Klubowe Mistrzostwa Świata będą bardzo ważnym turniejem dla Davida Alaby. Austriak w meczu z Mallorcą wrócił do gry po miesięcznej przerwie spowodowanej problemami mięśniowymi w łydce. Ostatni raz wybiegł na murawę w pierwszym składzie 7 stycznia w przegranym spotkaniu ligowym z Villarrealem, w którym to właśnie doznał wspomnianej kontuzji. W konsekwencji przegapił aż siedem gier: z Valencią, Barceloną, Villarrealem, Athletikiem, Atlético, Realem Sociedad i ponownie z Valencią. Na San Moix rozegrał 19 minut i choć nadal nie jest gotowy w stu procentach, a także nie ma pewności, że dziś przeciwko Al-Ahly znajdzie się w wyjściowej jedenastce, to sama jego obecność w kadrze jest ulgą dla Realu Madryt.
Dla Carlo Ancelottiego i jego sztabu to długo wyczekiwany powrót. Alaba ma ściśle określoną rolę w drużynie, zarówno pod względem sportowym, jak i psychologicznym. Na boisku były piłkarz Bayernu jest najlepszą bronią, jaką dysponują Los Blancos, jeśli chodzi o wyprowadzenie piłki od tyłu dobrymi, przeszywającymi podaniami oraz długimi zagraniami w przypadkach zakładania pressingu przez rywala. Zespoły, które wysoko naciskają, sprawiają, że Real cierpi bardziej niż powinien, a doświadczony Austriak jest na to świetnym antidotum. Dodatkowo bardzo dobrze ustawia się w kluczowych sytuacjach, potrafi korygować pozycję i znakomicie czyta grę.
Z punktu widzenia przywództwa, Alaba od swojego przybycia do Madrytu w zeszłym sezonie wziął na swoje barki istotną funkcję. Nie ciążyło mu noszenie na plecach „czwórki” pozostawionej przez Sergio Ramosa i dowodził linią defensywy z pomocą Édera Militão, któremu pomagał w rozwoju swoimi radami. Jest jednym z tych, którzy nigdy nie przestają mówić na boisku, przemieszczać się i dawać instrukcje, a dodatkowo nie boi się prosić o piłkę, kiedy drużyna jej potrzebuje.
Jeden z najchętniej posyłanych w bój przez Carletto
Jego niebagatelne znaczenie nie ulega wątpliwości, a liczby tylko to potwierdzają. Mimo jego ostatniego urazu, ma prawie tyle samo rozegranych minut (1825) co Militão (2026) i Antonio Rüdiger (2005). Przed kontuzją był drugim najczęściej wykorzystywanym zawodnikiem z pola i ustępował pod tym względem jedynie Viníciusowi. W każdym meczu wychodził w pierwszym składzie, z wyjątkiem jednego w La Lidze (z Almeríą) i dwóch w Lidze Mistrzów (z Szachtarem i Lipskiem). Bilans Królewskich z 30-latkiem w jedenastce w bieżącym sezonie to 15 zwycięstw, dwa remisy i dwie porażki.
Chociaż jego występy na początku trwających rozgrywek nie były tak dobre, jak w ubiegłej kampanii, to w żadnym momencie nie stracił miejsca na rzecz Rüdigera, sprowadzonego minionego lata, który trafił do klubu, by walczyć o miejsce w podstawowym składzie. Rozważana była możliwość wystawiania ich obu jednocześnie poprzez przesunięcie Alaby na lewą obronę, ale Austriak utrzymuje, że nadal chce grać jako stoper i nie interesuje go przenoszenie się do boku.
Nikt nie będzie ryzykował jego zdrowiem, mając na uwadze, że przed drużyną długa passa spotkań do końca marca, w trakcie której czekają ją pojedynki z Liverpoolem, Atlético i Barceloną. Solidność, którą zawsze gwarantuje Nacho, i szybka adaptacja Eduardo Camavingi na pozycji lewego defensora utwierdzają w przekonaniu, by nie przyspieszać jego powrotu. Ale to, czego Alaba mimo wszystko nie stracił, to status ważnego gracza w planach Ancelottiego.
Komentarze (2)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj się