„Choć minęło już kilka dni, to nie mogę odpuścić sobie okazji, by przypomnieć o złodziejstwie, jakiego doznał Bayern Monachium w meczu na Bernabéu 8 maja, kiedy sędzia i jego asystent na linii dopuścili się największej zbrodni, jaka mogła się wydarzyć, od kiedy wprowadzono VAR, by poprawić decyzje sędziowskie.
W mojej opinii nie doszło do jakiegoś błędu, jak opisują to niektórzy, ale do precyzyjnej i wyrachowanej ustawki, która miała wyglądać na «wypadek», choć, biorąc pod uwagę przepisy stosowania VAR i doświadczenie autorów, było to niemożliwe.
Jeśli obecnie nie odgwizduje się dwu lub trzymetrowych spalonych, dopóki akcja się nie skończy, to sędzia liniowy «widział» tego na milimetry. Pierwszy nieuzasadniony błąd: spalonego nie było. Polak Marciniak, zamiast zignorować to zgodnie z duchem regulaminu, w sekundę gwizdnął nieistniejące złamanie przepisów. Drugi nieuzasadniony błąd. Jednak to było jedyne wyjście na dokończenie przestępstwa. Jakby nie gwizdnął, to akcja po analizie VAR-u zakończyłaby się legalnym golem. To było perfekcyjne alibi, by złamać przepisy i ducha. Innymi słowy, moim zdaniem, zrobiono to umyślnie. Błędy ludzkie nie istnieją w epoce VAR-u… chyba że korzysta na nich Real Madryt. Prawda, Almerío?
Teraz nic nie usprawiedliwia czynów takich jak te, które obserwujemy. A jeśli do nich dochodzi, to dlatego, że ich autorzy, na boisku czy na VARze, świadomie je przygotowali. Nawet nie za kosmetyczkę Realu Madryt, z jaką bez żadnego wstydu obnosi się Marciniak. Czasami wydaje się, że wystarczy miska ryżu”.
Komentarze (102)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj sięSocio RealMadryt.pl
Zanim odpowiesz, sprawdź wcześniejsze komentarze
Jako Socio możesz przeglądać publiczną historię komentarzy użytkowników i lepiej wiedzieć, z kim oraz o czym dyskutujesz.