Wśród liderów Realu Madryt po derbach istniał jeden temat trzech niepodyktowanych karnych za faule Saula na Lucasie Vazquezie, Savicia na Judzie Bellinghamie i Marcosa Llorente także na Angliku. „Gdyby takie sędziowanie zastosowano na Metropolitano, to otwierane byłyby nim dzienniki telewizyjne z hasłem, że to narodowy skandal, ale jeśli pokrzywdzony jest Real Madryt, to skarżymy się na to tylko my”, cytuje dziennikarz źródła zbliżone do głównych działaczy Królewskich. Ich samopoczucie ma opisywać jedno słowo: czują się „pokrzywdzeni”.
„Xavi i Laporta osiągnęli swoje. Ich oskarżenia były bardzo poważne. Mówili z całkowitą lekkością o sfałszowanej lidze, wiedząc, że nie spadnie na nich za to żadna kara ani publiczne zarzuty. Wypuszczają to, tworzą dodatkową presję na sędziach, którzy nam gwiżdżą i wyniki widzimy w ciągu zaledwie czterech dni. Dwa niepodyktowane karne na Viniciusie i Brahimie w Getafe oraz kolejne trzy w derbach. Pięć karnych, których nie odgwizdano tuż po tym, jak stwierdzono, że sfałszowano ligę na naszą korzyść”.
Królewskim trudno też uwierzyć w to, jak Barcelona odwraca Sprawę Negreiry. „Gdyby to z Negreirą zrobił Real Madryt, to społeczeństwo skazałoby już nas bez oczekiwania na rozprawę. Już zostałyby nam odebrane z 2-3 mistrzostwa i nie moglibyśmy nawet pojawiać się na stadionach. Barcelona może jednak wszystko…”.
Bezradność okazywana jest także wobec słynnego komunikatu dyrektora generalnego Atlético z poprzedniego sezonu, który szukał spisku po niepokazaniu drugiej żółtej kartki Daniemu Ceballosowi w pucharowych derbach. Odpowiedź widzimy w tym sezonie, gdy Królewscy czują się poszkodowani w 3 z 4 starć derbowych. „Jeśli spojrzysz na te trzy mecze, w pierwszym starciu ligowym Alberola Rojas skrzywdził nas w trzech kluczowych akcjach: nie odgwizdał faulu na Bellinghamie przed 1:0, anulował gola Camavingi po bardziej niż dyskusyjnym wpływie Rüdigera na akcję i nie pokazał czerwonej kartki Gimenezowi za jego ostry atak na Rodrygo. W Pucharze Króla Cuadra Fernández nie odgwizdał karnego na Bellinghamie, którego nawet nie pokazano w transmisji i odpuścił drugą kartkę De Paulowi przy wyniku 2:2, a przy anulowanym golu Ceballosa narysowano takie linie... W niedzielę wszyscy widzieliśmy, co działo się z Sanchezem Martinezem. Komunikat Atlético okazał się bardzo rentowny”.
„Jeśli prawdą ma być, że to my [poprzez RealMadridTV] narzucamy taką presję i wpływamy na to, by nam sprzyjano, to niech takie osoby ocenią sędziowania z tego tygodniach w naszych meczach i przekonają się, że nasza moc wpływu jest zerowa”.
W sobotę Real czeka mecz z Gironą, która w weekend dołączyła do skarżących się na to, że arbitrzy sprzyjają Królewskich. „Osoby, które krzyczały w Gironie, że Así, así, así gana el Madrid! („Właśnie tak, właśnie tak wygrywa Real!”), zapominają, że beneficjentem remisu Girony z Sociedadem była Barcelona, która doskoczyła do Girony na 6 punktów. Może największy interes jest w tym, by Barcelona była druga i zagrała w Superpucharze Hiszpanii…”, takim przekazem zakończył się artykuł.
Komentarze (88)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj się