Aż trudno uwierzyć, że Balearczyk dobił już do takiego wieku. Wydaje się przecież, że jeszcze całkiem niedawno braliśmy go za grosze z Mallorki jako młodego i perspektywicznego zawodnika, który w Realu Madryt ma stanowić głównie o przyszłości. W zasadzie do dziś w jakiś dziwny sposób cały czas można ulec złudzeniu, że Asensio ma jeszcze dużo czasu na dalszy rozwój i pokazanie pełni potencjału. Że to wciąż młody chłopak, w przypadku którego najlepsze dopiero przed nim.
Fakty są jednak takie, że Marco to już piłkarz dojrzały i po przejściach. 26 lat to dla kogoś występującego na pozycji skrzydłowego wiek, w którym jego gwiazda powinna błyszczeć najjaśniejszym blaskiem, przynajmniej w teorii. Sprawa Asensio jest bowiem rzecz jasna o wiele bardziej złożona. Z jednej strony trudno nie patrzeć na niego przez pryzmat koszmarnej kontuzji. Powrót do gry po niemal rocznej przerwie na pewno wymaga bardzo ciężkiej pracy zarówno fizycznej, jak i mentalnej. Z drugiej strony jednak nawet jeszcze przed kontuzją Balearczyk był w wyjątkowo mizernej formie.
Dziś Hiszpan po praktycznie dwóch straconych latach wydaje się wreszcie wracać do siebie. Nawet jeśli cały czas trudno mówić tu o zawodniku, który swego czasu – rzecz jasna nieco na wyrost – był wskazywany jako przyszły zwycięzca Złotej Piłki, to jednak w końcu nieco odżył. Być może cały czas nie można mówić o nim jako o graczu wyjściowego składu, ale mimo to jego rola w kadrze Carlo Ancelottiego jest całkiem znacząca. Parasol ochornny już dawno został zamknięty. Czas wymagać konkretnych rzeczu tu i teraz, a Marco w tym sezonie może nie zalicza wejścia z futryną, ale na pewno też nie zawodzi.
Asensio być może pada poniekąd ofiarą tego, jakie miał wejście do zespołu. Wspaniałe gole po atomowych uderzeniach z Sevillą, Barceloną czy Valencią pozostają w pamięci do dziś. Każdy rozsądny kibic wie, że tego typu bramek nie da się zdobywać we wszystkich meczach. Tak czy inaczej, wypada spojrzeć też na to pod nieco innym kątem – skoro Marco piękne trafienia i błyski zaliczał kiedyś na zasadzie pewnej powtarzalności, to oznacza, że chyba umie to robić. A już na pewno ma po prostu strzelecki zmysł. Siedem goli na tym etapie sezonu na pewno nie przynosi mu wstydu.
Drogi Marco, życzymy ci więc w dniu urodzin, byś na dobre osiągnął optymalną dyspozycję i dzielnie wspierał Karima i Viniego. Strzelaj, asystuj, czaruj. Czas bowiem leci, a my mimo zwyżki formy w tym sezonie i tak wiemy, że stać cię na o wiele, wiele więcej.
¡Feliz cumpleaños, Marco!
Komentarze (11)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj się