Take Kubo dziś po raz drugi odwiedzi Estadio Santiago Bernabéu jako zawodnik Realu Sociedad. Mijają dwa lata od odejścia pomocnika z Realu Madryt za sześć milionów euro, co obecnie wydaje się absurdalną kwotą. To dlatego, że Japończyk po trafieniu do kraju Basków rozkwitł na dobre, strzela asystuje, a po zakończeniu kariery przez Davida Silvę, stał się liderem swojej drużyny.
Kubo po raz pierwszy jako gracz Sociedad przyjechał do Madrytu 29 stycznia 2023 roku. Miał wtedy na koncie trzy gole i był w cieniu Davida Silvy, Braisa Méndeza i Alexandra Sørlotha, którzy odpowiadali za ofensywne liczby La Realu. Japończyk zaliczył dyskretny występ, być może jeden z najsłabszych, jakie kiedykolwiek zanotował w drużynie Txuri-Urdin. Od tamtego czasu strzelił jednak sześć goli w dziewiętnastu kolejnych meczach, a w czterech kolejkach tego sezonu zanotował kolejne trzy trafienia. Oprócz tego brał udział w wielu bardziej niebezpiecznych akcjach, stając się gwiazdą Realu.
Sociedad upiera się, mówiąc o powrocie Japończyka do Madrytu, że Królewscy nie mają żadnej opcji odkupu i prawdopodobnie będą musieli wpłacić klauzulę w wysokości 60 milionów euro lub ewentualnie negocjować. W umowie jest jednak zapis o tym, że Los Blancos otrzymają niecałe 50% z kolejnego transferu Japończyka, więc jeśli zdecydowaliby się zapłacić wspomniane 60 milionów, to w rzeczywistości tylko 33 miliony powędrowałyby do baskijskiego zespołu, a 27 milionów wróciło na konto stołecznej ekipy.
Komentarze (19)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj się