Menu
marthen / realmadrid.com

Puchar ULEB: Rewanż udany

Real Madryt 84:61 Eiffel Towers

Wyłącz AdBlocka, żeby zobaczyć pełną treść artykułu.

Reklamy są jedyną formą, jaka pozwala nam utrzymywać portal, płacić za serwery czy wykorzystywanie zdjęć, by codziennie dostarczyć Ci sporą porcję informacji o Realu Madryt. Dlatego prosimy Cię o wyłączenie AdBlocka, jeśli w pełni chcesz cieszyć się możliwościami nowej strony i korzystać z naszej pracy. Gracias!

Real Madryt, zajmujący czwartą pozycję w grupie D, podejmował we wtorek zespół Eiffel Towers. Głównym celem było to, aby zrewanżować się holenderskiemu zespołowi za pierwsze spotkanie w tegorocznych rozgrywkach Pucharu ULEB, w którym to Real zaliczył pierwszą porażkę w sezonie. Założeniem na drugą część rozgrywek grupowych, czyli w skrócie - rewanże, jest wygranie możliwie jak największej ilości spotkań i wspięcie się na szczyt tabeli. Najlepszą drużyną, na początek takiej właśnie drogi, był właśnie zespół Eiffel Towers, który na koncie miał tylko jedną wygraną i same porażki.

Joan Plaza rozpoczął mecz z następującą piątką na parkiecie - Karem Tunceri, Marko Tomas, Charles Smith, Axel Hervelle i Venson Hamilton. Już po trzech minutach, piątka ta prowadziła 11:3, a nie do zatrzymania w strefie podkoszowej był Hervelle.

Koszykarze Eiffel Towers sprawiali wrażenie zagubionych, przez co nie potrafili oni odpowiedzieć na zagrożenie stwarzane przez Królewskich. Jedynie ich najlepszy zawodnik, Travis Young, zdobywał niespostrzeżenie punkty za całą drużynę. Real Madryt ani śmiał zwalniać - grali koncertowo nawet wtedy, gdy z boiska zniknęli Hervelle i Hamilton, zastąpieni przez Vardę i Sonsekę. Pierwsza kwarta zamknęła się na wyniku 25:13. Real imponował szybkim tempem i dokładnością w wykańczaniu akcji.

W drugiej partii, przyszła kolej Raula Lópeza i Louisa Bullocka, którzy pojawili się na parkiecie. Pierwszy podsycił atmosferę zarówno na boisku, jak i na trybunach, popisując się kilkoma świetnymi asystami. Amerykanin natomiast, z łatwością radził sobie z defensywą rywala. W dużej mierze dzięki tej dwójce, Real Madryt zakończył pierwszą połowę 17-punktowym prowadzeniem (43:26).

Po przerwie znów zobaczyliśmy Rogersa i Younga, którzy robili wszystko, co w ich mocy, aby nadrobić niekorzystną różnicę punktową, jednak ich rzuty z dystansu nie wystarczały na to, by zdominować parkiet, czego dokonał zespół gospodarzy. Blancos pod koniec trzeciej kwarty prowadzili już 60:42.

Mimo tego, iż Real miał już zwycięstwo w kieszeni, podopieczni Joana Plazy chcieli zdobyć jak najwięcej punktów, tracąc jak najmniej. Wszystko po to, aby posiadać jak najlepszy stosunek punktowy, który może okazać się bardzo istotną sprawą, jeśli Real będzie miał tyle samo punktów, ile inna drużyna. Póki co, Królewscy mają na koncie trzy porażki i trzy zwycięstwa, co daje im czwartą pozycję w grupie. Wspomniany stosunek punktowy wynosi +32.


84 - Real Madryt (25+18+17+24): Tunceri (7), Tomas (10), Smith (9), Hervelle (16), Hamilton (2) - Bullock (9), Varda (8), Reyes (2), Mumbrú (9), López (6), Hernández Sonseca (6).
61 - Eiffel Towers (13+13+16+19): Frederiks (2), Young (22), Jones (2), Rodgers (14), Nelson (2) - Weathers (3), Owens (9), Van der Kamp (-), Akerboom (-), Aarts (7), Vermeulen (-).

Komentarze

Wyłącz AdBlocka, żeby brać udział w dyskusji.

Reklamy są jedyną formą, jaka pozwala nam utrzymywać portal, płacić za serwery czy wykorzystywanie zdjęć, by codziennie dostarczyć Ci sporą porcję informacji o Realu Madryt. Dlatego prosimy Cię o wyłączenie AdBlocka, jeśli w pełni chcesz cieszyć się możliwościami nowej strony i korzystać z naszej pracy. Gracias!