Plotki transferowe dotyczące Realu Madryt pojawiają się niemal codziennie. Nie ograniczają się one tylko do gorących miesięcy poprzedzających lub trwających okna transferowe – praktycznie przez cały rok pojawiają się doniesienia o zawodnikach, którzy rzekomo znajdują się w kręgu zainteresowań klubu. Czasem ktoś odważny posuwa się o krok dalej, używając przymiotników takich jak „bliski”, „nieuchronny” czy „gorący”, jednak większość tych informacji wynika raczej z partykularnych interesów niż z rzeczywistości, zauważa Relevo.
W obecnym kryzysowym momencie Realu Madryt, gdy wyniki zawodzą, a kadra osłabia się przez liczne kontuzje, nazwiska potencjalnych wzmocnień mnożą się w zawrotnym tempie. Laporte, Tah, Hato, Sergio Ramos, Mosquera… Długa lista możliwości zmusza kibiców do oddzielania ziarna od plew. Wiele z tych nazwisk nigdy nie było branych pod uwagę, podczas gdy inne są rozważane po cichu, bez rozgłosu, stwierdza Relevo.
Rzeczywistość, jaką klub chce przekazać – przynajmniej niektórym agentom, z którymi kontaktuje się prywatnie – jest taka, że wciąż nie wiadomo, jakie kroki zostaną podjęte. Nadchodzące wyniki oraz adaptacja niektórych zawodników do nowych pozycji mają zdecydować o ruchach transferowych w styczniu. W grę wchodzi wiele czynników, takich jak realne możliwości, budżet czy idealne profile zawodników. Klub nadal uważa, że trafienie z transferem zimą jest znacznie trudniejsze niż latem. Jeśli nie znajdzie się odpowiedni kandydat, w ogóle nie dokonają transferu.
To jednak nie oznacza, że w Madrycie nie trwają przygotowania. Oczywiste jest, że w drużynie brakuje nazwisk, a w idealnym świecie, z wystarczającym budżetem i atrakcyjnymi opcjami na rynku, z pewnością dokonano by wzmocnień. Obecnie Real pracuje nad tym, by uniknąć błędu. Klub szuka zawodnika, który spełni ich kryteria, a jednocześnie nie przepłacą za jego pozyskanie. Nawiązano już kontakty z kilkoma kandydatami, zarówno bezpośrednio, jak i za pośrednictwem agentów, donosi Relevo.
Tymczasem telefony Florentino Péreza, José Ángela Sáncheza i Juniego Calafata nie przestają dzwonić. Propozycji pojawia się coraz więcej – agenci próbują wykorzystać napiętą sytuację, by „wcisnąć” jednego ze swoich podopiecznych. Większość z tych rozmów kończy się standardowym „dziękujemy, rozważymy to”. Niektóre propozycje są analizowane, inne nawet nie. Real kontroluje sytuację wokół najważniejszych nazwisk na rynku, a jeśli nagle pojawi się ktoś niespodziewany, kto pasuje do profilu, zostanie uwzględniony. W każdym razie cele są jasno określone.
Agenci i pośrednicy nie ograniczają się do kontaktów z Valdebebas. W mediach również panuje spory ruch. Pojawiają się przecieki łączące konkretnych zawodników z Królewskimi – niezależnie od tego, czy jest to prawdą. Ważne, by nazwisko pojawiło się w obiegu, czy to w kontekście negocjacji nowego kontraktu, czy też umieszczenia zawodnika na rynku transferowym. Każdy gracz, który wzbudza zainteresowanie Los Blancos, niemal magicznie zyskuje status gwiazdy.
Podobna sytuacja ma miejsce w przypadku zawodników z akademii. Niezależnie od tego, czy odbyli 20 treningów z pierwszym zespołem, czy żadnego, stają się potencjalnymi kandydatami do zastąpienia Carvajala, Militào czy Tchouaméniego. To młodzi zawodnicy, po których Ancelotti i klub zwykle nie sięgają, ale wykorzystują szansę na wzbudzenie emocji wśród kibiców, którzy co roku marzą o odrodzeniu Quinta del Buitre. A jeśli to się nie uda, zawsze można powiedzieć, że „Barcelona lepiej korzysta ze swojej akademii”, stwierdza Relevo.
Przed nami jeszcze wiele tygodni pełnych plotek. Władze klubu wiedzą, jak funkcjonować w takich warunkach, a nawet biorą udział w grze, analizując opinie na temat niektórych piłkarzy. Doskonale zdają sobie sprawę, co warto ujawniać, a co nie. Ostateczna prawda wyjdzie na jaw dopiero w styczniu, gdy zespół zdecyduje się na transfer lub pozostanie w obecnym składzie – co wcale nie jest wykluczone.
Komentarze (16)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj się