26 maja 2018 roku Marcelo rozpoczął finał Ligi Mistrzów w Kijowie. Wówczas nikt nie kwestionował obecności Brazylijczyka w madryckiej jedenastce, podobnie było w Cardiff 2017 czy Milanie 2016. W Lizbonie, dwa lata wcześniej, był zmiennikiem (Ancelotti wolał postawić na Coentrão), ale jego wejście w drugiej połowie pomogło Królewskim doprowadzić do dogrywki.
W grudniu 2021 roku Marcelo stał się w Madrycie szczątkowym zawodnikiem, mimo że jest pierwszym kapitanem zespołu. Futbol, który nastąpił po europejskiej dominacji Realu, od Liverpoolu przez Chelsea po Bayern, narzucił nowy model, w którym fizyczność wzięła górę nad techniką, intensywnością czy filigranowością. A Marcelo, zawodnik, który jest przede wszystkim czystym talentem, został wyparty przez innych, mniej utalentowanych od niego, ale silniejszych. Najpierw Reguilón, potem Mendy, stopniowo zdegradowali drugiego najczęściej grającego obcokrajowca w historii klubu do tego stopnia, że jego występy stały się anegdotyczne: 140 minut w tym sezonie w pięciu meczach na 22 możliwe.
W rzeczywistości sytuacja dotyka Marcelo, ofiarę narzucenia nowego modelu, nowoczesnego futbolu, w którym nie ma prawie miejsca dla drobnych stylistów, W samym Madrycie ma towarzyszy zmęczenia, takich jak Isco czy Hazard, pomocników, którzy również zmierzają do końca przygody z Realem. Jednak Marcelo, miłośnik swojego zawodu i klubu, jest zdezorientowany obrotem spraw, które prowadzą do nieciekawego zakończenia jego wspaniałej kariery na Santiago Bernabéu.
W Brazylii mówi się o możliwym powrocie obrońcy. Fluminense, Botafogo, a nawet jakiś jeszcze bardziej egzotyczny kierunek. Piłkarz nie podjął jednak jeszcze żadnej decyzji, ponieważ nie wyklucza, że spróbuje zostać w Europie. Wierzy, że wciąż ma zadatki na piłkarza elity, nawet jeśli twarda rzeczywistość futbolu w 2021 roku kończy jego madrycką karierę.
Komentarze (22)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj się