo, wchodząc z ławki rezerwowych (30:26).
Druga kwarta przyniosła obniżenie tempa i Real Madryt wyglądał na drużynę zupełnie zagubioną. ASVEL budował na tym swoją przewagę i pewność siebie. Królewskim brakowało pomysłu na rozgrywanie akcji ofensywnych i jednocześnie skuteczność nie dopisywała. Chus Mateo próbował coś zmienić, ale gospodarze schodzili na przerwę z pokaźnym dorobkiem 51 punktów (51:43).
Potrzebna była mocna odmiana gry drużyny i to dało się zauważyć po zmianie stron. Real Madryt zaczął grać szybciej, agresywniej walczyć o zbiórki i wchodzić pod kosz. Właśnie podania pod obręcz przynosiły Królewskim punkty. Przewaga ASVEL-u błyskawicznie topniała i madrytczycy wyszli na prowadzenie. Znakomite dziesięć minut całkowicie zmieniło obraz spotkania i ustawiło Real Madryt na lepszej pozycji (59:66).
Niestety, od razu po wznowieniu gry gospodarze doskoczyli do madrytczyków. Zniknęła ta skuteczna gra z trzeciej kwarty, ale i tak udawało się utrzymać niewielką przewagę. W końcówce rywalizacji Real Madryt miał wszystko w swoich rękach. Na 58 sekund przed końcem prowadził pięcioma punktami. ASVEL doprowadził do remisu dzięki rewelacyjnemu dzisiaj Maledonowi.
Real Madryt mógł rozegrać ostatnią akcję. Campazzo trochę się pospieszył i został zablokowany, ale początkowo punkty zostały zaliczone, gdyż blok nastąpił po dotknięciu piłki o tablicę. Sędziowie po obejrzeniu powtórki podjęli bardzo kontrowersyjną decyzję o anulowaniu trafienia. Wydaje się, że blok Robersona był mimo wszystko minimalnie spóźniony. Królewscy byli zszokowani decyzją arbitrów i dali się zaskoczyć ASVEL-owi w decydującej akcji. Paris Lee urwał się spod opieki Ndiaye i zdobył zwycięskie punkty równo z końcową syreną.
80 – ASVEL (30+21+8+21): Lee (13), Maledon (23), Ajinca (0), Sako (6), Roberson (8), Harrison (2), Lauvergne (7), De Colo (3), Lighty (2), M. Ndiaye (12), Black (4), Sissoko (-).
78 – Real Madryt (26+17+23+12): Musa (1), Deck (17), Tavares (10), Feliz (3), E. Ndiaye (9), Abalde (3), Campazzo (5), Rathan-Mayes (3), González (0), Hezonja (19), Garuba (2), Llull (6).
Poza kadrą znalazł się:
• Serge Ibaka – decyzja trenera
Komentarze (5)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj się