Piłkarze Borussii i Palmeiras nie są jedynymi, których Królewscy mają na oku. Działacze mają też obmyślone alternatywne rozwiązania, ponieważ są świadomi, że Belligham i Endrick są kuszeni także przez innych. Tak więc w stolicy Hiszpanii panuje pewien niepokój w ich sprawie, ale na pewno nikt nie zamierza przez to wykonywać ryzykownych ruchów. W podobnych sytuacjach to Królewscy od kilku lat wyznaczają finansowe granice i nie biorą udziału w absolutnie żadnych licytacjach. Odpowiedni grunt pod transfery przygotowywany jest ze znacznym wyprzedzeniem. Fundamentalne znaczenie ma zaś wola samych piłkarzy. Bez tego rywalizacja na rynku z niektórymi klubami byłaby niemożliwa.
Zarówno w przypadku Bellinghama, jak i Endricka wydaje się, że ich chęć występów w białej koszulce jest pewna. Nadszedł jednak moment, w którym na horyzoncie zaczęli pojawiać się też inni. Anglik między wierszami sugerował, że chciały grywać na Bernabéu w roli gospodarza, a dowodem jego woli może być odmowa przedłużenia kontraktu z Borussią. Sprawę komplikuje jednak nagłe pojawienie się Liverpoolu z wielomilionową ofertą. Dochodzi więc do sytuacji, w której trzeba wybierać: albo marzenia, albo większe pieniądze. Nie ma innego wyjścia. Dla włodarzy jasnym pozostaje, że zaangażowanie i chęć gry dla Realu Madryt jest podstawą ostatnich sukcesów. Czynniki te nie mogą budzić żadnych wątpliwości w momencie dokonywania transferu.
150 milionów euro, na jakie Borussia wycenia Bellinghama to dla Realu Madryt zdecydowanie zbyt wysoka kwota. Królewscy z pewnością nie wyłożą na niego tyle pieniędzy, nawet jeśli argumenty sportowe 19-latka są zdecydowanie po jego stronie. Wątpliwości nie budziła rok temu również jakość Tchouaméniego, za którego zapłacono 80 milionów. Wydanie niemal dwa razy więcej na Bellinghama nie wchodzi jednak w grę. Aurélien chciał po prostu grać dla Realu Madryt i dlatego też odrzucił większe pieniądze proponowane mu w innych miejscach.
Jeśli chodzi o Endricka, klub pracuje nad jego sprowadzeniem od roku. Działacze udali się do São Paulo już po raz trzeci w ciągu czterech miesięcy. Fundament pod transfer jest już solidny, ale mimo wszystko piłka znajduje się po stronie Palmeiras. A Brazylijczycy za młodziutkiego napastnika chcą 60 milionów euro zawartych w klauzuli. Real i tutaj bazować chce na woli samego piłkarza, by dzięki niej obniżyć kwotę odstępnego. I w tym przypadku wchodzenie w licytacje nie jest brane pod uwagę.
Komentarze (71)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj się