W Valencii rozumieli, że Vinicius padł ofiarą rasizmu, dlatego szybko wydali oświadczenie, w którym potępili to, co wydarzyło się w trakcie majowego meczu. Problemem dla Nietoperzy jest wszystko, co wydarzyło się później i konsekwencje, jakie przynosi do dziś. Na początek były sprostowane już przez Ancelottiego słów, w których oskarżył cały stadion (45 tys. widzów) o krzyczenie „małpa” w stronę zawodnika. Włoch po trzech dniach się zreflektował: „Przepraszam, to nie był cały stadion, to była grupa osób”. Ale szkoda wizerunkowa Valencii została już wyrządzona. Podświetlenie statuy Chrystusa Zbawiciela w Rio de Janeiro zostało wyłączone, a nawet Lula Da Silva, prezydent Brazylii, skomentował sytuację, przyjmując wersję, jakoby skrzydłowy Realu Madryt został obrażony na tle rasowym przez cały stadion.
Valencia nie tylko zamknęła swoją trybunę w związku z bezprecedensową sankcją ze strony RFEF (od której nie przysługiwało jej prawo do odwołania), ale z powodów wizerunkowych straciła głównego sponsora, czyli firmę Cazoo. Brytyjska spółka od miesięcy próbowała zerwać współpracę z klubem, bo chciała zaprzestać inwestowania w Hiszpanii (rozwiązała porozumienie także z Realem Sociedad), a incydent z Brazylijczykiem był idealnym do tego pretekstem. Na tym się nie skończyło. Kolejna rzecz wydarzyła się w sądzie, kiedy Vinicius – który nie przyjął przeprosin – po raz kolejny zwrócił uwagę, że to całe Estadio Mestalla wyzywało go od „małpy”. Coś, czemu sam Ancelotti wcześniej zaprzeczał. Valencia po raz kolejny była zmuszona publicznie poprosić Brazylijczyka o sprostowanie zeznań.
I wreszcie ostatnia kontrowersja pojawiła się podczas poniedziałkowej gali Złotej Piłki, w trakcie której operator i producent transmisji zdecydowali się skupić na zdjęciu, na którym bardzo wyraźnie widać stadion Mestalla i koszulkę Valencii, płynnym przejściem nawiązując do rasistowskich obelg, jakie usłyszał tam gwiazdor Królewskich. Nietoperze wydali już oświadczenie w tej sprawie kilka godzin później, zapewniając o swoim wsparciu dla walki z rasizmem i jednocześnie prosząc o szacunek dla swojego klubu. Rysa na wizerunku Los Ches pozostaje naprawdę poważna.
Przesłanie płynące z samej Valencii jest dwojakie. Z jednej strony oczekuje się, że takie same standardy kar będą stosowane w przypadku rasizmu na innych stadionach. Z drugiej strony nikt nie będzie przymykał oczu na postawę Viniciusa na murawie i jego zachowanie będzie pod obserwacją klubu. W tym roku miał on już problemy z zachowaniem chłodnej głowy w Gironie, Barcelonie i Sewilli.
Media w Walencji są jeszcze ostrzejsze. Na początku października Superdeporte zaczęło nazywać zawodnika „Pinokiusem” i teraz na środowej okładce powróciło z tym samym atakiem: „Bardzo zmęczeni Pinokiusem” - show Viníciusa i jego kłamstwa dalej w niesprawiedliwy sposób szkodzą wizerunkowi Valencii i wszystkich jej kibiców, głosi dzisiejsza pierwsza strona lokalnej gazety.

Komentarze (21)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj się