O skargach Atlético na sędziowanie pod Real Madryt więcej można przeczytać w tym artykule.
Wśród dyrektorów Realu Madryt panuje całkowita i absolutna obojętność wobec słów Gila Marína, w których współwłaściciel Atlético Madryt zakwestionował sens rozgrywek, wyraźnie wskazując palcem na sędziów i Królewskich. Najpierw Diego Simeone rzucił słowami w ferworze chwili, a Gil Marín nadał im formę kilka godzin później. To typowa strategia odwrócenia uwagi, informuje MARCA.
Real Madryt nie zamierza wchodzić w takie gierki. Dalej będzie szedł swoją drogą i dalej będzie uważał Atlético za tylko kolejnego rywala, jednego więcej i jednego z niewielu, z którymi stosunki są zimne i odległe. Strategia Los Blancos nie polega na szukaniu usprawiedliwień (co wyraźnie robił Gil Marín w miarę upływu sezonu), a tym bardziej na pójściu z kimkolwiek na wojnę, na co się nie zanosi.
Oczywiście, wszystko zostało zapisane. Nic nie jest zapomniane, ale nie ma i nie będzie żadnej reakcji. Nie ma tu przyczyny i skutku. Każdy dalej będzie żył na własną rękę. Przynajmniej tak myślą w Valdebebas. Relacje poza protokołem wpadały do kompletnej próżni od zeszłego sezonu i tak będzie dalej.
To, co zwróciło uwagę, to słowa Gila Marína, który mówi o nadmiernym obciążeniu mediów ochroną zawodnika (Viníciusa, choć o nim nie wspomina), o wszystkim, co wydarzyło się w dniu meczu, w tym o smutnej kukle. Uważają, że nie wszystko jest ważne, by usprawiedliwić kiepski sezon, a tym bardziej, gdy w grę wchodzi tak poważna sprawa.
Komentarze (5)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj się