Wcześniej jednak przez długie lata oba kluby łączyła bliska więź. Pojawiały się oczywiście pojedyncze zgrzyty, by wspomnieć o sytuacji z zimy 1971 roku. Królewscy zmagali się wówczas z plagą kontuzji wśród bramkarzy, a Nietoperze zaoferowali im swojego golkipera, José Manuela Pesudo. Real zgodził się przyjąć pomoc, jednak szybko odesłał weterana do domu, twierdząc, że wciąż zmaga się on z konsekwencjami dawnej kontuzji. Reakcja Los Blancos nie spodobała się Valencii, jednak nie wpłynęło to w znaczący sposób na wzajemne relacje.
Dość powiedzieć, że stadion Los Che wciąż pozostawał drugim domem Realu. Królewscy na Estadio Mestalla pod niedostępność Bernabéu rozegrali dwa mecze w europejskich pucharach, o czym niewielu dziś pamięta. Pierwsze z nich odbyło się we wrześniu 1976 roku, a rywalem Realu była Stal Mielec. Druga natomiast była potyczka z Porto w 1987 roku. W całej historii obu klubów można znaleźć wiele wątków świadczących o zażyłej przyjaźni oraz wielkie postacie związane zarówno z Królewskimi, jak i Nietoperzami. Wystarczy wspomnieć choćby o Alfredo di Stéfano, który w roli trenera poprowadził Valencię do mistrzostwa (1971), Pucharu Zdobywców Pucharów (1980) czy awansu w 1987 roku.
Szczególną datą jest również 23 czerwca 1989 roku. Real mierzył się u siebie z Valencią w ostatniej kolejce ligowych zmagań. Stawka spotkania byla już praktycznie zerowa. Ciekawostkę stanowi fakt, że mecz rozegrano w piątek, ponieważ nieopodal stadionu Królewskich miało dość do spotkania 12 przedstawicieli państw, które jakiś czas później miały formalnie wchodzić w pierwotny skład Unii Europejskiej. Hiszpania po raz pierwszy była gospodarzem podobnego szczytu. W jego trakcie dyskutowano przede wszystkim o sprawach finansowych oraz sankcjach na Chiny spowodowanych krwawym tłumieniem protestów na Placu Niebiańskiego Spokoju w Pekinie.
W piątkowy wieczór sędzia rozpoczął starcie Realu z Valencią, które mimo wszystko trudno nazwać kolejnym zwyczajnym meczem w historii konfrontacji obu zespołów. Powodów takiego stanu rzeczy było kilka. Po pierwsze był to ostatni mecz José Antonio Camacho w barwach Los Blancos. Legendarny obrońca występował w białej koszulce przez 16 sezonów, zagrał w 577 spotkaniach, zdobył 19 trofeów i strzelił 11 goli. Miały to być ostatnie minuty spędzone w roli zawodnika klubu swojego życia. Z Realem żegnał się jednak także Leo Beenhakker, ojciec złotej epoki Piątki Sępa. O losach Holendra przesądziła porażka 0:5 na San Siro z Milanem, której załagodzić nie było w stanie nawet zdobycie mistrzostwa i Pucharu Hiszpanii. Kilka tygodni wcześniej doszło zaś do nieprzyjemnego incydentu, gdy Míchel zszedł z boiska w starciu z Espanyolem, ponieważ miał już dosyć gwizdów pod swoim adresem.
Camacho wszedł na boisko na 17 minut przed końcem, a w przerwie gospodarze zdobyli się także na bardzo miły gest względem gości. Z głośników na Bernabéu puszczono bowiem najpierw hymn Valencii, a następnie regionalne melodie, w których rytm tańczyli przebrani w tradycyjne stroje tancerze. To zdecydowanie były czasy stojące pod znakiem braterskości. Po ostatnim gwizdku Camacho odebrał trofeum za mistrzostwo, swoje ostatnie w karierze.
Ostatnim smaczkiem tamtej potyczki było jeszcze zachowanie bramkarza Nietoperzy. Ochotorena, w przeszłości występujący również w Realu Madryt, mógł pozwolić sobie na wpuszczenie jednej bramki, by zgarnąć Trofeo Zamora. Míchel już w 8. minucie wpisał się na listę strzelców, a niedługo później golkiper Valencii poprosił o zmianę. W jego miejsce wszedł Sempere. Spotkanie zakończyło się wygraną 2:1 Realu Madryt.
Komentarze (5)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj się