„Wszyscy zawodnicy mówią ci, że chcą grać, że czują się dobrze, ale później my, ja, sztab medyczny, trenerzy od przygotowania musimy to dobrze ocenić, musimy ocenić zmęczenie zawodników. I nie oceniliśmy tego dobrze”. W ten sposób Carlo Ancelotti przyznał, że razem ze swoimi piłkarzami dopuścił się grzechu charakterystycznego dla trenera-optymisty, czyli tego, co tak bardzo przypomina swoim obrońcom, w których wierzył. Błąd. Chciał wysłać sygnał, że poważnie traktuje mecz z drużyną z dna tabeli, wystawiając galowy skład.
I stało się tak, że wyczerpany i pozbawiony napięcia Real ocierał się o żenadę w pierwszej połowie, w której bardzo dobrze ustawiona Almería pozbawiła go kolorów, a publiczność odesłała do szatni gwizdami. Nie oddał nawet jednego celnego strzału przeciwko zespołowi, który stracił najwięcej goli w całej stawce. Jak bardzo zdenerwowany musiał być trener, skoro w przerwie kazał rozgrzewać się całej ławce rezerwowych.
W związku z tym, że nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło, nagle zaczęło się dziać to, co lubi Bernabéu: niemożliwe lub prawie niemożliwe. Z boiska zszedł nieprzypominający samego siebie Nacho, Fran García, Joselu i Brahim zostali wprowadzeni i ich zapędy oraz niewiarygodna determinacja Carvajala i Bellinghama zmazały wstyd całej reszty i doprowadziły do remontady. Tym razem Królewscy mogli liczyć na predyspozycje sędziego Hernándeza Maeso, który w swoim pierwszym spotkaniu z madrycką ekipą pozwolił sobie na zbyt wiele z pokoju VAR za sprawą weterana Hernándeza Hernándeza, który sprawiał wrażenie, że te słynne oskarżycielskie i tak niesmaczne filmy RealMadridTV wpłynęły na niego bardziej niż jest skłonny przyznać.
Było kilka akcji budzących wątpliwości i niemal wszystkie zostały rozstrzygnięte na korzyść Los Blancos, ku oburzeniu Almeríi, która była wściekła, widząc, w jaki sposób wymyka im się z rąk pierwsze zwycięstwo w sezonie. Gaizka Garitano został wyrzucony przez arbitra i wolał nic nie mówić na konferencji prasowej, żeby nie pogarszać sytuacji, ale Gonzalo Melero na gorąco, w przypływie emocji powiedział: „Dzisiaj nas okradli. (…) To, co się dzisiaj działo, przekroczyło wszelkie granice. To było niewiarygodne. Nie można było zrobić więcej, aby oni wygrali to spotkanie”. Z kolei Ancelotti mówił o „trzech dość jasnych decyzjach”. Jak zawsze: każdy widzi i odbiera film tak, jak uważa za stosowne. Ale jasne jest to, że Ancelotti musi teraz zmienić plan, w przeciwnym razie drużyna całkowicie upadnie.
Komentarze (13)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj się