Real Madryt przegrał tę ligę już dawno temu, ale wygląda na to, że drużyna jest zdeterminowana, by od teraz do końca sezonu tracić swój prestiż w zatrważającym tempie. Do końca pozostaje pięć spotkań, które, biorąc pod uwagę formę poszczególnych piłkarzy, będą bardzo długie. W zasadzie mowa tutaj praktycznie o wszystkich, bo na Anoeta uratowali się tylko Courtois, Nacho i Rodrygo. Reszta, zgodnie z oczekiwaniami, pokazała niewiele lub nic. I kolejny już raz negatywnie wyróżnił się Éder Militão, na którego debata o tym, czy to on czy Araujo jest najlepszym środkowym obrońcą na świecie, wpłynęła źle, bardzo źle.
Brazylijczyk znów popełnił błąd, który kosztował jego zespół pierwszą bramkę, a to już drugi taki przypadek w ciągu tygodnia. Na szczęście Éder wciąż jest młody, ale musi się jeszcze wiele nauczyć. Musi nauczyć się między innymi tego, że w takim klubie jak Real Madryt wychodzenie bez motywacji i odpowiedniej koncentracji jest niewybaczalne, nawet w meczach o małą stawkę czy spotkaniach towarzyskich. Widząc jego rozkojarzenie w ostatnich tygodniach aż chce się pomyśleć, że jego nieobecność podczas pierwszego meczu z City na Bernabéu, gdzie musiałby zatrzymać Haalanda, nie jest wcale taką złą rzeczą. Ta myśl jednak szybko znika, gdy zdajesz sobie sprawę, że Rüdiger nie prezentuje się o wiele lepiej.
Cała ta ligowa historia już dawno przestała interesować Real Madryt. Real Sociedad potrzebował zwycięstwa, aby praktycznie zapewnić sobie awans do następnej edycji Ligi Mistrzów. Pulido Santana zademonstrował z kolei manię hiszpańskich sędziów do odsyłania piłkarzy do szatni wraz z drugą żółtą kartką dla Carvajala po zagraniu, które nie było nawet faulem. Z tego meczu zapamiętamy w sumie niewiele więcej niż recital Silvy i potwierdzenie, że przenosiny Kubo na Estadio Anoeta były trafioną decyzją.
Tymczasem Barcelona ogłosiła w swoim oficjalnym oświadczeniu zaskakujące odejście swojego dyrektora ds. futbolu z dniem 30 czerwca. A może odejście to nie jest wcale tak zaskakujące, bo Mateo Alemany to czwarty dyrektor wykonawczy z ważnym kontraktem, który opuścił Laportę w ciągu niespełna dwóch lat. Przed nim odeszli Ferrán Reverter (dyrektor generalny Barcelony), Jaume Giró (niedoszły wiceprezydent ds. finansowych) i Jordi Llauradó (członek zarządu odpowiedzialny za Espai Barça). To, że Alemany woli odejść do Aston Villi, siódmej drużyny w Premier League, zamiast zostać w Barcelonie będącej o krok od wygrania La Ligi, jest potwierdzeniem chaosu, w jakim Laporta pogrążył instytucję. Instytucję, która powoli tonie i zmierza prosto w kierunku stania się spółką akcyjną.
Komentarze (24)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj się