Menu

Klasyk w czyśćcu

Foto: Klasyk w czyśćcu
Fot. Getty Images

Cokolwiek powiedzieć, dzisiejszy Klasyk będzie dziwny. Mimo to jednak wciąż pozostanie Klasykiem.

Jeśli ktoś dopiero przymierza się do zapoznania z sagą o Harrym Potterze, niech przewinie tekst kawałek dalej. Jeśli już zaś ją zna, to wie, że po śmierci Albusa Percivala Wulfryka Briana Dumbledore'a nic nie było już takie samo. Uniwersum świata czarodziejów nie było również takie samo po śmierci Severusa Snape'a. Nawet bez tych dwóch jakże wyrazistych i, wydawać by się mogło, niezbędnych dla fabuły postaci historia toczyła się jednak dalej. Mało tego, bez ich udziału wojna dobra ze złem zaczęła dopiero wchodzić w decydującą fazę. 

Dziś w Realu Madryt nie ma już Cristiano Ronaldo, w Barcelonie brakuje natomiast Lionela Messiego, przy czym w żaden sposób nie mamy zamiaru rozstrzygać, kto stał po stronie dobra, a kto zła. Nawet bez nich jednak, jakkolwiek trudno sobie to wyobrazić, Klasyk pozostaje Klasykiem. Lata toczenia meczów odwiecznych rywali i przy okazji meczu w meczu między Portugalczykiem i Argentyńczykiem wzniosły starcia Królewskich z Dumą Katalonii na zupełnie inny poziom. Każdy z nas musiał jednak mieć gdzieś z tyłu głowy to, że kiedyś ten wspaniały rozdział w historii futbolu wreszcie dobiegnie końca. Właśnie tego popołudnia po raz pierwszy od wielu lat doświadczymy starcia, w którym zabraknie ich obu. Przejście z tym stanem rzeczy do porządku dziennego może być trudne. Tak samo jak pogodzenie się z tym, że dzisiejszy Klasyk pod względem ciężaru gatunkowego i samego prestiżu nie może się równać z tymi sprzed dziesięciu lat. Nie oznacza to jednak wcale, że jesteśmy skazani na oglądanie filmu kategorii B. 

Nie mamy zamiaru przekonywać nikogo siłą, że poziom emocji będzie ten sam, ale nie potrafimy też patrzeć na dzisiejsze starcie, jak na pojedynek dwóch wyblakłych marek, które jadą wyłącznie siłą rozpędu na resztkach prestiżu potyczek z poprzednich lat. Nasze spojrzenie na sprawę jest nieco inne. Przede wszystkim jesteśmy ciekawi tego, jak losy obu zespołów wyglądać będą w bliższej i dalszej perspektywie. 

Zarówno w przypadku Realu, jak i Barcelony można stwierdzić, że zespoły te znajdują się obecnie w czymś na wzór piłkarskiego czyśćca, gdzie przed powrotem na szczyt najpierw muszą odpokutować za grzechy. Nie oznacza to jednak, że oba kluby są w tym samym położeniu. Królewscy plan odrodzenia mają już bowiem z grubsza określony. Wiadomo już, kto ma za co odpowiadać i kogo konkretnie brakuje, by ponownie móc walczyć o pełną pulę na każdym froncie. Realowi najbardziej potrzeba po prostu czasu. Od jednych oczekuje się postawienia kroku do przodu, inni gracze mający stanowić o sile projektu mają natomiast dopiero do Madrytu trafić. Mimo paru wpadek czuć jednak, że smród stęchlizny z zeszłego sezonu zaczyna puszczać. 

W zupełnie innej sytuacji jest Barcelona. Katalończycy dopiero zaczynają bowiem tułaczkę po omacku. Odejście Lionela Messiego, niesamowity chaos organizacyjny i instytucjonalny, nietrafione wielomilionowe transfery oraz długi zaprowadziły naszych odwiecznych rywali nad skraj przepaści. Odkręcanie czegoś takiego może potrwać naprawdę długo. Tak naprawdę nie przesadzimy chyba, jeśli stwierdzimy, że w zasadzie żaden gracz Blaugrany raczej nie miałby dziś pewnego miejsca w składzie Królewskich. Dość wymowne jest także to, że po przenosinach Messiego do Paryża wszyscy oczekują, że w buty sześciokrotnego zdobywcy Złotej Piłki wejdzie 18-latek. 

Kiedy jednak spojrzymy w tabelę, nagle okazuje się, że pomimo tego rozstrzału w sytuacji obu zespołów, dzielą je zaledwie dwa punkty. Czy naprawdę więc powinniśmy wychodzić z założenia, że pojedziemy na Camp Nou, szybko walniemy kilka sztuk i wrócimy z czystymi rączkami do siebie? My mimo wszystko wstrzymalibyśmy się od snucia tego typu scenariuszy. Nawet jeśli mierzymy się z Barceloną pogrążoną w wielopłaszczyznowym kryzysie, to jednak należy pamiętać, że ich podłoga także teraz stanowi sufit dla zdecydowanej większości klubów na świecie. Cieszenie się cudzym nieszczęściem, podczas gdy samemu ma się do wysprzątania jeszcze spory kawałek stajni, może być wyjątkowo zgubne. 

Od godziny 16:15 nie będzie oczywiście miejsca na strach. Nie będzie też jednak miejsca na lekceważenie, ponieważ niedocenianie takiego rywala, jak Barcelona, byłoby najzwyczajniej w świecie objawem czystej głupoty. Jeśli faktycznie chcemy patrzeć przez jakiś czas na Katalończyków z góry, najpierw trzeba sobie na to zasłużyć walką, zaangażowaniem i piłkarską jakością. Zresztą, nie będziemy uczyć ojca dzieci robić. Chłopaki na pewno doskonale zdają sobie sprawę z tego, co ich czeka i jak sobie z tym poradzić. 

* * * 

Spotkanie z Barceloną rozpocznie się o 16:15. W Polsce będzie można je obejrzeć na kanałach CANAL+ Premium i Eleven Sports 1 za pośrednictwem platformy Player.pl.

Spotkanie można też wytypować w FORTUNA. Kurs na zwycięstwo gospodarzy to 2,80, a na wygraną Realu Madryt 2,50.
FORTUNA to legalny bukmacher. Gra u nielegalnych firm jest zabroniona. Hazard wiąże się z ryzykiem.

Wyłącz AdBlocka, żeby zobaczyć pełną treść artykułu.

Reklamy są jedyną formą, jaka pozwala nam utrzymywać portal, płacić za serwery czy wykorzystywanie zdjęć, by codziennie dostarczyć Ci sporą porcję informacji o Realu Madryt. Dlatego prosimy Cię o wyłączenie AdBlocka, jeśli w pełni chcesz cieszyć się możliwościami nowej strony i korzystać z naszej pracy. Gracias!

Komentarze

Wyłącz AdBlocka, żeby brać udział w dyskusji.

Reklamy są jedyną formą, jaka pozwala nam utrzymywać portal, płacić za serwery czy wykorzystywanie zdjęć, by codziennie dostarczyć Ci sporą porcję informacji o Realu Madryt. Dlatego prosimy Cię o wyłączenie AdBlocka, jeśli w pełni chcesz cieszyć się możliwościami nowej strony i korzystać z naszej pracy. Gracias!