Choć przyjęło się, że miano la bestia negra Realu Madryt należy do Bayernu Monachium (ta dynamika zmieniła się w ostatnich latach), to prawda jest taka, że wielu madridistas, z których większość obecnie czesze siwe już włosy lub wcale nie ma czego czesać, wrył się w pamięć inny długi koszmar, jakim pod koniec lat 80. ubiegłego stulecia był dla Królewskich legendarny AC Milan Arrigo Sacchiego. Mediolańska maszyna dwa razy z rzędu wyeliminowała Real z Pucharu Europy, najbardziej pożądanych przez madridismo rozgrywek, w których pozostawali wówczas bez triumfu przez ponad 20 lat. To niezwykłe osiągnięcie może powtórzyć Manchester City Pepa Guardioli, faworyta do awansu do następnej rundy po wtorkowym remisie 3:3 na Santiago Bernabéu.
Tamten Milan był wielką drużyną, podobnie jak obecne City. Zdobyli dwa Puchary Europy z rzędu (w 1989 i 1990 roku) i do dziś tylko Los Blancos zdołali przebić ten wyczyn, wygrywając trzy razy z rzędu w latach 2016-2018, chociaż stało się to prawie trzy dekady później. Wtedy w ekipie Rossonerich występowali piłkarze, tacy jak Van Basten, Gullit, Rijkaard, Baresi, Maldini, Costacurta, Donadoni czy… Ancelotti.
I to właśnie Carletto zadał pierwszy cios w rywalizacji, która zapisała się w annałach jako najczarniejsza europejska noc w historii Realu Madryt. W drugim spotkaniu półfinału Pucharu Europy w sezonie 1988/89 rozgrywanym na Bernabéu Włoch posłał prawdziwy pocisk spoza pola karnego w 18. minucie, nie dając Buyo najmniejszych szans na interwencję. Skończyło się to pamiętnym laniem 5:0, w którym bezpośrednio palce maczali również Rijkaard, Gullit, Van Basten i Donadoni.
Trauma zespołu Piątki Sępa, który usilnie, ale bezskutecznie dążył do odzyskania najcenniejszego europejskiego trofeum, powróciła w następnej kampanii (1989/90). Tym razem pierwszy mecz odbywał się na San Siro, a przed upływem 15 minut Milan prowadził już 2:0 po golu Rijkaarda i trafieniu Van Bastena z rzutu karnego (Holender został sfaulowany przez stojącego między słupkami Buyo). W rewanżu Królewscy wygrali 1:0 po bramce Butragueño, ale to im nie wystarczało, w związku z czym zakończyli swoją przygodę na II rundzie.
Jeszcze PSG…
Poza Pucharem Europy czy Ligą Mistrzów istnieje jeszcze jeden podobny przypadek w dwóch nieistniejących już rozgrywkach, a mianowicie w Pucharze UEFA (poprzednik dzisiejszej Ligi Europy) i Pucharze Zdobywców Pucharów, który został całkowicie zlikwidowany. I tutaj to PSG, które w tamtym czasie było zespołem z niewielkim doświadczeniem na arenie europejskiej, wyrzuciło Real za burtę dwa razy z rzędu.
Najpierw w Pucharze UEFA w sezonie 1992/93 (4:1 w Paryżu i zwycięstwo gospodarzy w Madrycie 3:1), a następnie w Pucharze Zdobywców Pucharów w kampanii 1993/94 (0:1 na Bernabéu po golu George’a Weah i 1:1 na Parc des Princes, kiedy to nie została podyktowana jedenastka po ewidentnym faulu na Velasco). W barwach Les Parisiens oprócz Weah, zdobywcy Złotej Piłki z 1995 roku, występowali wówczas zawodnicy, tacy jak Raí czy David Ginola.
Komentarze (1)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj się