Carlo Ancelotti na Stamford Bridge zdecydował się wyciągnąć naszyjnik z czosnku w postaci Fede Valverde. Szkoleniowiec zdecydował się zmienić ustawienie i wzmocnić środek pola właśnie 23-latkiem. Drużyna otrzymała tak długo wyczekiwany zastrzyk energii, który na własnej skórze odczuł zwłaszcza osaczony Jorginho. Zabieg trenera pozwolił też Kroosowi i Modriciowi pełnić funkcję inżynierów, a nie robotników.
Występ Valverde udowodnił, że mówimy już nie o zawodniku w fazie rozwoju jako takiego, lecz również o dorosłym i dojrzałym graczu. Dziś nie jest już Pajarito (z hiszpańskiego ptaszek – przyp.red), lecz Halcón (sokół). Wydolność Fede mogła po raz kolejny zadziwić. Nieustannie było widać, jak przemieszcza się od jednego pola karnego do drugiego. W jednej z sytuacji tak zaangażował się w starcie biegowe z Azpilicuetą, że kontuzji kolana po przypadkowym zderzeniu mógł nabawić się sam Ancelotti. W piłkarskim słowniku Urugwajczyka nie ma miejsca na pojęcie bezpańskiej piłki. On po prostu musi być przy niej pierwszy.
Eksperci Movistar+ przyjrzeli się nieco dokładniej roli, jaką Valverde odgrywał w taktyce Carletto w Londynie. W suchym schemacie Fede ustawiony był w zasadzie niemal jako piąty obrońca. Jego ciągłe rajdy prawą stroną oraz nieustanne próby przechytrzenia Kanté pokazały, że w praktyce Federico miał o wiele więcej zadań. Tuchel postawił przed nim nie lada wyzwanie, któremu jednak gracz Królewskich sprostał w najlepszy możliwy sposób. Carlo Ancelotti po ostatnim gwizdku przyznał, że zależało mu na tym, by zespół był odważny i pokazał osobowość. Uosobieniem tego założenia była zaś postawa właśnie Valverde.
Komentarze (26)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj się