W najlepszych momentach swojej kariery nie miał konkurencji na swojej pozycji. Asysta w najlepszym finale Ligi Mistrzów ostatnich lat? Proszę bardzo. Gol tuż przed dogrywką w starciu o Superpuchar Europy po wspaniałym indywidualnym rajdzie? Oczywiście.
Cztery Puchary Europy, cztery wygranych w Klubowych Mistrzostwach Świata, trzy Superpuchary Europy, dwa mistrzostwa Hiszpanii, dwa Superpuchary Hiszpanii i Puchar Króla. Dani Carvajal dołączył do pierwszego zespołu już 8,5 roku temu, a liczba jego trofeów jest z pewnością spełnieniem marzeń. I marzeniem każdego, kto dziś marzy o karierze w Realu Madryt.
Dani Carvajal to też symbol madryckiej cantery, która potrafiła – jak to się brzydko mówi – wyprodukować sobie doskonałego zawodnika, który w teorii powinien na lata zablokować konkurencję na swojej pozycji. I tak też często bywało. Gdy tylko urodzony w Leganés zawodnik jest zdrowy i gotowy na 100 procent, gra. Tak było u każdego trenera Realu. Stawiali na niego Zinédine Zidane, Carlo Ancelotti, Santiago Solari, Rafa Benítez i Julen Lopetegui.
A jednak przy jego nazwisku w ostatnich latach bardzo często pojawia się „ale” lub „jeżeli”. Dani to bowiem też przykład ogromnego pecha. Dwukrotnie podczas finałów Ligi Mistrzów schodził z boiska z kontuzją i łzami w oczach. Mimo że absolutnie nie ma powodów, by czuł się piłkarzem niespełnionym, na pewno ma niedosyt reprezentacyjny.
Na przeszkodzie niestety zazwyczaj staje zdrowie, a właściwie – jego brak. Urazy męczą Carvajala, a on zawsze wraca i nie odstawia nogi. Nic więc dziwnego, że wielu kibiców w pewnym okresie widziało w nim przyszłego kapitana Realu Madryt. Z pewnością pozwala mu na to jego historia, jego mentalność i jego madridismo. Z okazji trzydziestych urodzin życzymy, by pozwalało też na to zdrowie. I niech już lada moment cieszy się z zespołem z kolejnego trofeum. Niech oni i on sam zrobią sobie właśnie taki prezent.
¡Feliz cumpleaños, Dani!
Komentarze (34)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj się