Pierwsza połowa przebiegała pod dyktando Katalonek, które dominowały na całym boisku, dłużej utrzymywały się przy piłce, stwarzały zdecydowanie więcej okazji i powinny prowadzić znacznie wyżej, niż prowadziły. Pierwsza bramka padła już w 17. minucie za sprawą Aitany Bonmatí. Ostatnia zdobywczyni Złotej Piłki popisała się ładnym, plasowanym uderzeniem z około piętnastego metra, Misa była co prawda bliska obrony, ale uderzenie było na tyle precyzyjne, że zawodniczki Barcelony mogło rozpocząć świętowanie. Niestety nie ostatnie w tym Klasyku.
Katalonki stwarzały sobie kolejne okazje, ale były niezwykle nieskuteczne i kolejny gol padł w 43. minucie. Atomowe uderzenie zza pola karnego posłała Salma Paralluelo, piłka trafiła w poprzeczkę i odbiła się przed linią bramkową, ale nieporadnie zachowała się Olga, która pozwoliła dopaść do futbolówki Graham Hansen, a ta z bliskiej odległości pokonała golkiperkę Las Blancas. Na następną bramkę trzeba było czekać już znacznie krócej, bowiem trzy minuty później Mariona Caldentey wykorzystała małe zamieszanie w polu karnym i podwyższyła na 3:0.
W pierwszych 45 minutach Królewskie nie oddały ani jednego celnego strzału na bramkę Caty Coll, więc Alberto Toril próbował reagować zaraz po przerwie i dokonał trzech zmian. Na boisku pojawiły się Zornoza, Feller i Oroz, ale niewiele zmieniło to w obrazie gry i wyniku spotkania, choć gospodynie spuściły nieco z tonu i nie atakowały już z tak dużą zaciekłością. Druga połowa przez dłuższy czas nie przynosiła kolejnych goli, ale największa w tym zasługa Misy i nieskuteczności Barcelony, która po zmianie stron również nie pozwoliła Królewskim na oddanie choćby jednego celnego strzału, co jest najlepszym podsumowaniem dzisiejszych poczynań stołecznych piłkarek, które z utęsknieniem muszą czekać przez kolejne miesiące na powrót kontuzjowanej Caroline Weir. Mówiąc krótko – bez Szkotki ofensywa wygląda co najmniej mizernie. A jakby tego mało, to boisko z powodu groźnie wyglądającej kontuzji opuściła Linda Caicedo.
Barça nie miała jednak litości i w doliczonym czasie gry dwukrotnie trafiła jeszcze do siatki. Najpierw bramkę zdobyła Pina, której asystowała najlepsza na boisku Aitana Bonmatí, a tuż przed końcowym gwizdkiem manitę ustanowiła Vicky López. Był to czternasty kobiecy Klasyk w historii i czternasty zakończony ostatecznie wygraną Barcelony (piłkarkom Realu tylko raz udało się zremisować 1:1 w styczniowym Superpucharze, ale finalnie przegrały 1:3 po dogrywce, mimo że od 59. minuty grały w przewadze). Las Blancas poniosły też drugą ligową porażkę w tym sezonie, ale pozostały na drugim miejscu w tabeli. Z kompletem zwycięstw liderują oczywiście Katalonki, które już w listopadzie pewnym krokiem zmierzają po piąte mistrzostwo Hiszpanii z rzędu.
FC Barcelona – Real Madryt 5:0 (3:0)
1:0 Aitana Bonmatí 17'
2:0 Hansen 43'
3:0 Caldentey 45+1'
4:0 Pina 90+1'
5:0 Vicky López 90+4
FC Barcelona: Cata Coll; Lucy Bronze, Mapi León, Engen, Ona Batlle (87' Corrales); Guijarro (70' Torrejón), Walsh, Aitana Bonmatí; Hansen (87' Vicky López), Salma Paralluelo (70' Brugts), Caldentey (77' Pina).
Real Madryt: Misa; Oihane, Ivana, Kathellen, Olga; Tere Abelleira (46' Zornoza), Toletti; Raso (46' Feller), Linda Caicedo (87' Møller), Athenea (67' Svava); Bruun (46' Oroz).
Komentarze (48)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj się