Liga Mistrzów zawitała na Bernabéu, a piłkarz chwili powrócił, by dać kolejne zwycięstwo drużynie, która od pierwszego dnia wydaje się zdeterminowana, by buntować się przeciwko swoim ewidentnym ograniczeniom w ataku. Pomimo kompletu wygranych w tym nienagannym starcie, o ile Bellingham błyszczy, o tyle reszta ofensywy mu nie dorównuje: 11 goli w sześciu meczach (średnio nawet nie dwa na mecz, gdy w zeszłym roku było ich w tym momencie 18) i cztery ostatnie zwycięstwa osiągnięte różnicą jednej bramki. Sprawdzona skuteczność. Real Madryt wygrywa, ale się męczy. Nie ma się czemu dziwić.
W każdym razie jest to wyczyn, który ma podwójną wartość, biorąc pod uwagę fakt, że Vinícius, lider ofensywy, opuścił trzy ostatnie spotkania. A przede wszystkim dlatego, że atakujący namaszczony do wzięcia na siebie odpowiedzialności za strzelanie goli pod nieobecność Viníego zaciął się. Od czasu jego trafienia w pierwszej kolejce na San Mamés Rodrygo nie zdobył ani jednej bramki. Jeden gol podczas 509 minut spędzonych na murawie: to nie są liczby godne napastnika Realu Madryt. Zawsze wnosi swój wkład w grę, a zarówno jego jakość, jak i zaangażowanie nie budzą żadnych wątpliwości, ale w tym sezonie to, czego potrzebuje od niego zespół, to nic innego jak gole i jeszcze więcej goli. W kadrze jest wielu zawodników, którzy mogą kreować grę i tworzyć okazje.
On to wie i dlatego jest zamaskowany, ogarnięty obsesją. Niektórzy twierdzą, że cierpi z powodu zmiany systemu, ale myślę, że bardziej wpływa to na Viníciusa. Sprawia to wrażenie, że Rodrygo musi popisać się genialnym zagraniem, żeby móc zdobyć bramkę, a ta jego trudność kontrastuje z Bellinghamem, który pomimo tego, że nie jest urodzonym atakującym, przypomina Raúla ze względu na swój instynkt, który zawsze podpowiada mu, jak znaleźć się w dogodnej pozycji pozwalającej mu zebrać każdą piłkę. Dobre jest to, że Rodrygo dysponuje odpowiednią osobowością, by poradzić sobie z presją związaną z odpowiedzialnością za strzelanie goli. Udowodnił to wczoraj, nie ukrywając się i przyznając dziennikarzom, że „to mnie kosztuje. Brakuje mi trochę szczęścia, ponieważ tworzymy wiele sytuacji. Wcześniej nie miałem ich tak dużo i strzelałem więcej, teraz jest na odwrót. Mimo to jestem spokojny jak zawsze, bo wiem, że bramki nadejdą. To kwestia czasu”.
Komentarze (31)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj się