„Rywalizujemy na takich samych warunkach, jak inne drużyny. Nie widzę żadnej czarnej ręki ani nic podobnego. Pozwalają nam grać tak, jak chcemy i nie widzimy żadnych dziwnych sytuacji. Nie wierzę w takie rzeczy”. Tak stwierdził trener Girony, gdy zapytano go, co sądzi o pracy VAR-u w pojedynku Realu Madryt z Almeríą.
Míchel odpowiedział na kilka pytań dotyczących kontrowersji związanych z arbitrami po znakomitym zwycięstwie aż 5:1 nad Sevillą. Girona nadal jest liderem z jednym punktem więcej od Realu Madryt i ośmioma przewagi nad Barceloną, choć ma na koncie jeden mecz więcej, gdyż nie uczestniczyła w Superpucharze Hiszpanii. Klub w pełni angażuje się w walkę o mistrzostwo, choć szkoleniowiec ocenia ich szanse bardzo ostrożnie. „Pierwszym celem było utrzymanie się w lidze, a drugim zdobycie 52 punktów. Teraz naszym celem jest awans od europejskich pucharów” – wyjaśnił.
Słowa Míchela na temat decyzji sędziowskich podjętych przez sędziego i VAR są dalekie od jakichkolwiek kontrowersji i nie mają nic wspólnego z wypowiedziami Xaviego, szkoleniowca Barcelony. W Gironie chcą podążać ścieżką wytyczoną przez samego Míchela, czyli bez kontrowersji, z dala od centrum uwagi mediów i ze słynnym hasłem „mecz po meczu” Simeone. Nie chcą tracić czasu na wszystko, czego nie mogą kontrolować. Co więcej, rozumieją, że wdawanie się w tę walkę w niczym im nie pomoże.
Bałagan, jaki powstał po meczu Girony z Almeríą w połowie października po krytyce Davida Lópeza pod adresem Ortiza Ariasa, uwydatnia sposób działania i stawianie czoła tego typu decyzjom w katalońskim klubie. „Jest arogancki, lekceważy cię i obraża” – powiedział były zawodnik Espanyolu, dodając jednocześnie, że tego sędziego „znają już wszyscy gracze Primera Division”. Míchel musiał udać się do biura prasowego z przeprosinami. Dwa miesiące później Komitet Rozgrywek podjęła decyzję o ukaraniu piłkarza czterema meczami zawieszenia po skardze złożonej przez Komitet Techniczny Arbitrów. Kataloński klub postanowił zastosować się do tej decyzji i milczeć, aby uniknąć ponownego zaognienia konfliktu.
Historycznie rzecz biorąc, dwie największe drużyny La Ligi opowiadały się za bardziej stanowczymi reakcjami. Nie szukając daleko, w tym sezonie przed meczem Ligi Mistrzów z Bragą Carlo Ancelotti wyraził się jasno, zapytany, czy sędziowie krzywdzą jego drużynę. „Czasami wyrządzili nam krzywdę. Wiecie, że nie mam wolności słowa, aby rozmawiać o sędziach. Jeśli powiem tego, co myślę, bo mnie zawieszą” – wyjaśnił Carletto, który bronił kontrowersyjnych filmów RMTV kilka razy. „Sędzia wymyślił tego karnego” czy „arbiter nie był zbyt uważny” – to tylko niektóre ze zdań, które włoski trener wypowiadał w zeszłym roku.
W Barcelonie również stawiają na walkę o swoje. W klubie panuje niepokój związany z decyzjami sędziowskimi podejmowanymi w obecnej kampanii. Xavi nie gryzł się w język po meczu z Betisem. „Już w Getafe mówiłem, że będzie bardzo trudno wygrać tę ligę i że są rzeczy, które nie pasują do tej ligi. Są rzeczy, których nie kontrolujemy i wszyscy to widzieli”.
Są to sposoby na wywieranie presji lub izolowanie się od kontrowersji. Real i Barça wybrały jedną ścieżkę, a Girona drugą. Zespół z Montilivi zdobył 52 punkty w 21 meczach. To już jest najlepsza kampania katalońskiego klubu w historii jego występów w La Lidze, gdyż przekroczył liczbę 51 punktów, które zdobył pod okiem Pablo Machína w sezonie 2017/18. Bez szczególnego hałasu i z pokorą drużyna w dalszym ciągu jest kandydatem do tytułu, odcinając się od kontrowersji sędziowskich.
Komentarze (12)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj się