Nie niesie ze sobą takiego prestiżu jak Mbappé czy Haaland, ale na ten moment osiągnął coś, co nie udało się ani Francuzowi, ani Norwegowi. Mianowicie – podpisał kontrakt z Realem Madryt. Jego przenosiny przeszły nieco niezauważone, ale prawda jest taka, że wszystko wskazuje na to, że Królewscy zagwarantowali sobie lewego obrońcę na dekadę, co ciekawe – ukształtowanego i wychowanego w Valdebebas.
Fran García już w styczniu stał się pierwszym transferem Realu Madryt na następny sezon. Jego przeszłość w stolicy Hiszpanii sprawiająca, że jest postacią znaną klubowi i przybycie z pobliskiego Rayo Vallecano wydają się umniejszać znaczeniu powrotu lewego defensora do domu. Domu, do którego trafił w wieku 13 lat z drużyny Bolaños de Calatrava, miasta położonego w prowincji Ciudad Real, i w którym wypielęgnował ducha samodoskonalenia. To właśnie on pozwolił mu na powrót do Realu Madryt po trzech sezonach spędzonych na Campo de Fútbol de Vallecas. Z Rayo identyfikował się od pierwszej minuty spędzonej w klubie ze względu na waleczny charakter lokalnej społeczności, czyli coś, co definiuje także i jego podejście do futbolu.
Mamy do czynienia z bocznym obrońcą w starym stylu, jednym z tych, którzy biegają i biegają bez przerwy, z imponującą fizycznością od pierwszej do dziewięćdziesiątej minuty oraz z szybkością umożliwiającą mu pozostawianie swoich przeciwników w tyle zarówno w fazie ataku, jak i wtedy, gdy trzeba się wrócić do obrony. Jako młody piłkarz mierzył jak najwyżej, ale kolejne kontuzje barku (jedną z nich odniósł w barwach reprezentacji Hiszpanii do lat 19) i jeden uraz kolana postawiły jego przyszłość pod znakiem zapytania po dwóch poważnych wizytach na sali operacyjnej. W najbardziej krytycznych okolicznościach poznał chirurga Carlosa Gavína, który odegrał kluczową rolę w przezwyciężeniu ciągłych problemów zawodnika z obojczykiem, które doprowadziły go nawet do myśli, że wszystko skończone.
Przemiana fizyczna
Pożegnanie z powracającymi problemami wiązało się z wieloma godzinami ciężkiej pracy i poświęcenia, żeby w końcu uporać się z czymś tak skomplikowanym, jak wyskakujące co jakiś czas ramię. Nastąpiła całkowita przemiana fizyczna. Kontuzje zmusiły go do utraty znacznej części kariery młodzieżowej, ale wyszedł z nich silniejszy psychicznie i fakty są takie, że tamten Fran García z wątpliwościami ustąpił miejsca piłkarzowi totalnemu, który nie boi się niczego i nikogo, co z powodzeniem pokazuje od chwili swojego debiutu w Primera División w sierpniu 2021 roku.
Latem 2020 roku na jego drodze pojawiło się Rayo Vallecano. Zaoferowali mu przejście do seniorskiego zespołu z Castilli i możliwość zbierania minut na poziomie Segunda División. Od tamtej pory przegapił zaledwie dziewięć meczów, co oznacza, że wróci do Madrytu z 41 występami w drugiej lidze i 70 w najwyższej klasie rozgrywkowej. W bieżącej kampanii zagrał w każdym spotkaniu, zdobył dwie bramki (z Atlético i Barceloną) i otrzymał tylko jedną żółtą kartkę. Ekipa z Vallecas była i jest wyjątkowa dla Frana. Podobnie jak Real Madryt. Klub, który zawsze miał w swojej głowie. Chciał wrócić i spełnić marzenie, które było w nim żywe odkąd opuścił rodzinne miasto w wieku 13 lat. Nigdy nie porzucił tego marzenia. Zawsze walczył o to, by ten sen stał się rzeczywistością.
Ostatniej zimy jasno dał do zrozumienia, czym są dla niego zaangażowanie i lojalność. W styczniu zgłosił się po niego Bayer Leverkusen, który położył na stole konkretną ofertę i zgłosił gotowość do wpłacenia klauzuli odstępnego, żeby sprowadzić go do Bundesligi. W tamtym momencie zaakceptowanie tej propozycji byłoby ogromnym ciosem dla Rayo, a jednocześnie sam zainteresowany widział, że opcja gry w Realu Madryt, klubie, który wciąż miał wiążące opcje w sprawie jego przyszłości, oddaliła się.
Rady od Roberto Carlosa
Ruch ze strony Niemców postawił w stan gotowości dyrektorów Los Blancos, którzy nie zawahali się odkupić 23-latka za 5 milionów euro. Problemy fizyczne Ferlanda Mendy’ego sprawiły, że wielu myślało, że Fran García natychmiast dołączy do pierwszej drużyny Realu Madryt. Stanowisko obrońcy było jednak klarowne. Ustalił z Ginésem Carvajalem, swoim agentem, że chce zostać w Rayo do końca trwającego sezonu. García zimą mógł dołączyć do Bayeru Leverkusen albo nawet, idąc jeszcze dalej, do Realu Madryt. Nie był to jednak właściwy moment. Ten nadejdzie już 1 lipca.
Fran jest bardzo zżyty ze swoją rodziną, jego dziadkowie są stałymi bywalcami trybun na Estadio de Vallecas. Nie stracił również kontraktu z kolegami z madryckiej cantery. Od momentu dołączenia do drużyny w 2020 roku doskonale zintegrował się z Rayo. Przybył do zespołu jako solidny zmiennik i w ciągu trzech sezonów nie ustąpił miejsca więcej niż dziesięć razy.
Jak prawie wszyscy boczni obrońcy, Fran García zaczynał jako skrzydłowy. Marcelo i Roberto Carlos byli największymi wzorami, które podziwiały miliony. Ale to były gracz Interu wywarł na niego największy wpływ i dał mu najwięcej rad, kiedy obaj zetknęli się ze sobą w trakcie codziennej pracy w Valdebebas.
Komentarze (8)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj się