– O tym, że zdobyłem Złotą Piłkę dowiedziałem się w szatni Stadionu Olimpijskiego przed meczem z Romą. Phil Thompson zawołał mnie na zewnątrz. Trener Gerard Houllier był wówczas chory, ale był przy telefonie. Powiedział mi: „To wielka tajemnica, ale chciałem dać ci kopa przed meczem – wygrałeś Złotą Piłkę”. Byłem wstrząśnięty, ale szczerze mówiąc nie do końca wiedziałem, co to oznacza. W Anglii ta nagroda nie była aż tak bardzo znacząca. Nawet gdy prezentowałem Złotą Piłkę na Anfield, to miałem podejście w stylu: „Zabierajcie już to z boiska, zaraz zacznie się mecz!”.
– Dopiero po transferze do Realu Madryt uzmysłowiłem sobie, czym tak naprawdę jest ta nagroda. Wszyscy powtarzali: „Ściągnęliśmy zdobywcę Złotej Piłki!”. Myślałem sobie wówczas: „Boże, nikt mi w to nie uwierzy, gdy wrócę do domu”. Teraz patrzę na to wyróżnienie z wielką dumą.
– Gdybym nie odszedł do Realu Madryt w 2004 roku, to w wieku 27 lat sami by mnie wykopali z Liverpoolu. Fernando Torres był w tamtym czasie dużo lepszy ode mnie. Liverpool widział przynajmniej moją najlepszą wersję. To byłoby smutne, gdyby musiało się skończyć na gwizdach i odejściu do innego klubu. Godzi w moją dumę fakt, że wiele osób pamięta mnie tylko z tego czasu, gdy miałem około 25 lat. Miałem na plecach „Owen”, ale nie byłem „Michaelem Owenem”. Miałem mentalność jednego z najlepszych piłkarzy na świecie, ale moje ciało mnie zawodziło. To były tortury.
– Moim zdaniem w wieku od 10 do 17 lat nie było na świecie tak dobrego piłkarza, jakim wówczas byłem. W wieku 18 lat zdobywałem bramki na Mistrzostwach Świata, w wieku 21 lat zdobyłem Złotą Piłkę. Ale szczerze mówiąc lepszy byłem w wieku 19 lat. To wtedy doznałem strasznej kontuzji, która wszystko zastopowała. Wolałbym złamać nogę niż zerwać ścięgno, gdyż w tamtym czasie w takich sytuacjach nie decydowano się na operację, tylko trzeba było czekać aż wszystko samo się zrośnie. To prześladowało mnie przez kolejne lata mojej kariery.
– Nigdy nie onieśmielała mnie gra z takimi zawodnikami jak Zidane. Ale przy okazji meczu z Barceloną [Real Madryt wygrał 4:2, a jedną z bramek zdobył Michael Owen – przyp. red.] to wszystko mnie uderzyło. Byłem z rodziną w loży dla zawodników, a na tablicy wyników widać było nazwiska strzelców: Eto'o, Ronaldinho, Zidane, Ronaldo, Raúl, Owen. Pamiętam, że patrzyliśmy na to razem z ojcem... Ja pie*****. W tamtym momencie wszystko wydawało się być w jak najlepszym porządku.
Komentarze (18)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj się