Fede już wcześniej należał do grupy najbardziej doświadczonych graczy, którzy naturalną koleją rzeczy zobligowani są do stawania przed szereg w najtrudniejszych chwilach. Urugwajczyk jest na ten moment czwartym kapitanem Królewskich po Modriciu, Carvajalu i Lucasie. Choć po urazie Daniego wskakuje na trzeci szczebel, to jednak w rzeczywistości nikt nie ma wątpliwości, że już za moment będzie w szatni głosem numer jeden.
Nawet jeśli wszyscy z niecierpliwością będą wyczekiwać powrotu Carvajala, to jednak już wcześniej Valverde został namaszczony przez sztab szkoleniowy i kolegów na głównego lidera. Pomimo zaledwie 26 lat na karku Fede można bez wahania nazwać prawdziwym weteranem. Jest to bowiem już jego siódmy sezon w pierwszej drużynie. Do klubu dołączył w 2015 roku, choć bardzo mało dzieliło go od transferu do Arsenalu. Ostatecznie wylądował w Madrycie, gdy tylko wszedł w pełnoletniość. Pomocnik był też jednym z pierwszych nabytków, nad którymi pieczę sprawował Juni Calafat. Po roku w Castilli i kolejnym sezonie na wypożyczeniu w Deportivo wrócił do stolicy Hiszpanii, by nie wypaść już z pierwszego zespołu i stopniowo budować w nim swoją legendę.
W 2018 roku początkowo miał odgrywać drugoplanową rolę, jednak Zidane szybko się na nim poznał. Później zrezygnować z niego nie umiał także Ancelotti, po którego powrocie na dobre osadził się w wyjściowej jedenastce. Dziś mało którego gracza kadry można nazwać równie niezastąpionym. Valverde zaliczył jak dotąd 270 meczów w białej koszulce, w których strzelił 25 goli i zaliczył 24 asysty, wylicza MARCA.
Jego wkład w najnowsze sukcesy Królewskich jest bezdyskusyjny. Fede ma na koncie już 13 tytułów, w tym dwie Ligi Mistrzów i trzy mistrzostwa kraju. Jego warunki fizyczne i wydolność są szczególnie ważne dla zespołu chcącego opierać się w największej mierze na szybkim atakowaniu. W tym sezonie wpisywał się na listę strzelców trzy razy. Jego przyszłość pozostaje natomiast zabezpieczona. Kontrakt piłkarza obowiązuje do 2029 roku i zawarta jest w nim niebotyczna klauzula. Choć wielu z chęcią ściągnęłoby go do siebie, to jednak Valverde należy do grona zawodników nie na sprzedaż pod żadnym pozorem.
Komentarze (7)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj się