Surowa bramkowa statystyka pozwalałaby myśleć, że Anglik przechodzi przez lekki dołek. To jednak wyjątkowo mylący wniosek. W finale Superpucharu Hiszpanii jego wpływ na grę był bowiem olbrzymi. Powrót Mendy'ego i Tchouaméniego do wyjściowej jedenastki pozwoliły Ancelottiemu ustawić Bellinghama nieco wyżej i dać mu na nowo więcej swobody. Tak naprawdę to właśnie 20-latek naprowadził spotkanie z Barceloną na właściwe tory. Przy golu na 1:0 Jude ściągnął na siebie Christensema, by następnie przełożyć sobie piłkę w stylu Zidane'a i posłać kapitalne podanie na czystą pozycję do Viniciusa.
Były gracz Borussii był też drugim najczęściej uderzającym na bramkę graczem w zespole – szczęścia próbował cztery razy. Tylko zdobywca trzech bramek, Vinícius, strzelał częściej, bo aż sześć razy. Warto też zauważyć, że w spotkaniu, w którym to przeciwnik znacznie dłużej utrzymywał się przy piłce (42,7% posiadania to najgorszy pod tym względem wynik zespołu), Jude'a i tak dało się bez trudu zauważyć. Zaliczył 62 kontakty z piłką oraz zanotował 41 podań (celność na poziomie 93,2%), z czego aż 13 na ostatniej tercji boiska. Tylko Tchouaméni i Mendy częściej posyłali zagrania w ten sektor. Do zestawu dorzucił też dwa dryblingi i cztery odbiory.
Nie licząc Viniciusa, Bellingham był też zawodnikiem z największą liczbą kontaktów w polu karnym Katalończyków (6 Jude'a i 15 Viniego). Przy trafieniu na 4:1 jego obecność w polu karnym sprowokowała natomiast błąd Koundé, który wybił futbolówkę prosto pod nogi Rodrygo.
Komentarze (11)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj się