Real Madryt w dalszym ciągu nie potrafi odnaleźć solidności w defensywie, która przepadła wraz ze startem rozgrywek. Ostatnie mecze z Realem Valladolid i Cacereño, w których Królewscy po raz pierwszy w tym sezonie zanotowali dwa spotkania z rzędu z czystym kontem, okazały się tylko wyjątkiem od reguły. Wyjazdowe starcie z Villarrealem ponownie przypomniało bowiem, że obrona w ekipie Carlo Ancelottiego jest dziurawa.
Drużyna ze stolicy Hiszpanii w obecnym sezonie straciła już 22 bramki na przestrzeni 24 oficjalnych meczów. Czyste konto udało się zachować w tylko siedmiu spotkaniach, co stanowi zaledwie 29,2% całości. Thibaut Courtois ani jednej bramki nie puścił w meczach z Eintrachtem w Superpucharze Europy, Celtikiem w Glasgow, Lipskiem na Bernabéu i tydzień temu z Realem Valladolid (pierwsze ligowe spotkanie Belga na zero w tym sezonie). Andrij Łunin z kolei czyste konto zachowywał z Getafe, Elche i Cacereño.
Liczby te są szczególnie niepokojące w samej La Lidze. Na ten moment Los Blancos tracą średnio jedną bramkę na mecz – 16 straconych goli po 16 kolejkach. Czyste konto udało się zachować w tylko trzech meczach (18,75%) – pod tym względem jest to najgorszy wynik od sezonu 2008/09, w którym po pierwszych 16 kolejkach Real Madryt miał na koncie 26 straconych bramek. Ogólnie pod względem straconych bramek na tym etapie rozgrywek ligowych gorzej było jeszcze w sezonach 2013/14 i 2018/19 (po 19), ale wówczas drużynie czyste konto udało się zachować odpowiednio w czterech i siedmiu meczach.
Podopieczni Ancelottiego są obecnie na ósmym miejscu w klasyfikacji drużyn z najmniejszą liczbą straconych bramek w La Lidze, a jeśli chodzi o liczbę czystych kont, to przed nimi jest aż trzynaście innych zespołów. Problemy obronne doprowadzają do tego, że aby w ogóle myśleć o wygranej, Królewscy muszą zdobyć co najmniej dwie bramki – w czterech przypadkach kończyło się tylko na jednej i przełożyło się to na dwie porażki, jeden remis i jedno zwycięstwo.
Komentarze (71)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj się