– Kiedy klub się tobą interesuje, to zazwyczaj trener mówi ci: „Słuchaj, chcielibyśmy cię tutaj”. Ale spotkałem się z Gordonem Strachanem, trenerem Celticu, w Londynie i Gordon powiedział mi: „Nie martwię się zbytnio tym, czy podpiszesz z nami kontrakt, czy nie. Poradzimy sobie bez ciebie”. I powiedziałem do siebie: „Pie***lić go, podpisuję”. Myślę, że to był jeden z powodów, dla których do nich poszedłem – by pokazać Gordonowi, że się myli.
– Butragueño powiedział: „Słuchaj Roy, będziemy szczęśliwi, jeśli do nas dołączysz”. Zarząd klubu musiał tylko zaakceptować umowę, to była standardowa procedura.
– Z biegiem lat sądzę, że powinienem był bardziej docenić ofertę Realu Madryt. To było dla mnie najbardziej atrakcyjne wyzwanie, jednak przyjąłem negatywne podejście. To mogłoby być świetne dla moich dzieci. Pogoda i trening mogłyby mi dać nowe życie, kolejne dwa lata gry. Może nauczyłbym się nowych technik rozciągania. Ale zamiast tego, jak zwykle, zastanawiałem się, co może pójść nie tak. „Retrospekcja” to ch***we słowo. Wtedy wydawało mi się, że to była dobra decyzja. Nie chciałem przeprowadzać się do Hiszpanii. Do podjęcia decyzji skłonił mnie przede wszystkim strach, strach przed nieznanym. I stawiałem przed sobą kolejne wymówki: rodzina, język, edukacja dzieci.
Komentarze (31)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj się